500 euro za chrzest dziecka. Bawarski milioner pomaga rodzinom, których nie stać na uroczystość
Peter Löw, przedsiębiorca ze Starnbergu pod Monachium, płaci rodzicom 500 euro za każde dziecko ochrzczone w miejscowej katolickiej wspólnocie parafialnej – informują niemieckie media, m.in. „Süddeutsche Zeitung” i „Merkur”. Na akcję „Starnberger Schutzengelchen”, czyli „Starnberskie Aniołki Stróże”, milioner przeznaczył z własnej kieszeni łącznie 20 tys. euro. Impulsem była historia rodziny, która wahała się, czy ochrzcić dzieci, bo nie było jej stać na przyjęcie i prezenty.
Od rozmowy z proboszczem do własnego programu
Pomysł narodził się podczas parafialnego święta w kościele św. Ulryka w Söcking. Proboszcz Andreas Jall opowiedział wówczas Löwowi o rodzinie, która ze względów finansowych zwlekała z chrztem dzieci – uroczystość wydawała się jej zbyt kosztowna. Przedsiębiorca, praktykujący katolik i ojciec ośmiorga dzieci, postanowił działać od razu i powołał do życia własną inicjatywę. Jak przekonuje, nie zaszkodzi, gdy człowiek od najwcześniejszego dzieciństwa ma własną relację z Bogiem i dobrego anioła stróża.
65-letni Löw wie, jak liczyć pieniądze – majątku dorobił się na restrukturyzacji przedsiębiorstw, od lat 90. przejmując udziały w ponad 300 firmach, a „Manager Magazin” umieszczał go na liście 500 najbogatszych Niemców. Tym razem jednak, jak sam podkreśla, nie chodzi o biznes, lecz o wsparcie „od członka wspólnoty dla członka wspólnoty”. Prezent nie wiąże się z żadnymi zobowiązaniami, a rodziny mogą dowolnie rozdysponować otrzymane pieniądze.
Nie chcemy, by chrzest stawał się kwestią kosztów, i pragniemy zdjąć z rodzin tę troskę.
— podkreśla w rozmowie z „Merkurem” Theodor Himmel, osobisty asystent przedsiębiorcy.
Gotówka do ręki po ceremonii
Zasady akcji są proste i przemyślane. Rodziny otrzymują 500 euro w gotówce po chrzcie dziecka, a oferta obowiązuje do końca roku i jest ograniczona do pierwszych 40 dzieci. Maluchy nie mogą mieć więcej niż trzy lata i muszą być zameldowane na terenie katolickiej wspólnoty parafialnej Starnberg – czyli w Starnbergu, Söcking, Hanfeld, Perchting, Hadorf lub Landstetten. Fundator uczciwie tłumaczy, skąd te warunki – chodzi o to, by pomoc trafiła do lokalnych rodzin, a nie stała się ogólnokrajową atrakcją.
Nie chcemy, żeby z całych Niemiec ruszyła teraz do Starnbergu swego rodzaju turystyka chrzcielna.
— wyjaśnia Peter Löw, pomysłodawca i fundator akcji.
Löw zaznacza przy tym, że nikogo nie próbuje „kupować” – każde ochrzczone dziecko będzie mogło w przyszłości samo zdecydować o swojej drodze.
Prywatna odpowiedź na kryzys Kościoła
Inicjatywa ze Starnbergu odbiła się w Niemczech szerokim echem także dlatego, że stanowi rzadki przykład prywatnego, oddolnego zaangażowania w problem, z którym instytucje radzą sobie coraz gorzej. Liczba katolików w Niemczech systematycznie spada – tylko w 2025 roku, wskutek wystąpień i zgonów, Kościół katolicki stracił około 550 tys. wiernych.
Nawet komentatorzy sceptyczni wobec formy akcji przyznają, że intencja zasługuje na uznanie. Rupert Scheule, teolog moralny z Ratyzbony, ocenił, że zaangażowanie zamożnego człowieka w przyszłość Kościoła i dzieci jest czymś dobrym – a dla dziecka lepiej być ochrzczonym niż nie, bo otwiera to przed rozpoczynającym się życiem „horyzont zbawienia”.
Starnberski przedsiębiorca pokazuje tym samym, że filantropia nie musi ograniczać się do wielkich fundacji i spektakularnych darowizn – czasem wystarczy 500 euro, by zdjąć z młodej rodziny realny ciężar. Jeśli formuła się sprawdzi, niewykluczone, że znajdzie naśladowców także w innych parafiach.
Źródło: DW









