Płomień błękitnego gazu na kuchence gazowej.

Magazyny w połowie puste, Ormuz zamknięty, ceny rekordowe. Czy Europie wystarczy gazu na tę zimę?

22.09.2026
Redakcja
Czas czytania: 4 minut/y

Niemieckie magazyny gazu są zapełnione w około 57 proc. — znacznie słabiej niż w poprzednich latach — a unijna średnia oscyluje wokół 65 proc., wobec zapisanego w prawie UE celu 90 proc. Urzędnicy w Berlinie i Brukseli uspokajają, że dostawy są zabezpieczone, ale analitycy ostrzegają: mroźna zima lub zakłócenia importu mogą gwałtownie podbić ceny — wynika z analizy Deutsche Welle (autor: Dirk Kaufmann) oraz danych Komisji Europejskiej. Za dziurę w zapasach odpowiada głównie zamknięcie cieśniny Ormuz, które wywindowało ceny gazu i zabiło ekonomiczny sens letniego zatłaczania. Na tym tle Polska jest wyjątkiem: nasze magazyny są pełne w ponad 90 proc.

Niemcy: 57 procent i polityczna awantura

Według stanu na połowę września Niemcy zgromadziły około 141 terawatogodzin gazu, co odpowiada mniej więcej 57 proc. pojemności magazynowej kraju. Na pierwszy rzut oka to uspokajające — jak podaje cytowana przez DW Federalna Agencja Sieci, podczas ostatniej, dość mroźnej zimy z magazynów pobrano niecałe 134 TWh. Problem w tym, że na tę samą zimę Niemcy wchodziły w poprzednich latach ze znacznie pełniejszymi zbiornikami.

Sprawa stała się paliwem politycznym. 4 września premier Bawarii Markus Söder wezwał rząd federalny do interwencji, a kilka dni później opozycyjni Zieloni zarzucili ministrowi gospodarki zaniedbanie.

Magazyny gazu nie są pełne. Stoimy w obliczu potencjalnego niedoboru

— powiedziała Britta Hasselmann, współprzewodnicząca frakcji parlamentarnej Zielonych, cytowana przez DW.

Branża magazynowa też nie jest spokojna. Sebastian Heinermann, dyrektor zarządzający INES — niemieckiego stowarzyszenia operatorów magazynów gazu i wodoru — wskazuje, że technicznie możliwe jest zapełnienie niemieckich zbiorników do około 77 proc., ale wymagałoby to tempa zatłaczania, którego nie zaobserwowano ani razu w ciągu ostatnich trzech tygodni.

Jeśli ten trend utrzyma się bez zmian, poziom napełnienia sięgnie do 1 listopada jedynie około 65 procent

— ocenia Heinermann. Regulator i rząd studzą emocje: rzeczniczka Federalnej Agencji Sieci Nadia Affani zapewnia w rozmowie z DW, że dostawy gazu w Niemczech są stabilne, bezpieczeństwo zaopatrzenia jest obecnie zagwarantowane, a ryzyko kryzysu podażowego agencja wciąż ocenia jako niskie. Podobnie ministerstwo gospodarki i energii, które — jak deklaruje rzeczniczka Susanne Ungrad — monitoruje sytuację na bieżąco i nie widzi oznak niedoboru.

Unia daleko od celu, Bruksela obniża poprzeczkę

Niemiecki problem jest częścią europejskiego. Jak poinformowała rzeczniczka Komisji Europejskiej Anna-Kaisa Itkonen, zapełnienie magazynów we wszystkich państwach UE wynosi obecnie 65 proc. Formalny cel zapisany w unijnym prawie to 90 proc., ale przepisy przedłużone w 2025 r. na lata 2026–2027 przewidują elastyczność: dopuszczalne odchylenie o 10 pkt proc., a w razie utrzymywania się trudnych warunków rynkowych KE może obniżyć wymagany poziom o kolejne 5 pkt proc. — do 75 proc. Bruksela przekazała już państwom członkowskim, że 80 proc. powinno wystarczyć do zaspokojenia potrzeb nadchodzącej zimy, a obowiązek można wypełnić w dowolnym momencie między 1 października a 1 grudnia.

Skala zaległości jest jednak policzalna: według serwisu Globenergia, opierającego się na danych platformy GIE, by podnieść unijne zapasy z ok. 63 do 80 proc., trzeba zatłoczyć netto około 190 TWh. Kluczowe są przy tym największe systemy: Niemcy (pojemność blisko 250 TWh) i Holandia dysponują łącznie ponad jedną trzecią unijnego potencjału magazynowego — i to właśnie tam wskaźniki należą do najniższych. Na drugim biegunie są Włochy z zapełnieniem przekraczającym 81 proc.

