Zielone i szare kapsułki suplementów diety.

Wojna o leki. Ochrona zdrowia staje się amunicją w starciu mocarstw. Tymczasem Europa śpi

25.05.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Globalny rynek farmaceutyczny bezpowrotnie wszedł w fazę brutalnej wojny geopolitycznej, w której medycyna ratująca życie przestała być domeną humanitarną, a stała się twardą amunicją w rękach światowych potęg. Podczas gdy Waszyngton i Pekin bezwzględnie realizują strategie narodowe, Unia Europejska tkwi w głębokim letargu regulacyjnym. Dla Polski, jako kraju frontowego na wschodniej flance NATO, budowa suwerenności lekowej nie jest już kwestią polityki socjalnej, ale fundamentalnym elementem obronności państwa.

Pętla się zaciska

W kwietniu bieżącego roku administracja w Waszyngtonie postawiła globalnemu sektorowi farmaceutycznemu bezwzględne ultimatum: koncerny mają przenieść swoje centra badawczo-rozwojowe (R&D) oraz fabryki na terytorium USA albo zostaną obłożone 100-procentowymi cłami zaporowymi. Ten agresywny drenaż kapitału innowacyjnego z Europy za ocean to tylko jedno z ramion geopolitycznego imadła.

Z drugiej strony Stary Kontynent dławiony jest przez Chiny, które kontrolują obecnie ponad 40 proc. światowej produkcji aktywnych substancji czynnych (API). Nawet Indie, globalny lider w wytwarzaniu gotowych leków generycznych, pozostają niemal całkowicie uzależnione od dostaw chińskich komponentów.

Przez ostatnie dekady Europa, zaślepiona pogonią za najniższą ceną w przetargach, systematycznie likwidowała własne moce produkcyjne i roztrwoniła unikalne kompetencje laboratoryjne. W efekcie Wspólnota żyje na tykającej bombie — jakakolwiek eskalacja militarna wokół Tajwanu lub jedna decyzja polityczna Komunistycznej Partii Chin czy administracji Donalda Trumpa może w ciągu kilku tygodni doprowadzić do całkowitego opustoszenia europejskich aptek z podstawowych antybiotyków, leków kardiologicznych oraz onkologicznych.

Unijne samobójstwo

Podczas gdy świat przechodzi w tryb gospodarki wojennej, unijna biurokracja paraliżuje własny przemysł. Symbolem tego odklejenia od realiów jest procedowana dyrektywa ściekowa (UWWTD) oparta na zasadzie rozszerzonej odpowiedzialności producenta (EPR). Nakłada ona na europejskie firmy farmaceutyczne kuriozalny obowiązek pokrycia aż 80 proc. kosztów usuwania mikrozanieczyszczeń z miejskich ścieków komunalnych. Taki krok drastycznie podniesie koszty produkcji na Starym Kontynencie, zmusi mniejsze fabryki do zamknięcia linii produkcyjnych i ostatecznie wepchnie Europę w całkowitą zależność od tanich dostawców z Azji.

Na poziomie krajowym sytuację paraliżuje głęboka silosowość administracji państwowej. W obecnym modelu Ministerstwo Zdrowia funkcjonuje wyłącznie jako dysponent kosztowy i aptekarski księgowy, którego jedynym celem jest wydanie jak najmniejszej kwoty na refundację w danym kwartale. Resorty odpowiedzialne za rozwój, cyfryzację czy finanse grają w przeciwnych drużynach. Decyzje o zakupach technologii medycznych zapadają w próżni — bez jakiejkolwiek analizy ich wpływu na lokalny rynek pracy, wysokość PKB czy odporność łańcuchów dostaw w sytuacjach kryzysowych.

Biznes buduje bastiony sanitarne, ale to za mało

Na tym ponurym tle wyróżniają się nieliczne, prywatne inicjatywy budowania regionalnej niezależności. Doskonałym przykładem jest sfinalizowana na początku tego roku strategiczna transakcja pomiędzy polskim Adamedem a francuskim koncernem Sanofi. Francuzi rozważali zamknięcie lub przeniesienie poza Europę fabryki produkującej 75 mln opakowań leków rocznie. Zakład trafił jednak w ręce polskiego partnera, co zabezpieczyło ciągłość dostaw dla 77 krajów.

Podobną rolę sanitarnego bastionu całej Wspólnoty pełni Sandoz w austriackim Kundl, gdzie utrzymywana jest jedyna pełnocyklowa produkcja penicyliny w UE. Bez tej fabryki Europa straciłaby ostatnie niezależne źródło fundamentalnego antybiotyku. Jednak nawet tak strategiczne twierdze to za mało, by wygrać starcie z potężnie dotowanymi gigantami z Azji i drapieżną polityką USA.

Trzy filary odporności lekowej państwa. Czas na decyzje

Jeśli ochrona zdrowia ma stać się realnym i sprawnym elementem systemu obronnego, polski rządu musi natychmiast wdrożyć trzy fundamentalne reformy strukturalne:

  1. Przetargi oparte na bezpieczeństwie (Local Content): Należy bezwzględnie zlikwidować dyktat najniższej ceny w publicznych przetargach na dostawy leków. Wprowadzenie obligatoryjnych kryteriów premiujących producentów posiadających bazy wytwórcze i własne API na terytorium Polski i UE to inwestycja w odporność państwa. Kupując lek, musimy zaakceptować wyższą cenę w zamian za żelazną gwarancję dostaw w czasie kryzysu.
  2. Uznanie ochrony zdrowia za obszar podwójnego zastosowania (Dual-Use): Bezpieczeństwo lekowe powinno zostać formalnie włączone do planowania obronnego NATO i strategii odpornościowej UE. Finansowanie infrastruktury krytycznej, laboratoriów biotechnologicznych oraz budowa zapasów strategicznych powinny być częściowo pokrywane bezpośrednio z budżetów przeznaczonych na obronność i bezpieczeństwo narodowe.
  3. Likwidacja silosów i powołanie Pełnomocnika w KPRM: Zarządzanie bezpieczeństwem zdrowotnym wymaga natychmiastowego wdrożenia modelu „kolegiów tematycznych” na wzór Komisji Europejskiej, łączących resorty zdrowia, cyfryzacji, rozwoju i finansów. Kluczowym krokiem powinno być powołanie w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM) Pełnomocnika ds. Bezpieczeństwa Zdrowotnego Kraju.

Żródło: THINK TANK

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA