Walizki InPostu do paczkomatów wyprzedane w dobę. Trwają zapisy na kolejną partię
InPost ogłosił dostępność walizek zaprojektowanych pod wymiary paczkomatów i sprzedał całą partię w ciągu jednej doby. Firma sama skomentowała sytuację krótko: „Poleciały. Dosłownie”. Teraz zbiera zapisy na kolejną dostawę, ostrzegając klientów, że i ta może zniknąć błyskawicznie.
Pomysł jest prosty, ale skuteczny. Walizka zaprojektowana tak, żeby zmieścić się do skrytki paczkomatowej, eliminuje jeden z największych bólów głowy podróżnych – konieczność czekania w domu na kuriera albo nadawania bagażu przez tradycyjny punkt obsługi. Zamiast tego: wkładasz walizkę do paczkomatu, zlecasz przesyłkę w aplikacji i lecisz na lotnisko z wolnymi rękami. Odbiorca robi to samo po drugiej stronie.
InPost od lat buduje pozycję lidera logistyki last-mile w Polsce, a sieć paczkomatów należy do największych w Europie. Naturalnym krokiem było więc zaproponowanie produktu, który tej sieci używa w sposób bardziej świadomy niż dotychczas. Walizka to nie tylko gadżet – to też narzędzie, które przekierowuje ruch do infrastruktury firmy i wzmacnia lojalność klientów wobec całego ekosystemu InPostu.
Kolejka po coś, czego jeszcze nie ma
Mechanizm zapisów na kolejną partię to klasyczne narzędzie budowania popytu – dobrze znane ze świata premier smartfonów czy limitowanych kolekcji odzieżowych. InPost stosuje je tu całkiem świadomie. Komunikat „znów znikną szybciej niż urlop w kalendarzu” to nie tylko chwyt marketingowy, ale też realne ostrzeżenie dla tych, którzy przy pierwszej partii zbyt długo zwlekali z decyzją.
Dla firmy taki produkt to kilka korzyści naraz. Po pierwsze – dodatkowe przychody ze sprzedaży produktu fizycznego, który do tej pory nie był w ofercie. Po drugie – wzrost ruchu w sieci paczkomatów, bo każda wysłana walizka to przynajmniej dwie transakcje: nadanie i odbiór. Po trzecie – efekt PR-owy, który trudno wycenić, ale który realnie istnieje. Wyprzedana w dobę walizka to historia, którą media i media społecznościowe chętnie podchwytują.
Warto też spojrzeć na ten ruch w kontekście szerszej strategii InPostu. Spółka notowana na giełdzie konsekwentnie rozszerza portfolio usług poza czysty kurier i paczkomat. Obecność w segmencie podróży i lifestyle’u to nowy kierunek, który może przyciągnąć klientów dotychczas korzystających z marki tylko przy okazji zakupów online.
Czy to trend, czy jednorazowy strzał?
Pytanie, które zadają sobie analitycy i obserwatorzy rynku, brzmi: czy InPost zamierza regularnie wprowadzać produkty własne, czy walizka to jednorazowa akcja marketingowa? Na razie firma nie ogłosiła planów rozbudowania oferty o kolejne akcesoria podróżne, ale sam fakt błyskawicznej wyprzedaży daje mocny sygnał – popyt istnieje i jest konkretny.
Na rynku walizek segmentu mid-range konkurencja jest spora. Swoje produkty oferują zarówno duże marki globalne, jak i polscy producenci. InPost wchodzi tu z unikalnym wyróżnikiem: kompatybilnością z własną infrastrukturą, którą ma pod ręką kilkadziesiąt milionów użytkowników w Polsce. To przewaga, której żaden producent walizek nie jest w stanie łatwo skopiować.
Dla podróżujących służbowo – a to spora część klientów paczkomatów – możliwość nadania bagażu z biura lub hotelu i odebrania go przez odbiorcę w dowolnym miejscu w Polsce to realna oszczędność czasu. W środowisku biznesowym, gdzie każda godzina ma cenę, taka usługa może trafić w konkretną potrzebę. Zapisy na kolejną partię walizek są dostępne bezpośrednio przez InPost – firma zachęca, żeby nie zwlekać.









