ONZ na skraju bankructwa. Miliardowe długi USA i Chin paraliżują organizację
Organizacja Narodów Zjednoczonych znalazła się w najpoważniejszym kryzysie finansowym od lat. Jak alarmuje „Wall Street Journal”, dwa największe mocarstwa świata – Stany Zjednoczone i Chiny – zalegają z płatnościami składek na łączną kwotę przekraczającą 4,5 miliarda dolarów. Efekt? Paraliż operacyjny i widmo bankructwa jednej z najważniejszych organizacji międzynarodowych na świecie.
Zgodnie z danymi przytoczonymi przez WSJ, zaległości Waszyngtonu wobec ONZ sięgają ponad 4 miliardów dolarów, natomiast Pekin zalega z kwotą przekraczającą 455 milionów dolarów. To nie są drobne zaniedbania administracyjne – to systemowy problem, który bezpośrednio uderza w zdolność organizacji do finansowania misji pokojowych, agend humanitarnych i programów rozwojowych na całym świecie.
Stany Zjednoczone od dawna mają ambiwalentny stosunek do finansowania ONZ. Już za poprzednich administracji Waszyngton wielokrotnie wstrzymywał lub opóźniał płatności składkowe, używając ich jako narzędzia nacisku politycznego. Administracja Donalda Trumpa, która powróciła do Białego Domu na początku 2025 roku, kontynuuje tę politykę – a nawet ją zaostrza w ramach szerszej strategii rewizji zobowiązań multilateralnych USA. Wycofanie się z szeregu umów międzynarodowych i agend ONZ-owskich to jeden z wyraźnych sygnałów, że Waszyngton nie zamierza w najbliższym czasie regulować zaległości.
Chiny płacą, ale nie za wszystko
Przypadek Chin jest nieco odmienny. Pekin przez ostatnią dekadę systematycznie zwiększał swój udział w finansowaniu ONZ i awansował do grona największych płatników. Mimo to zaległości rzędu kilkuset milionów dolarów pokazują, że i druga supermocarstwo nie jest bez zarzutu. Analitycy wskazują, że chińskie opóźnienia mogą być częściowo celowe – jako element gry negocjacyjnej w sprawie wpływów w poszczególnych agendach ONZ-owskich, gdzie Pekin od lat stara się zwiększać swoją reprezentację na stanowiskach kierowniczych.
Kryzys finansowy ONZ ma bardzo konkretne konsekwencje operacyjne. Organizacja od kilku lat zmuszona jest do cięcia budżetów poszczególnych agend, zamrażania rekrutacji i opóźniania wypłat dla pracowników kontraktowych. Misje pokojowe w różnych regionach świata zgłaszają trudności z utrzymaniem gotowości operacyjnej. Agencje humanitarne – UNHCR, WFP, UNICEF – muszą coraz agresywniej zabiegać o finansowanie pozaskładkowe od państw członkowskich i darczyńców prywatnych, by wypełnić lukę budżetową.
Warto przypomnieć mechanizm finansowania ONZ – organizacja funkcjonuje w oparciu o obowiązkowe składki państw członkowskich, których wysokość ustalana jest według klucza uwzględniającego m.in. PKB i zdolność płatniczą danego kraju. USA jako największa gospodarka świata płacą największą składkę – historycznie około jednej piątej budżetu regularnego organizacji. Chiny, jako druga gospodarka globalna, w ostatnich latach stały się drugim co do wielkości płatnikiem, wyprzedzając Japonię.
Co to oznacza dla globalnego ładu?
Finansowy paraliż ONZ to problem wykraczający daleko poza kwestie księgowe. Organizacja jest jedynym forum, gdzie wszystkie państwa świata zasiadają przy jednym stole – od Watykanu po Rosję, od Tuvalu po Stany Zjednoczone. Jej misje pokojowe obecne są w kilkunastu krajach, a agendy humanitarne docierają z pomocą do setek milionów ludzi rocznie.
Jeśli kryzys finansowy nie zostanie rozwiązany, realne staje się scenariusz stopniowej dezintegracji niektórych programów. Najbardziej narażone są operacje terenowe – droższe w utrzymaniu i trudniejsze do finansowania przez mniejsze państwa członkowskie, które regularnie wywiązują się ze swoich zobowiązań. W paradoksalnej sytuacji znalazłyby się więc kraje rozwijające się, które terminowo płacą swoje – często relatywnie niewielkie – składki, a tracą dostęp do usług organizacji z powodu zaniedbań najpotężniejszych graczy.
Z perspektywy biznesowej i inwestycyjnej kryzys ONZ to dodatkowy sygnał narastającej fragmentacji globalnego porządku. Firmy działające na rynkach wschodzących, w regionach objętych operacjami pokojowymi lub korzystające z regulacji wypracowanych pod auspicjami agend ONZ-owskich powinny uwzględniać rosnące ryzyko geopolityczne w swoich modelach. Osłabienie multilateralizmu oznacza większą nieprzewidywalność – od standardów handlowych po prawo morskie.
Na razie ONZ nie ogłosiła formalnego stanu kryzysowego, jednak alarmujący artykuł WSJ wyraźnie pokazuje, że organizacja sama nie jest w stanie dłużej ukrywać powagi sytuacji. Sekretariat w Nowym Jorku stoi przed wyborem: albo wymusić płatności na dłużnikach – co przy obecnej sile politycznej USA jest zadaniem karkołomnym – albo przeprowadzić głęboką restrukturyzację wydatków, oddając tym samym pole krytykom, którzy od lat postulują radykalne odchudzenie biurokracji ONZ-owskiej.









