Samobieżna armatohaubica na poligonie leśnym

Zbroimy się za setki miliardów. Państwowy przemysł i prywatny kapitał są na siebie skazane

18.08.2026
Redakcja
Czas czytania: 4 minut/y

Około 80 proc. polskiego sektora bankowego jest już zaangażowane w finansowanie przedsięwzięć związanych z obronnością, a europejskie fundusze private equity zwiększyły w ubiegłym roku inwestycje w sektorze niemal pięciokrotnie — wynika z danych przytaczanych w raporcie przygotowanym na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości. Inwestorzy nie kryją jednak, co ich zdaniem blokuje większy strumień prywatnych pieniędzy do polskiej zbrojeniówki: niejasne regulacje i faworyzowanie państwowego przemysłu kosztem prywatnego. Państwo odpowiada, że silny narodowy koncern to warunek bezpieczeństwa dostaw — a jak działa alternatywa, pokazali w styczniu Czesi, których prywatna grupa CSG zadebiutowała w Amsterdamie w największym zbrojeniowym IPO w historii świata.

Od „sin industries” do ulubieńca funduszy

Jeszcze dekadę temu przemysł obronny lądował w portfelach inwestycyjnych obok tytoniu i hazardu — w kategorii „sin industries”, branż wykluczanych przez polityki ESG. Rosyjska agresja na Ukrainę odwróciła ten trend na dobre. „Kiedyś sektor zbrojeniowy był jednym z tzw. grzesznych przemysłów, czyli sin industries. Sytuacja się zmieniła. Obecnie jest to jeden z sektorów, w które inwestorzy instytucjonalni wkładają i będą wkładać pieniądze. Tak świat się zmienił” — mówi agencji Newseria Przemysław Krych, założyciel Cornerstone Investment Management, inwestor zaangażowany m.in. w produkcję wielkokalibrowej amunicji artyleryjskiej.

Liczby to potwierdzają. Według raportu S&P Global Market Intelligence wartość transakcji private equity i venture capital w sektorze lotnictwa i obronności w Europie i Wielkiej Brytanii wzrosła w 2025 roku niemal pięciokrotnie, do 658,8 mln dol., a globalnie podwoiła się, do 10,63 mld dol. Z badania „EIF Equity Barometer Survey” wynika z kolei, że blisko połowa zarządzających europejskimi funduszami VC/PE rozważa inwestycje związane z obronnością, a jedna trzecia zamierza w ciągu dwóch lat wyjść poza bezpieczniejsze wizerunkowo projekty podwójnego zastosowania.

Polskie banki już weszły — ale ostrożnie

Nad Wisłą w finansowanie bezpieczeństwa i obronności zaangażowane jest już — licząc udziałem w aktywach — około 80 proc. sektora bankowego, wynika z badań Związku Banków Polskich przytaczanych w raporcie „Rola i znaczenie sektora bankowego w procesie finansowania działalności przedsiębiorców sektora obronnego”, opracowanym na zlecenie Programu Analityczno-Badawczego Fundacji WIB. Blisko 70 proc. banków finansuje projekty dual use, około połowa uczestniczy w finansowaniu zakupów uzbrojenia, a ponad 30 proc. — w finansowaniu rozwoju nowych technologii.

Eksperci oceniają jednak, że skala tego zaangażowania pozostaje niewielka wobec prognozowanych potrzeb inwestycyjnych. Banki wyliczają bariery: niejednoznaczne regulacje, trudność oceny ryzyka, długoterminowy i kapitałochłonny charakter kontraktów obronnych, ograniczoną transparentność części projektów oraz limity koncentracji i wymogi kapitałowe. Jak podkreślano na czerwcowym Kongresie Finansowania Odporności, Bezpieczeństwa i Obronności, sektor jest gotów angażować własny kapitał, ale oczekuje rozwiązań pozwalających współdzielić ryzyko z państwem.

Czeska lekcja: 3,8 mld euro z rynku w jeden dzień

Krych wskazuje jednak na barierę, o której w oficjalnych raportach mówi się ciszej: strukturę samego rynku. „Bariery mają charakter przede wszystkim regulacyjny i wynikają również z tego, że faworyzowany jest państwowy przemysł kosztem prywatnego. To się musi zmienić. Jeżeli to nastąpi, to na pewno więcej pieniędzy popłynie do tego sektora” — ocenia inwestor.