Polska wyjątkiem — ale od europejskich cen nie ucieknie

Na tej mapie Polska wygląda wzorowo: krajowe magazyny są pełne w ponad 90 proc. To efekt konsekwentnego zatłaczania — poziom bliski 90 proc. osiągnęliśmy już w drugiej połowie sierpnia, gdy unijna średnia ledwo przekraczała 60 proc. Trzeba jednak pamiętać o proporcjach: polskie magazyny mieszczą około 37 TWh, a więc ułamek tego, co same Niemcy, i pokrywają tylko część krajowego zużycia. Jak zauważa Globenergia, pełne zbiorniki nie uniezależniają Polski ani od bieżących dostaw, ani — co kluczowe dla rachunków — od cen kształtowanych na europejskim rynku.

Ormuz zabił letnie zatłaczanie

Dlaczego Europa nie napełniła magazynów, skoro potrafiła to robić w poprzednich latach? Odpowiedź brzmi: ceny. Jak wylicza w rozmowie z DW Heinermann, w drugim kwartale gaz w kontraktach terminowych kosztował około 46 euro za megawatogodzinę — ostatnio cena przekroczyła 80 euro. Od początku 2026 r. europejski gaz podrożał łącznie o ponad 120 proc. Bezpośrednią przyczyną jest wojna USA i Izraela z Iranem oraz blokada cieśniny Ormuz, przez którą płynęła znacząca część światowego LNG.

Drożejący latem gaz zburzył fundament, na którym opiera się magazynowanie: tzw. spread lato–zima, czyli zasadę kupowania surowca tanio latem i korzystania z niego drogą zimą. Jak przyznaje niemieckie ministerstwo gospodarki, ceny kontraktów terminowych na zimę są dziś tylko nieznacznie wyższe od cen spot — zwyczajowa premia zimowa, która czyniła letnie zatłaczanie opłacalnym, po prostu nie wystąpiła. W efekcie, jak zauważają analitycy cytowani przez portal WysokieNapiecie.pl, traderzy niechętnie magazynują gaz, obstawiając zakończenie konfliktu USA–Iran i szeroką dostępność taniego surowca zimą. To zakład — jeśli się nie sprawdzi, rachunek zapłacą odbiorcy.

W przyszłości potrzebujemy lepszych zachęt do napełniania magazynów — oraz zarządzania ryzykiem po stronie spółek obrotu, które patrzy nie tylko na cenę zakupu, ale też na to, jak bardzo rzeczywiste zużycie może odbiegać od prognoz

— mówi DW Olaf Geyer z amerykańskiej firmy doradczej Arthur D. Little. Podobnie Heinermann, który postuluje trwałe ramy rynkowe łączące zachęty i obowiązki magazynowe przy zachowaniu maksimum rynkowej elastyczności.

Zabraknie? Raczej nie. Zdrożeje? Bardzo możliwe

Werdykt większości ekspertów jest dwuznacznie uspokajający. Fizycznego braku gazu nikt na razie nie prognozuje: rzecznik niemieckiego stowarzyszenia branży gazowej i wodorowej Charlie Grüneberg podkreśla w rozmowie z DW, że kto zakontraktował dostawy u wiarygodnego dostawcy, otrzyma uzgodnione ilości, a dzięki inwestycjom w terminale LNG, nowe kierunki importu i rewersy infrastruktura jest dziś znacznie odporniejsza niż w 2022 r. Niedoboru nie sygnalizują też rynki terminowe.

Jeśli zima okaże się mroźna albo pojawią się zakłócenia po stronie importu, ceny mogą szybko wzrosnąć

— zastrzega jednak Geyer. To właśnie jest scenariusz bazowy tej zimy, który Oxford Economics — cytowany przez Globenergię — ubiera w liczby: średnia cena gazu w czwartym kwartale 2026 r. i pierwszym kwartale 2027 r. może utrzymać się w okolicach 60 euro za MWh, ponad dwukrotnie wyżej niż na początku roku. Europie gazu więc najpewniej wystarczy — pytanie brzmi, ile za ten spokój zapłaci. Polska odrobiła magazynową lekcję lepiej niż większość kontynentu, ale w zintegrowanym europejskim rynku cena bezpieczeństwa jest wspólna: gdy Niemcy i Holandia będą zimą dokupować brakujące terawatogodziny, drożej zrobi się także nad Wisłą. A ostatnie słowo i tak należy do dwóch czynników, na które Bruksela nie ma wpływu: pogody i cieśniny Ormuz.

Źródło: Deutsche Welle, dane Komisji Europejskiej (za PAP/Bankier.pl)

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA