Satelita dla Polski: Rząd woli przepłacić i uzależnić się od Francuzów niż wybrać rodzime firmy
Polski sektor kosmiczny stoi przed historyczną szansą, która na naszych oczach zmienia się w strategiczne i finansowe zagrożenie. Podczas gdy rodzime firmy zrzeszone w nowym Klastrze Polskich Systemów Satelitarnych alarmują o pełnej gotowości do budowy suwerennej infrastruktury, rządowe plany zakupu narodowego satelity GEO budzą coraz większy opór ekspertów i polityków. W tle pojawiają się zarzuty o gigantyczne przepłacenie za francuską technologię oraz ryzyko trwałej utraty kontroli nad krytyczną łącznością państwa.
Decyzje podejmowane w najbliższych miesiącach zdeterminują nasze bezpieczeństwo i suwerenność technologiczną na nadchodzące dekady. Łączna wartość inwestycji satelitarnych, obejmujących m.in. udział w europejskim systemie IRIS² oraz zakup narodowego satelity telekomunikacyjnego (GEO), może sięgnąć astronomicznej kwoty 4 miliardów euro.
Choć środki te mogłyby stać się kołem zamachowym dla polskiej gospodarki, wiele wskazuje na to, że zasilą głównie konta zagranicznych koncernów.
Dlaczego tak drogo?
Zgodnie z informacjami płynącymi z branży oraz treści interpelacji poselskich, partnerstwo ze spółkami Airbus Defence and Space oraz Thales Alenia Space budzi fundamentalne wątpliwości natury ekonomicznej. Za samą konstrukcję satelity Polska ma zapłacić ok. 600 mln euro, podczas gdy rynkowa cena rozwiązań tej klasy – według analiz ekspertów – oscyluje wokół 300 mln euro.
Jeszcze bardziej bulwersująca jest kwestia pozycji orbitalnej. Polska, zamiast nabyć ją na własność, ma ją dzierżawić od francuskiego operatora Eutelsat za kwotę 1,5 mld euro na 15 lat. Eksperci wyliczają, że suma ta stanowi aż 30% wartości rynkowej całego operatora Eutelsat, który dysponuje flotą 60 satelitów. Polska tymczasem płaci tę cenę za dostęp do zaledwie 1% jego zasobów.
Polska płaci dziesięciokrotność realnej wartości ekonomicznej udostępnianego zasobu. Co więcej, od dwóch lat posiadamy ofertę nabycia pozycji GEO na własność za ułamek tej ceny, która została zignorowana
— podkreśla poseł Krzysztof Szymański w skierowanej do rządu interpelacji.
Groźba francuskiego dyktatu
Decyzja o dzierżawie zamiast zakupu na własność rodzi też potężne ryzyko strategiczne. Satelita geostacjonarny zawsze pozycjonuje się w tym samym miejscu nad ziemią. Po wybudowaniu kosztownej infrastruktury naziemnej, ściśle skojarzonej z konkretnym punktem na orbicie, Polska zostanie de facto zmuszona do przedłużania współpracy z Francuzami na każdych, nawet skrajnie niekorzystnych warunkach.
W konsekwencji kontrolę nad strategiczną pozycją utrzymują Francuzi, a Polska staje się jedynie najemcą bez prawa własności do kluczowego zasobu. Sytuację pogarsza fakt, że operatorowi Eutelsat grozi bankructwo, co stawia pod znakiem zapytania unijne finansowanie z programu SAFE.
Klaster Polskich Systemów Satelitarnych: Jesteśmy gotowi
W kontrze do rządowych planów stanął nowo powołany Klaster Polskich Systemów Satelitarnych, zrzeszający liderów rynku: CloudFerro, Creotech Instruments, Phoenix Systems, Comstellation oraz KIGEIT. W liście otwartym do kluczowych ministrów sygnatariusze podkreślają, że polski przemysł osiągnął już poziom gotowości technologicznej TRL9. Oznacza to, że rodzime firmy nie są już tylko dostawcami komponentów, ale integratorami zdolnymi do budowy kompletnych systemów.
Klaster stawia twarde warunki: co najmniej 80% wartości projektów powinno trafiać do firm z rzeczywistym, a nie pozorowanym interesem gospodarczym w Polsce. Branża ostrzega przed modelem „czarnej skrzynki” – zakupem gotowej technologii bez transferu wiedzy i kodów źródłowych.
Zakup kompletnych systemów bez udziału polskich przedsiębiorstw prowadzi do powstania trwałej zależności technologicznej, braku realnej kontroli nad krytyczną infrastrukturą i odpływu miliardów euro z polskiej gospodarki
— alarmują autorzy listu.
Ani suwerenności, ani gospodarności
W oficjalnej narracji gwarantem „polskości” kontraktu ma być udział spółki Radmor S.A. Jednak według ekspertów, firma ta nie posiada doświadczenia w budowie systemów satelitarnych, a jej udział w konsorcjum z Airbusem i Thalesem pełni jedynie rolę pozorowaną. Branża ocenia Radmor jako „listek figowy”, mający uwiarygodnić projekt w oczach opinii publicznej i stworzyć iluzję realizacji rządowych obietnic o wspieraniu krajowego przemysłu obronnego.
Co więcej, proponowany przez Francuzów satelita może być dostępny najwcześniej za 3 lata, a biorąc pod uwagę opóźnienia w innych francuskich projektach, takich jak system obserwacyjny Pléiades, termin ten wydaje się mocno optymistyczny.
W związku z narastającymi kontrowersjami, poseł Krzysztof Szymański domaga się od rządu wyjaśnień, dlaczego zignorowano tańsze oferty zakupu pozycji orbitalnej oraz czy przeprowadzono analizę nabycia pakietu kontrolnego w Eutelsat zamiast dzierżawy ułamka jego zasobów.
Obecna sytuacja stawia władze przed kluczowym wyborem: czy Polska wykorzysta historyczną szansę na budowę własnych kompetencji kosmicznych, dając impuls rozwojowy rodzimym inżynierom, czy też za miliardy euro sfinansuje rozwój francuskich koncernów, pozostając w roli technologicznego wasala. Odpowiedź na to pytanie zadecyduje o kształcie polskiego sektora wysokich technologii na kolejne dekady.









