Neonowy znak apteki w nocy

Lobbyści kontra pacjenci. Arbitralne limity dla aptek, pełna swoboda dla monopolistów z hurtowni

27.04.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 3 minut/y

Obecny model regulacji rynku farmaceutycznego w Polsce, oparty na paradygmacie „Apteka dla Aptekarza” (AdA), staje się przedmiotem coraz ostrzejszej krytyki. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Regulacji Rynku Aptecznego prof. Arkadiusz Radwan wskazał, że sztywne limity własnościowe, zamiast chronić pacjentów, służą interesom „związkowym” i utrwalają niebezpieczne zjawiska rynkowe.

Bohaterska walka z nieistniejącymi problemami

W opinii prof. Radwana projekt przygotowany przez Naczelną Izbę Aptekarską, który jego zdaniem stanowi trzecią odsłonę „Apteki dla Aptekarza”, jest próbą walki z problemami, które przed wprowadzeniem restrykcji w ogóle nie występowały. Profesor uważa, że rynek porusza się obecnie w „logice etatystyczno-związkowej”, co przypomina mu sytuację z korporacji adwokackiej sprzed lat. Wówczas również wieszczono zagrożenie dla interesu publicznego w przypadku deregulacji zawodu, tymczasem pomimo wprowadzenia zmian nic takiego nie miało miejsca.

Warto zauważyć, że o ile do 2017 roku liczba placówek w Polsce systematycznie rosła, osiągając poziom 13 607 punktów, o tyle od momentu wprowadzenia regulacji „Apteka dla Aptekarza” trend uległ całkowitemu odwróceniu. Według analizy Radwana bilans otwarć i zamknięć stał się ujemny, a z mapy kraju znika średnio kilkaset aptek rocznie. Prowadzi to do powstawania tzw. białych plam, co ogranicza dostępność leków szczególnie w mniejszych gminach.

Limity „z czapy” i nietknięte monopole

Krytyka eksperta skupia się na arbitralności stosowanych kryteriów, takich jak limit 1% własności aptek na terenie województwa.

Takie parametry jak 1% własności na województwo jest absolutnie arbitralny i nie ma nic wspólnego z ochroną interesu pacjenta, ponieważ teren województwa to nie jest rynek relewantny. Krótko mówiąc, jeśli kogoś z państwa, tak jak mnie, boli dzisiaj gardło, to nie pojedzie do Radomia by kupić sobie tabletkę, tylko zainteresuje was teren dzielnicy, osiedla, małej miejscowości. Nigdy to nie jest województwo.

— powiedział Arkadiusz Radwan, reprezentujący środowisko naukowe i prawnicze.

Zdaniem profesora obecne przepisy „petryfikują” struktury własnościowe na rynkach lokalnych. Jeśli w danej gminie jeden właściciel posiada kilka aptek, czuje się on bezpiecznie w swoim małym monopolu, co często skutkuje wyższymi cenami leków. Arbitralnie wyznaczone kryteria uniemożliwiają wejście nowym operatorom, którzy mogliby ten układ rozszczelnić.

Hurtowy dyktat nad rozproszonym detalem

Największym zagrożeniem dla stabilności rynku nie jest zdaniem prof. Radwana rzekoma koncentracja detalu, lecz skrajna koncentracja hurtu. Profesor zauważa przy tym, że własność aptek w Polsce pozostaje silnie rozproszona – zdecydowana większość placówek znajduje się w rękach drobnych przedsiębiorców posiadających od jednej do kilku jednostek. Rynek hurtowy ma natomiast charakter oligopolu, gdzie zaledwie 10 wiodących podmiotów odpowiada za 90% obrotu.

Ekspert zwraca uwagę na niepokojące zjawisko ekonomiczne: mimo wzrostu cen leków, marżowość samych placówek aptecznych spada. Może to sugerować, że znacząca część zysku jest obecnie przechwytywana przez dominujące hurtownie.

W tym kontekście Radwan wskazuje na rozwój tzw. sieci wirtualnych, które kontrolują już około 18% rynku. Są to systemy budowane przez hurtownie, które poprzez programy partnerskie de facto integrują rynek pionowo. Według profesora to właśnie tutaj dochodzi do realnej koncentracji wertykalnej, która pozostaje całkowicie poza zasięgiem obecnych regulacji „AdA”.

Jak wyglądają rozmowy o warunkach, o cenach, jeśli po jednej stronie jest potężna hurtownia a po drugiej indywidualna apteka, a jak to wygląda gdy partnerem hurtowni jest sieć? Jest oczywiste, że to sieć apteczna będzie w stanie w sposób bardziej asertywny negocjować z hurtowniami.

— podkreślił prof. Radwan.

To dla kogo mają być te apteki?

Postulowana przez Radwana rewizja przepisów zakłada odejście od ochrony interesu wąskiej grupy zawodowej na rzecz modelu rynkowego, który stymuluje innowacje. Zdaniem eksperta walka z rzekomą koncentracją na rynku aptecznym to „walka z chochołem”, gdyż żadne dane nie uzasadniają ryzyka zdominowania rynku przez kilku dużych graczy. Zamiast tego występuje ona na rynku hurtowym, w rezultacie czego mamy ogromną dysproporcję sił między dostawcami leków a aptekarzami.

Zamiast arbitralnych liczb, profesor sugeruje rozważenie regulacji chroniących interes pacjenta w skali mikro, np. ograniczając liczbę aptek jednego właściciela w określonym promieniu. Tylko zrównoważony rynek jest w stanie realnie zabezpieczyć potrzeby chorych.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA