Tadeusz Drozda bez litości o emeryturach artystów

„Jak ktoś zarabiał miliony, a dziś nie ma nic, to jest idiotą” – Tadeusz Drozda bez litości o emeryturach artystów

05.08.2025
R D
Czas czytania: 2 minut/y

Tadeusz Drozda – znany satyryk i artysta estradowy – otwarcie i bez owijania w bawełnę opowiada o finansowych realiach życia po latach pracy w wolnym zawodzie. Jak sam podkreśla, aktywność zawodowa artysty nie zależy wyłącznie od jego chęci, ale przede wszystkim od zapotrzebowania ze strony publiczności.

Aktywny zawodowo? Tylko jeśli jesteś komuś potrzebny

Drozda zauważa, że bycie aktywnym zawodowo w artystycznym świecie nie zależy wyłącznie od chęci. To publiczność decyduje, czy ktoś jest jeszcze potrzebny, czy nie.

To nie jest tak, że ktoś może chcieć być aktywny i będzie otwierał szlaban na przejeździe. Można, jasne, ale nie da się nakłonić ludzi, by przychodzili na występy tylko dlatego, że ktoś potrzebuje pieniędzy.

Artyści i składki: krótkowzroczność, która dziś boli

Zdaniem Drozdy, wielu artystów w czasach świetności zarabiało duże pieniądze, ale oszczędzało… na przyszłości.

Płaciliśmy najniższe możliwe składki emerytalne. A mogliśmy zadeklarować wyższe. Można było wpisać nawet 50 tysięcy miesięcznie i od tego odprowadzać składki. Ale nikt o tym nie myślał.

W ocenie artysty, to właśnie „pazerność” i brak myślenia długoterminowego są źródłem dzisiejszych problemów emerytalnych wielu ludzi z branży.

„Nie można zarabiać dużo i dziś nie mieć nic”

Drozda bez ogródek mówi, że jeśli ktoś przez lata zarabiał duże sumy, a dziś nie ma żadnych oszczędności, to popełnił błąd – i nie ma sensu zrzucać winy na system.

Jeżeli człowiek przez lata zarabiał dużo pieniędzy, a dzisiaj nie ma nic, to to jest idiota. Przecież to się nie rozchodzi samo, no chyba że ktoś wszystko w kasynie przegrał.

„Narzekają ci, którzy kiedyś brali po 50 tysięcy za koncert”

Drozda odnosi się również do przypadków znanych artystów, którzy publicznie skarżą się na niskie emerytury, mimo że w czasach swojej popularności otrzymywali ogromne wynagrodzenia.

Widziałem artystkę, która mówiła, że ma małą emeryturę, a z internetu wynika, że za jeden występ brała 50 tysięcy. Trzy koncerty w miesiącu i ona narzeka. Nawet jakby miała trzy razy większą emeryturę, to i tak by nic nie zmieniło.

Nie narzekać, tylko działać

Na zakończenie rozmowy Drozda podkreśla, że nie należy się skarżyć na coś, na co miało się wpływ. Cytując znane przysłowie, mówi:

Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Nie ma sensu narzekać na to, co było w naszych rękach. No chyba, że zdarzy się coś niezależnego od nas – jak wypadek. Ale w innych przypadkach: trzeba było myśleć.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA