Mechanicy oburzeni: producenci specjalnie utrudniają naprawy elektryków

01.09.2025
Dorian
Czas czytania: 2 minut/y

Historia właściciela Skody Enyaq pokazuje, że mit o bezawaryjności aut elektrycznych powoli się rozpada. Po przebiegu 165 tys. km w samochodzie doszło do poważnej awarii silnika. Sprawę nagłośniła firma EV Clinic, która na platformie X regularnie dzieli się doświadczeniami z napraw pojazdów elektrycznych. To właśnie tam eksperci opisali, że wbrew powszechnemu przekonaniu, w „elektrykach” psuć się może naprawdę sporo.

Źródłem problemu okazał się olej w silniku. Choć większość kierowców nie zdaje sobie z tego sprawy, jednostki elektryczne również pracują z wykorzystaniem specjalnego środka smarnego – w tym przypadku było go około litra. Po przejechaniu ponad 160 tys. km olej utracił swoje właściwości, co doprowadziło do przegrzania i deformacji łożyska wału. W efekcie olej przedostał się do przekładni i unieruchomił cały napęd.

Elektryki też mają olej w silniku

Największym zaskoczeniem dla mechaników nie była sama awaria, lecz to, że producenci nie przewidują żadnej procedury wymiany tego oleju podczas okresowych przeglądów. Wymienia się płyny chłodnicze czy hamulcowe, które często pozostają w dobrym stanie, ale kluczowy dla trwałości napędu olej pozostaje nietknięty. Skutek? Ryzyko poważnych i kosztownych awarii rośnie z każdym tysiącem kilometrów.

Problem komplikuje dodatkowo sposób zaprojektowania samego silnika. Zastosowane w nim łożyska mają nietypowe wymiary i nie występują na rynku jako części zamienne. To oznacza, że w przypadku uszkodzenia nie można ich po prostu kupić i wymienić – w grę wchodzi jedynie kosztowna operacja wymiany całej jednostki lub przekładni, wyceniana nawet na ponad 20 tys. zł. Mechanicy nie kryją, że takie rozwiązania są celowe i stoją w sprzeczności z ideą „prawa do naprawy”, które miało chronić kierowców przed monopolem producentów.

Jak podkreślają specjaliści, z podobną polityką spotykamy się praktycznie u wszystkich dużych marek – od Volkswagena, przez Stellantis, aż po Forda. Nie chodzi więc o jednorazową „wpadkę” jednej firmy, ale o systemowy problem, który dopiero zaczyna być widoczny wraz ze starzeniem się pierwszych generacji elektryków. Właściciele, którzy liczyli na tanią eksploatację, mogą się srogo rozczarować.

Czy oznacza to, że wszystkie silniki elektryczne są nietrwałe? Niekoniecznie. Większość konstrukcji uchodzi za solidne, a ich największym wrogiem pozostaje wysoka temperatura i problemy z chłodzeniem. Mimo to przykład Skody Enyaq pokazuje jasno: dopóki producenci nie zapewnią dostępu do części zamiennych i procedur serwisowych, użytkownicy aut na prąd muszą liczyć się z niespodziewanymi i bardzo drogimi awariami.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA