13 września Szwecję czeka przełom? Izolowana niegdyś partia właśnie negocjuje ministerialne teki

02.09.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 4 minut/y

13 września Szwedzi wybiorą 349 posłów do Riksdagu, a wraz z nimi — władze regionów i gmin. Sondaże dają wyraźne prowadzenie lewicowej opozycji: w badaniu Verian dla telewizji SVT z połowy sierpnia blok rządzącej prawicy zebrał łącznie 43,9 proc. poparcia wobec 53,9 proc. dla lewicy. Najciekawsza historia tych wyborów rozgrywa się jednak wewnątrz obozu rządzącego: Szwedzcy Demokraci (SD), druga siła parlamentu, po raz pierwszy otwarcie ubiegają się o teki ministerialne — a premier Ulf Kristersson już w kwietniu zadeklarował, że jest gotów wpuścić ich do rządu.

Największa partia JESZCZE poza rządem

Szwedzka scena od lat dzieli się na dwa bloki. Po lewej: socjaldemokraci Magdaleny Andersson (30,3 proc. w 2022 r.), Partia Lewicy i Zieloni. Po prawej: rządząca mniejszościowa koalicja Moderatów Kristerssona, Chrześcijańskich Demokratów i Liberałów, wspierana w parlamencie — na mocy zawartej w 2022 r. tzw. umowy z Tidö — przez Szwedzkich Demokratów. To właśnie SD są w tym układzie największą partią: w ostatnich wyborach zdobyli 20,5 proc. głosów i 73 mandaty, wyprzedzając Moderatów premiera.

Zagregowany trend sondażowy PolitPro z 1 września daje partiom Tidö 45,6 proc. mandatów — za mało do samodzielnej większości. Kampanię zdominowały tematy, na których SD zbudowali pozycję: przestępczość, przemoc gangów i imigracja, obok kosztów mieszkań i ochrony zdrowia. To także pierwsze wybory od wejścia Szwecji do NATO i pierwsze po wprowadzeniu najbardziej restrykcyjnej polityki migracyjnej we współczesnej historii kraju.

Od izolacji do rdzenia bloku

Droga SD to jedna z najbardziej niezwykłych karier w europejskiej polityce ostatnich dekad. Partia, założona w 1988 r. i wyrosła z nacjonalistycznych ruchów końca lat 80., przez lata była izolowana przez cały establishment — żadne ugrupowanie nie chciało z nią współpracować, a jej przeszłość i radykalizm części dawnych działaczy do dziś są głównym zarzutem przeciwników. Kierujący partią od 2005 r. Jimmie Åkesson konsekwentnie ją jednak profesjonalizował, deklarując politykę „zerowej tolerancji” wobec ekstremizmu w szeregach i przesuwając akcenty na bezpieczeństwo, migrację i krytykę wielokulturowości. Przełom przyniósł impas po wyborach 2018 r., gdy prawica zaczęła przewartościowywać sojusze, a domknęła go umowa z Tidö: SD nie weszli do rządu, ale w zamian za poparcie uzyskali bezprecedensowy wpływ na jego program.

Teraz partia chce więcej.

Jak powiedział Åkesson agencji AFP, w razie wygranej bloku kandydatem na premiera pozostaje Kristersson, ale — jak podkreślił:

W zamian mamy mieć znaczący wpływ w takim rządzie i objąć stanowiska ministerialne o istotnej odpowiedzialności.

Kristersson wskazywał wiosną, że w grę wchodzą teki tak wrażliwe jak imigracja i integracja. Sam Åkesson mierzy dalej: fotel premiera to dla niego cel „na 2030 rok lub później”.

