Kolumbia ma swojego Milei? „Tygrys” wprowadza się do pałacu, ale z Argentyńczykiem łączy go mniej, niż się wydaje
Abelardo de la Espriella, prawicowy prawnik posługujący się pseudonimem „Tygrys”, został zaprzysiężony na prezydenta Kolumbii. Podczas inauguracji w bazie wojskowej Pichincha w Cali zapowiedział twardą rozprawę z przestępczością, cięcia budżetowe i uproszczenie podatków. Komentatorzy od razu zaczęli zestawiać go z Javierem Milei – innym wspieranym przez Donalda Trumpa outsiderem, który przejął latynoamerykańską gospodarkę w kryzysie. Porównanie jest kuszące, ale przy bliższym spojrzeniu obaj politycy grają w zupełnie różne gry – wynika z doniesień PAP i mediów.
Ceremonia zaprzysiężenia sama w sobie była manifestem. Zamiast pałacu prezydenckiego – baza wojskowa, a na scenie figura Matki Bożej Fatimskiej.
Rozpoczął się czas przywracania porządku, autorytetu i wolności.
— oświadczył Abelardo de la Espriella, prezydent Kolumbii, który zadeklarował też zamknięcie długiego rozdziału narodowego zniechęcenia i rozpoczęcie głębokiej przemiany losu kraju wspólnie z narodem.
Rekordowe 13 milionów głosów i błogosławieństwo Trumpa
De la Espriella nigdy wcześniej nie pełnił funkcji wybieralnych – ani w administracji, ani w parlamencie. W czerwcowej drugiej turze pokonał lewicowego senatora Ivana Cepedę minimalną różnicą: 49,7 proc. do 48,7 proc. głosów, zbierając przy tym blisko 13 mln głosów, najwięcej w historii kolumbijskich wyborów prezydenckich. Kampanię prowadził w stylu czystego politycznego performansu – przemawiał z kuloodpornej klatki, często w koszulce piłkarskiej reprezentacji Kolumbii. Gratulacje po zwycięstwie złożyli mu Donald Trump i sekretarz stanu Marco Rubio, a jego wybór otwiera drogę do odbudowy relacji z Waszyngtonem, mocno nadszarpniętych za kadencji lewicowego poprzednika Gustava Petro. Sam Petro nie ułatwia przekazania władzy – twierdzi, że wybory sfałszowano, i ostrzegał przed ryzykiem wojny domowej.
Do tego miejsca analogia z Milei działa bez zarzutu: outsider spoza establishmentu, polityczny showman z pseudonimem („Tygrys” kontra „El Loco”), poparcie Trumpa, obietnica cięć budżetowych i prostszych podatków, a po drugiej stronie zdemobilizowana lewica. Obaj wpisują się też w szerszy prawicowy zwrot w Ameryce Łacińskiej.
Tu jednak podobieństwa się kończą. Silne państwo kontra piła łańcuchowa
Różnica fundamentalna dotyczy roli państwa. Milei to deklarowany anarchokapitalista, który z piłą łańcuchową w ręku obiecywał wycinanie całych ministerstw i traktuje aparat państwowy jako źródło problemu. De la Espriella odwrotnie – jego hasłem jest przywrócenie porządku i autorytetu, czyli wzmocnienie państwa tam, gdzie ono abdykowało: w walce z kartelami narkotykowymi i grupami zbrojnymi. Kolumbijczyk zapowiedział też utrzymanie popularnych programów społecznych zainicjowanych przez lewicowego poprzednika i pozycjonuje rząd jako partnera dla biznesu każdej wielkości. Milei w analogicznym momencie ciął subsydia bez znieczulenia.
Inny jest też punkt startu. Argentyna w grudniu 2023 r. była gospodarczym wrakiem z inflacją przekraczającą 200 proc. rocznie – Milei nie miał wyboru, jego pierwszym frontem musiała być makroekonomia. Kolumbia problemu inflacyjnego tej skali nie ma; jej egzystencjalnym wyzwaniem jest bezpieczeństwo, a dopiero w drugiej kolejności finanse publiczne. De la Espriella obiecuje więc cięcia i prostsze podatki, ale wygrał wybory na haśle, że pierwszym prawem człowieka jest prawo do bezpieczeństwa.
Milei ma już wyniki. „Tygrys” dopiero wchodzi na ring
Argentyńczyk może dziś pokazać twarde liczby. Inflacja spadła z ponad 200 proc. rocznie pod koniec 2023 r. do 1,9 proc. miesięcznie w czerwcu 2026 r., rząd utrzymuje nadwyżkę pierwotną, ograniczył dodruk pieniądza i przeprowadza szeroką deregulację, a agencje ratingowe w ciągu trzech miesięcy trzykrotnie podnosiły ocenę kredytową kraju. Po zwycięstwie swojej partii w wyborach środka kadencji Milei przeforsował w Senacie reformę rynku pracy i zabiera się za system podatkowy. Wsparciem okazała się administracja Trumpa – z linią swapową na 20 mld dolarów na czele. Ceną są jednak bolesne skutki społeczne terapii szokowej i spadek notowań prezydenta, a nasza redakcja opisywała niedawno protesty po libertariańskiej ustawie o własności prywatnej pod hasłem, że ojczyzna nie jest na sprzedaż.
De la Espriella startuje z minimalnym mandatem – przewaga jednego punktu procentowego oznacza kraj przecięty na pół. Jeśli czegoś może się nauczyć od Milei, to tego, że radykalny program da się utrzymać tylko dzięki szybkim, mierzalnym wynikom, które kupują cierpliwość wyborców na resztę. Tyle że Milei sukces mierzy wskaźnikiem inflacji, publikowanym co miesiąc. Miarą sukcesu „Tygrysa” będą statystyki zabójstw, porwań i zbiorów koki – a te poprawiają się znacznie wolniej niż ceny.
Źródło: PAP/media









