Nowe niemieckie „tajne służby”. Wywiad naszych sąsiadów zyska wiele nowych uprawnień
Rząd Friedricha Merza przyjął liczący ponad 700 stron pakiet ustaw znacząco rozszerzający uprawnienia Federalnej Służby Wywiadowczej (BND) i Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV). Służby zyskają „uprawnienia operacyjne” porównywalne z kompetencjami wywiadów innych państw – w tym możliwość działań odwetowych, sabotażu i państwowych cyberataków. Szef MSW Alexander Dobrindt mówi o „nowej epoce”, ale część opozycji ostrzega przed tworzeniem „tajnej policji” i kwestionuje zgodność zmian z konstytucją – informuje Deutsche Welle.
Pakiet przygotowany przez niemieckie MSW zakłada rozszerzenie uprawnień służb w zakresie pozyskiwania danych, przechowywania informacji i ich automatycznej analizy. Najbardziej przełomowa jest jednak zmiana filozofii: dotychczas niemieckie służby z reguły jedynie gromadziły informacje, a uprawnienia operacyjne miała wyłącznie policja w kraju lub wojsko za granicą, w ramach misji autoryzowanych przez parlament. Po reformie wywiad będzie mógł aktywnie przeciwdziałać zagrożeniom takim jak sabotaż czy cyberataki – również poprzez działania odwetowe.
Reforma służb wywiadowczych wręcz rewolucjonizuje architekturę bezpieczeństwa w Niemczech. Rozwijamy nasze służby wywiadowcze w prawdziwe tajne służby
— podkreślił szef niemieckiego MSW Alexander Dobrindt. Jak tłumaczył, Niemcy są codziennie celem wojny hybrydowej, szpiegostwa, sabotażu i cyberataków, dlatego muszą odpowiednio dostosować swoje zdolności obronne.
Włamania do fabryk dronów i kontrola łańcuchów dostaw
Skalę nowych kompetencji zobrazowała Nina Warken, ministra odpowiedzialna w Urzędzie Kanclerskim za służby specjalne. Po reformie BND będzie mógł m.in. włamywać się do systemów informatycznych fabryk dronów czy laboratoriów broni chemicznej i prowadzić działania sabotażowe przeciwko takim obiektom. Wywiad zyska też prawo do manipulowania dostawami towarów – tak, aby kluczowe komponenty, na przykład przeznaczone do produkcji uzbrojenia, nie trafiały do docelowych odbiorców. To narzędzie o bezpośrednim znaczeniu dla globalnych łańcuchów dostaw.
BND uzyska ponadto szerszy dostęp do systemów informatycznych – od inteligentnych urządzeń domowych po telefony, laptopy i inne sprzęty. Wydłużą się okresy przechowywania danych: treści komunikacji będą mogły być trzymane do sześciu miesięcy, a metadane ruchu telekomunikacyjnego do dwunastu. Dobrindt szczególnie podkreślał znaczenie przeszukań online, które nazwał jednym z najważniejszych narzędzi wykrywania planów zamachów, oraz „aktywnych środków ochronnych” – fałszowania danych, zakłócania systemów i unieszkodliwiania narzędzi ataku. Niezbędne ma być także wykorzystanie sztucznej inteligencji i zautomatyzowanej analizy danych. Minister stanowczo odrzucił obawy o masową inwigilację, przekonując, że uczciwi obywatele nie mają się czego obawiać, bo chodzi o terroryzm i państwowy terroryzm obcych mocarstw. Warken wskazała z kolei, że większym kompetencjom będzie towarzyszył wzmocniony nadzór – kluczową rolę ma odgrywać Niezależna Rada Kontroli, organ quasi-sądowy zatwierdzający najistotniejsze działania przed ich rozpoczęciem.
„Historyczne złamanie tabu”
Współrządząca SPD zasadniczo poparła reformę, choć wiceprzewodnicząca klubu Sonja Eichwede zapowiedziała dokładną analizę mechanizmów kontroli podczas prac legislacyjnych. Opozycyjni Zieloni popierają wzmocnienie wywiadu, ale – jak zastrzegł współprzewodniczący partii Felix Banaszak – nie dają nikomu czeku in blanco. Ostra krytyka nadeszła z liberalnej FDP, której szef Wolfgang Kubicki nazwał projekt „historycznym złamaniem tabu”, argumentując w rozmowie z „Augsburger Allgemeine”, że ścisły rozdział policji i służb specjalnych ma w Niemczech ważne, także historyczne uzasadnienie.
Kto daje służbom wywiadowczym uprawnienia do ingerencji operacyjnych, sabotażu i państwowych cyberataków, planuje stworzenie nowej niemieckiej tajnej policji
— powiedziała Clara Bünger, posłanka partii Lewica.
Biznes i media też mają obawy
Zastrzeżenia zgłaszają nie tylko politycy. Niemiecka Unia Dziennikarek i Dziennikarzy (DJU) ostrzegła, że reforma obniża próg dla nadzoru nad komunikacją dziennikarską, co uznała za bezpośrednie zagrożenie wolności prasy. Branżowy związek cyfrowy Bitkom obawia się, że dostęp służb do systemów informatycznych przedsiębiorstw może zagrozić bezpieczeństwu ich działania i danych klientów – dlatego takie działania powinny być stosowane wyłącznie jako ostateczność, przy rygorystycznych wymogach bezpieczeństwa. Z kolei Centralny Związek Niemieckiego Przemysłu Motoryzacyjnego zażądał doprecyzowania przepisów o obowiązku przekazywania służbom danych telemetrycznych z samochodów – warsztaty muszą jednoznacznie wiedzieć, jakie dane w ogóle podlegają udostępnieniu.
Źródło: Deutsche Welle