Kampania która przesuwa granice

Znakiem firmowym kampanii SD stała się polityka „repatriacji„. Funkcjonujący od lat 80. grant dla uchodźców wracających do kraju pochodzeniawprowadzony zresztą przez rząd socjaldemokratyczny i wart wówczas ok. 1000 dol. — został w tym roku podniesiony do ok. 36 tys. dol. na dorosłego, a rząd otworzył sieć „centrów repatriacyjnych”. SD uczynili z tego oś przekazu: wytapetowali swoimi hasłami Dworzec Centralny w Sztokholmie, a w regionie Skaraborg umieścili na autobusach reklamy:

Tęsknisz za Mogadiszu? Grant repatriacyjny pomoże ci wrócić do domu

Te ostatnie wywołały spór, który dobrze oddaje temperaturę kampanii. Około 20 kierowców somalijskiego pochodzenia poszło w proteście na zwolnienia lekarskie, a operator Västtrafik zdjął reklamy z dwóch autobusów, tłumacząc to błędem w ocenie i ryzykiem dla środowiska pracy — pozostałe reklamy SD w regionie zostały. Poseł SD Tobias Andersson nazwał decyzję cenzurą i „sabotażem wyborczym”, pytając, czy to kierowcy mają decydować, co wolno komunikować w szwedzkiej kampanii.

W tle toczy się jeszcze spór o deportacje do Somalii: według przywoływanych przez dziennik „Dagens Nyheter” danych od początku 2024 r. przymusowo odesłano tam 60 osób.

To nie szwedzka AfD

Z polskiej perspektywy kluczowe jest przy tym, by nie wrzucać SD do jednego worka z niemiecką AfD, choć oba ugrupowania łączy antyimigracyjny przekaz i etykieta partii antysystemowych. Różnice są zasadnicze: Szwedzcy Demokraci poparli wejście kraju do NATO, konsekwentnie opowiadają się za wsparciem walczącej Ukrainy i zwiększaniem wydatków obronnych, a wobec Moskwy zajmują stanowisko jastrzębie — podczas gdy AfD domaga się powrotu do rosyjskich surowców, kwestionuje pomoc dla Kijowa, a część jej struktur znajduje się pod obserwacją niemieckiego kontrwywiadu, m.in. w związku z prorosyjskimi sympatiami. SD i AfD są też w innych grupach w parlamencie europejskim, Szwedzi w ECR, a Niemcy – w ESN.

Dla Warszawy oznacza to przede wszystkim, że ewentualne wejście SD do rządu w żaden sposób nie zachwieje architekturą bezpieczeństwa nad Bałtykiem, na której Polsce zależy najbardziej — Sztokholm pod każdym realnym układem pozostanie zwolennikiem twardego kursu wobec Rosji, obecności w NATO i wzmacniania wschodniej flanki. Odmienność obu partii warto zapamiętać także dlatego, że w polskiej debacie europejska „populistyczna prawica” jest zwykle wrzucana do jednego worka — a między Sztokholmem a Berlinem przebiega w tej sprawie jedna z najważniejszych linii podziału na kontynencie.

Przyszłość SD: rząd, opozycja albo długi marsz

Scenariusze na wieczór 13 września są trzy. Jeśli sondaże się potwierdzą, władzę przejmie blok Andersson — a SD, choćby powtórzyli wynik, wrócą do opozycji; Åkesson już dziś gra na dłuższą metę, ustawiając się na 2030 r. Jeśli prawica odrobi straty, Szwecja może zobaczyć pierwszych ministrów z SD w historii — co domknęłoby normalizację partii, która jeszcze dekadę temu była politycznym pariasem. Trzeci scenariusz to powtórka z 2018 r.: wynik na tyle nierozstrzygający, że montowanie rządu potrwa miesiącami.

Niezależnie od rozstrzygnięcia jedno już się wydarzyło: spór, który SD wnieśli do szwedzkiej polityki — o skalę migracji, integrację i granice państwowej hojności — stał się głównym językiem tej kampanii po obu stronach barykady. O tym, czy wyborcy chcą, by jego autorzy przeszli od suflowania rządowi do rządzenia, przekonamy się za jedenaście dni.

Źródło: The Local/AFP; SVT/Verian; Al Jazeera

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA