Polacy wolą przeczekać, w Niemczech od razu przechodzą do upadłości
Polska gospodarka mierzy się z narastającą falą zawieszeń działalności gospodarczej. Na koniec lutego 2026 roku stan „uśpienia” dotyczył rekordowej liczby ponad 850 tysięcy podmiotów. Podczas gdy w Polsce problemy firm są odsuwane w czasie, u naszego głównego partnera handlowego – w Niemczech – brak podobnych mechanizmów owocuje najwyższą liczbą upadłości od ponad dwóch dekad. Sytuację ma zmienić nowa dyrektywa unijna, która ujednolici zasady walki z niewypłacalnością w całej Europie.
Zawieszenia to „polska specjalność”
Z danych rejestru REGON wynika, że na koniec lutego 2026 roku zawieszoną działalność miało 850,7 tys. firm, co stanowi aż 15,6% wszystkich zarejestrowanych podmiotów. To wyraźny wzrost w porównaniu do końca 2024 roku, kiedy w tym stanie znajdowało się 791 tys. przedsiębiorstw.
Mechanizm ten, rzadko spotykany w Europie Zachodniej na taką skalę, pozwala polskim przedsiębiorcom „przeczekać” trudny okres bez definitywnego zamykania biznesu. Eksperci ostrzegają jednak, że to często jedynie odkładanie problemów na później.
W Polsce coraz więcej firm nie kończy działalności definitywnie, ale przechodzi w stan „uśpienia”. Problemy firm nie znikają — są tylko odkładane w czasie. Nadużywana forma zawieszenia sprawia, że część problemów nie jest widoczna w statystykach likwidacji firm i w pewnym sensie jest „ukrywana”.
— powiedział Kamil Fac, portal Faktura.pl.
Niemiecki rynek wstrząsany falami upadłości
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w Niemczech, gdzie brak masowej formuły zawieszenia sprawia, że kryzys jest widoczny natychmiast w statystykach bankructw. W I kwartale 2026 roku upadły 4573 firmy – to wynik gorszy niż podczas kryzysu finansowego w 2009 roku.
Kryzys u zachodniego sąsiada to bezpośrednie zagrożenie dla polskich kooperantów. Niemiecka gospodarka zmaga się z drastycznym spadkiem dyscypliny płatniczej:
— 81% przedsiębiorstw w Niemczech doświadcza opóźnień w płatnościach (wzrost z 59% w 2021 r.).
— 84% firm oferuje wydłużone terminy płatności, co jest wynikiem najwyższym od blisko dekady.
Efekt domina w polskim transporcie i przemyśle
Pogarszająca się sytuacja w Niemczech uderza rykoszetem w polskie firmy, szczególnie z sektora TSL (Transport, Spedycja, Logistyka). Polscy przewoźnicy, którzy w 2025 roku czekali na zapłatę średnio 21,4 dnia, teraz muszą mierzyć się z jeszcze większymi opóźnieniami.
Wojciech Miklaszewski z firmy Finea zwraca uwagę na nową praktykę niemieckich kontrahentów:
Niemieccy kontrahenci zaczęli realnie wykorzystywać zapisy o płatnościach w określone dni miesiąca, co jeszcze wydłuża czas oczekiwania na przelew. Wcześniej tego nie robili, co w efekcie deklarowane 45 dni często zamienia się w 60–70 dni, przerzucając ciężar finansowania działalności na polskich podwykonawców.
Unia Europejska ujednolica zasady gry
Odpowiedzią na europejski kryzys płynności ma być nowa dyrektywa upadłościowa, zatwierdzona przez Radę UE 30 marca 2026 roku. Choć nie likwiduje ona polskiej instytucji zawieszenia działalności, wprowadza szereg mechanizmów, które utrudnią „ukrywanie” niewypłacalności:
- Harmonizacja postępowań: Ujednolicenie zasad w całej UE ma ułatwić inwestycje transgraniczne i śledzenie majątku dłużników.
- Wczesne ostrzeganie: Zarządy firm zostaną objęte ściślejszymi obowiązkami w zakresie reagowania na ryzyko bankructwa.
- Przewidywalność prawna: Obowiązek publikowania jasnych informacji o krajowych przepisach upadłościowych we wszystkich językach UE.
Nowe przepisy mają wejść w życie w państwach członkowskich w najbliższych miesiącach, co może wymusić na polskich przedsiębiorcach zmianę strategii z „przeczekiwania” na bardziej aktywną restrukturyzację.









