Nawożenie pola

Bliski Wschód trzęsie rynkiem nawozów. Czy rolnikom grożą drastyczne podwyżki?

06.03.2026
Redakcja
Czas czytania: 2 minut/y

Eskalacja konfliktu w Zatoce Perskiej oraz realne zagrożenie blokadą Cieśniny Ormuz uderzają bezpośrednio w fundamenty europejskiego rolnictwa. Drastyczny wzrost cen gazu ziemnego, będącego kluczowym surowcem do produkcji nawozów azotowych, zmusił największych producentów. Jednak prezes Grupy Azoty Marcin Celejewski poinformował w czwartek 5 marca, że spółka w ciągu kilkudziesięciu godzin powróci do przyjmowania zamówień na nawozy azotowe. Dla gospodarstw rolnych oznacza to nadzieję na stabilizację, choć obawy o dostępność produktów w kluczowym momencie sezonu pozostają aktualne.

Gazowy szantaż rynkowy a koszty upraw

Produkcja nowoczesnych nawozów azotowych jest w ok. 70–80 proc. uzależniona od kosztów błękitnego paliwa. Każdy skok cen gazu na giełdach natychmiast przekłada się na cenniki fabryczne saletry czy mocznika. Według analiz Tygodnika Gospodarczego PIE, blokada morskich szlaków transportowych może wywindować ceny gazu nawet o 130 proc.

Eksperci PIE wskazują na krytyczny charakter tej zależności:

Konsekwencje na rynku gazu są poważniejsze niż na rynku ropy naftowej. Dodatkowo, problemem mogą okazać się ograniczone możliwości magazynowania surowców, a w konsekwencji wstrzymanie produkcji

Grupa Azoty ogranicza produkcję. Co to oznacza dla rolnika?

W obliczu ekstremalnej zmienności cen surowców energetycznych, Grupa Azoty podjęła decyzję o optymalizacji pracy swoich instalacji, co wiązało się z czasowym wstrzymaniem przyjmowania zamówień. W praktyce miało to na celu uniknięcie wytwarzania zapasów przy rekordowo wysokich kosztach surowców, których rynek rolny mógłby nie zaakceptować.

Dziś jednak prezes Grupy Azoty poinformował o powrocie do sprzedaży nawozów azotowych. To sygnał, że producent stara się utrzymać ciągłość dostaw mimo wojennej premii cenowej.

W ciągu kilkudziesięciu godzin Grupa Azoty powróci do przyjmowania zamówień na nawozy azotowe

– poinformował w czwartek 5 marca Marcin Celejewsk, prezes Grupy Azoty.

Problemy z transportem fosforytów i soli potasowej przez Kanał Sueski wymuszają na armatorach wybieranie znacznie dłuższej drogi wokół Afryki. Wydłużenie czasu dostaw tych surowców bezpośrednio opóźnia ich trafianie do polskich fabryk, co skutkuje mniejszą podażą nawozów wieloskładnikowych na krajowym rynku.

Kolejnym skutkiem jest presja na ceny spotowe. Rolnicy, którzy wstrzymali się dotychczas z zakupami niezbędnych środków do produkcji, mogą stanąć przed koniecznością płacenia tzw. „wojennej premii” za każdą kupowaną tonę nawozu, co znacząco podniesie koszty prowadzenia gospodarstwa.

Wszystkiemu towarzyszy także realne ryzyko przerw w dostawach. Ograniczenie produkcji przez krajowego lidera rynku może przejściowo zwiększyć zależność polskiego rolnictwa od importu, który w obecnej sytuacji geopolitycznej sam w sobie jest znacząco utrudniony.

    Import z regionu Zatoki Perskiej pod znakiem zapytania

    Polska i Europa w ostatnich latach coraz mocniej polegały na imporcie gotowych nawozów oraz komponentów z Kataru i Arabii Saudyjskiej. Blokada Cieśniny Ormuz odcina te źródła od europejskich portów, zmuszając handlowców do poszukiwania towaru na rynkach amerykańskich czy afrykańskich, co generuje dodatkowe koszty logistyczne.

    Dla polskiego rolnictwa obecna sytuacja to powrót do niepewności znanej z początków kryzysu energetycznego. Wysokie ceny wkładów do produkcji przy jednoczesnej niestabilności cen skupu płodów rolnych stawiają rentowność wielu gospodarstw pod znakiem zapytania. Eksperci radzą monitorowanie komunikatów producentów, gdyż dalsza eskalacja na Bliskim Wschodzie może zmusić zakłady chemiczne do jeszcze głębszych cięć w produkcji nawozów.

    Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
    Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
    REKLAMA
    REKLAMA