Jako kontrprzykład podaje Czechy — i tu warto uzupełnić jego słowa twardymi danymi, bo historia jest świeża i spektakularna. Prywatna Czechoslovak Group Michala Strnada, drugi w Europie producent amunicji średnio- i wielkokalibrowej, zadebiutowała 23 stycznia 2026 roku na Euronext w Amsterdamie, pozyskując z rynku 3,8 mld euro — według operatora giełdy było to największe zbrojeniowe IPO w historii świata, zarówno pod względem zebranych środków, jak i wyceny. Ofertę wyceniono na 25 mld euro, ale pierwszego dnia kurs skoczył o 31,4 proc. — i to stąd bierze się przywoływana przez Krycha kapitalizacja rzędu 38 mld dol., która z miejsca uczyniła CSG spółką większą niż czeski gigant energetyczny ČEZ. Smaczek dla polskiego czytelnika: był to największy debiut w Amsterdamie od 2021 roku — czyli od IPO naszego InPostu. Receptę Krych wywodzi wprost z czeskiej polityki zamówień: armia „nie faworyzowała wyłącznie państwowych podmiotów, ale dawała równe szanse prywatnym”, dzięki czemu firma przetrwała chude lata — a dziś kwitnie.

Druga strona: państwo nie odda kontroli nad arsenałem

Argumenty strony państwowej nie sprowadzają się jednak do obrony status quo. Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota przedstawiał w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wizję, w której Polska Grupa Zbrojeniowa — ponad 60 spółek, blisko 20 tys. pracowników, producent m.in. Rosomaków, Krabów i systemów radarowych — jest liderem i integratorem całego przemysłu: to na jej platformach prywatne firmy mają zaistnieć jako dostawcy dla wojska, bo Agencja Uzbrojenia nie będzie negocjować z setkami pojedynczych podmiotów, a armia woli kupować zintegrowany, całościowy produkt. Za modelem państwowym stoi też twardszy argument, wojenny: w kryzysie rząd musi mieć pewność, że kluczowe zakłady wykonają polecenia mobilizacyjne i nie zostaną sprzedane, przeniesione ani podporządkowane interesom akcjonariuszy — bezpieczeństwa dostaw amunicji nie da się w pełni zakontraktować u podmiotu, którego właściciel może jutro zmienić strategię. Sama PGZ deklaruje przy tym otwartość: jak mówił jej prezes Adam Leszkiewicz, przy ponad 700 produktach grupa nie jest samowystarczalna w żadnym i opiera się na sieci dostawców, w dużej mierze prywatnych. Wiceprezes Piotr Zawieja ujął relację z prywatnymi firmami szczerze: są „wszystkim po trochu” — czasem rywalami, czasem partnerami.

Prywatni przedsiębiorcy odpowiadają, że rola wiecznego poddostawcy oznacza dla nich ryzyko nie do udźwignięcia — inwestują w moce produkcyjne bez pewności zamówień — a eksperci, jak Krzysztof Kluza z CRIDO, dodają, że procedury zakupowe wojska są „odporne na postęp technologiczny” i hermetyczne dla nowych graczy. Spór nie jest więc zero-jedynkowy: chodzi o proporcje między kontrolą państwa nad krytycznymi zdolnościami a otwarciem zamówień na konkurencję, która — jak pokazuje Amsterdam — potrafi przyciągnąć do zbrojeniówki miliardy prywatnego kapitału. Skala polskich potrzeb jest zaś taka, że pracy nie zabraknie ani dla państwowego integratora, ani dla prywatnych producentów — pod warunkiem, że reguły gry będą jasne dla obu stron. Czesi swoje reguły już napisali. Polska wciąż nad nimi pracuje — a czas, jak przypomina wojna za wschodnią granicą, nie jest sprzymierzeńcem długich sporów.

Źródło: Newseria, raport PAB-WIB/ZBP, S&P Global Market Intelligence

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA