Czerwony portfel z banknotami 500 złotych

Czy afera w Szpitalu Południowym to znak, że już czas na pełną jawność pensji w Polsce?

23.06.2026
Redakcja
Czas czytania: 2 minut/y

Ostatnie doniesienia o nieprawidłowościach i rażąco wysokich zarobkach w jednej z warszawskich placówek medycznych wywołały ogólnokrajową debatę na temat przejrzystości finansowej. W przestrzeni publicznej pojawiają się radykalne postulaty wzywające do wprowadzenia pełnej, indywidualnej jawności płac na wzór rozwiązań skandynawskich. Zmiana ta miałaby na celu ukrócenie spekulacji, obnażenie fikcji dotyczącej rzekomo niskich uposażeń niektórych grup zawodowych oraz zweryfikowanie rzeczywistych nierówności społecznych w kraju.

Lekcje z modelu norweskiego

Publicysta społeczno-gospodarczy i zarazem redaktor naczelny „Nowego Obywatela” Remigiusz Okraska wskazuje, że ujawniony skandal w szpitalu obnażył patologiczne struktury, w których wysokie płace pobierano mimo nieobecności w pracy, a politycy byli obsługiwani poza kolejnością. Jego zdaniem ta sytuacja powinna stać się impulsem do głębokiej reformy systemu wynagrodzeń w kierunku pełnej transparentności, na wzór rozwiązań znanych z Europy Północnej.

Taki system działa w Norwegii. Na podstawie rozliczeń podatkowych do systemu są wprowadzone dochody poszczególnych osób, a inne osoby mają dostęp do tej wiedzy. Pełna jawność, tym bardziej że sprawdzany ma wgląd w to, kto go sprawdzał. Nie ma niedomówień, nie ma mitów grupowych i personalnych, nie ma tajemnicy w kwestii tak ważnej, jak dochody jednostkowe i zbiorowe/branżowe.

— czytamy w poście Remigiusza Okraski opublikowanym na Facebooku.

Strach elity finansowej przed prawdą

Autor argumentuje, że przeciętni obywatele, których zarobki mieszczą się w standardowych granicach, nie mają powodów do obaw przed upublicznieniem swoich dochodów. Prawdziwy opór wobec jawności ma z kolei płynąć ze strony uprzywilejowanej mniejszości, która stara się ukryć swój rzeczywisty status materialny.

Kto będzie się bał jawności dochodów? Elita finansowa. Szczególnie ta część ludzi zamożnych, która lubi udawać, że zamożna nie jest, a nawet ona sama lub cała branża, w której pracuje, opowiadają o głodowych płacach itp. O tym, że ktoś jest obrzydliwie bogaty, zazwyczaj wszyscy wiedzą. Natomiast w sferze totalnych niedomówień pozostają grupy usytuowane gdzieś tak między 65% społeczeństwa a najbogatszymi 2-3% finansowej elity.

— podkreśla Okraska  

Mit o zarobkach w budżetówce

Wprowadzenie twardych danych do debaty publicznej pozwoliłoby na rzetelną ocenę struktury płac w różnych sektorach gospodarki. Zderzenie powszechnych opinii z rzeczywistością mogłoby zweryfikować deklaracje wielu grup zawodowych. Oficjalne statystyki pokazują bowiem, że mediana zarobków w sektorze publicznym wynosi 6070 zł netto, podczas gdy w sektorze prywatnym kształtuje się na poziomie 4920 zł netto, co nie współgra z częstą narracją o niskich uposażeniach w budżetówce.

Okraska przewiduje również, kto w polskich realiach okazał się największym oponentem reformy opartej na pełnej przejrzystości finansowej.

Intuicja człowieka o złym charakterze podpowiada mi, że najmocniej przeciwko takiemu rozwiązaniu będą w Polsce rozmaici lewicowcy i wrażliwi społecznie inteligenci, którzy w ostatnich latach lubią sobie wytrzeć buzię paplaniną o równości. No to sprawdźmy jak oni sami i wszyscy inni są usytuowani na drabince nierówności społecznych.

— podsumowuje Remigiusz Okraska  

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA