Francuski chaos rozlewa się na Włochy? Po zamieszkach w Mediolanie Meloni zwołuje sztab bezpieczeństwa
Premier Włoch Giorgia Meloni spotkała się w poniedziałek z szefami służb bezpieczeństwa po dwóch dniach zamieszek w Mediolanie, w których straty oszacowano na ponad pół miliarda euro — informuje agencja ANSA. Zatrzymano ponad 200 osób, z czego 80 proc. to nieletni, a przemoc, przypominająca sceny z Francji, wybuchła na marginesie demonstracji przeciwko drożyźnie. Tymczasem nad Sekwaną, mimo niedzielnego telewizyjnego wystąpienia Emmanuela Macrona, przemoc nie wygasa, a w klasie politycznej narasta krytyka rządu — podaje Euronews.
Mediolan: pół miliarda euro strat i ponad 200 zatrzymanych
Jak relacjonuje ANSA, zamieszki w Mediolanie rozpoczęły się w sobotę na marginesie demonstracji przeciwko kryzysowi kosztów życia i trwały również w niedzielę. Grupy młodych ludzi — wielu zakapturzonych i ubranych na czarno — otaczały sklepy i supermarkety, wybijały witryny i urządzały błyskawiczne grabieże, po czym szybko się rozpraszały. Dochodziło też do starć z policją, w którą rzucano kamieniami, butelkami i racami. Według Euronews do starć doszło w weekend także w Turynie i Bolonii.
Zamieszki nastąpiły po piątkowych antyrządowych protestach uczniów szkół średnich, które w kilku włoskich miastach przybrały gwałtowny obrót. Meloni zapowiedziała, że jej rząd przyjmie „nowe narzędzia”, by powstrzymać ludzi, „którzy sieją chaos”. Liga wicepremiera i ministra transportu Matteo Salviniego domaga się, by środki „detencji prewencyjnej” — pozwalające zatrzymywać znanych służbom prowodyrów przed potencjalnie niebezpiecznymi wydarzeniami — rozszerzyć na nieletnich.
Włoska polityka: spór o policję i o protesty
Zamieszki wywołały we Włoszech napięcie polityczne. Minister spraw wewnętrznych Matteo Piantedosi nazwał burmistrza Mediolanu Giuseppe Salę lewicowym „radykalnym szykiem” po tym, jak włodarz miasta stwierdził, że do zapobieżenia scenom chaosu skierowano zbyt mało policji. Partie koalicji rządzącej zarzuciły z kolei opozycji zbyt mało stanowcze potępienie przemocy.
Liderka Partii Demokratycznej (PD) Elly Schlein odpowiadała, że jej centrolewicowe ugrupowanie zawsze potępiało przemoc, a rząd nie powinien wykorzystywać zamieszek do — jak mówiła — „zagłuszania głosów tysięcy ludzi, którzy pokojowo protestują w całych Włoszech, bo nie są już w stanie się utrzymać”.
Francja: orędzie Macrona nie uspokoiło ulicy
Włoskie zamieszki przypominają przemoc, która od kilku dni ogarnia Francję — zauważa ANSA. Według Euronews niedzielne wieczorne wystąpienie Macrona nie uspokoiło nastrojów po weekendzie naznaczonym demonstracjami i przemocą w kilku francuskich miastach: straty liczą m.in. Paryż, Lyon i Marsylia, a w jednym z miast zamaskowani demonstranci podpalili 140-letni ratusz, którego zabytkowa iglica runęła.
W centrum politycznej burzy znalazł się minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez, który w poniedziałek przyznał, że ponosi odpowiedzialność za wydarzenia. Macron odmówił jednak przyjęcia jego dymisji, powołując się na „konieczność ciągłego dowodzenia siłami porządkowymi w obecnej sytuacji”. Surowa ocena pada także z wnętrza rządu — minister sprawiedliwości Gérald Darmanin przyznał w poniedziałkowym wywiadzie telewizyjnym, że władze „niewątpliwie zawiodły”.
Kandydaci na prezydenta licytują się na recepty
Kryzys stał się paliwem francuskiej kampanii prezydenckiej. Lider skrajnie lewicowej La France Insoumise Jean-Luc Mélenchon oskarża rząd o doprowadzenie do zaostrzenia kryzysu, krytykuje strategię utrzymania porządku i domaga się m.in. zamrożenia cen paliw oraz odszkodowań dla sklepikarzy poszkodowanych w grabieżach. Szef partii Horizons Édouard Philippe żąda stanowczej reakcji państwa na działania chuliganów i chce zbadania politycznej odpowiedzialności LFI za wybuchy przemocy.
Marine Le Pen, liderka Zjednoczenia Narodowego, potępiła władzę, która jej zdaniem jest „na skraju wyczerpania, wypalona, zagubiona” i niezdolna do odpowiedzi na sytuację. Socjaldemokrata Raphaël Glucksmann zaapelował zaś na antenie RTL o „skrajnie stanowczą” reakcję na przemoc, ostrzegając, że w przeciwnym razie „beneficjentką chaosu będzie Marine Le Pen”, której Mélenchon „posłuży za trampolinę”.
Protesty tymczasem trwają: w poniedziałek studenci kierunków artystycznych blokowali wejście do Luwru w proteście przeciwko policyjnym represjom, a w mediach społecznościowych krążą wezwania do demonstracji 24 października.
Od Paryża po Mediolan iskrą jest to samo: koszty życia, które dla części — zwłaszcza młodych — stały się nie do udźwignięcia. Rządy w obu krajach odpowiadają na razie głównie na pytanie o porządek publiczny; pytanie o drożyznę, od którego wszystko się zaczęło, wciąż czeka na odpowiedź.
Źródło: ANSA, Euronews (Barbara Loundou)










