Vučić rezygnuje z prezydentury Serbii. Powalczy o fotel premiera w październikowych wyborach
Wieloletni prezydent Serbii Aleksandar Vučić ogłosił w niedzielę rezygnację z urzędu, by wystartować w przedterminowych wyborach parlamentarnych zaplanowanych na październik i ubiegać się o stanowisko premiera — informuje Deutsche Welle za agencjami dpa, AFP, Reutersa i AP. Konstytucja zabrania mu trzeciej kadencji prezydenckiej; druga upłynęłaby w maju 2027 roku. Przedterminowe głosowanie będzie testem popularności polityka, którego rządem od blisko dwóch lat wstrząsają protesty wywołane katastrofą na dworcu w Nowym Sadzie.
„Walka dopiero się zaczyna”
Vučić ogłosił decyzję, przemawiając do zwolenników w pałacu prezydenckim w Belgradzie.
Rezygnuję z funkcji prezydenta. Jutro rano przekażę obowiązki przewodniczącemu parlamentu. To mój ostatni wieczór w tym budynku. Służyłem wam wiernie. Służyłem wam wszystkim i naszej ojczyźnie, Serbii, honorowo i uczciwie przez całą moją prezydencką kadencję. Walka dopiero się zaczyna
— powiedział Aleksandar Vučić, ustępujący prezydent Serbii.
56-letni polityk, wywodzący się ze środowisk serbskiego nacjonalizmu i będący niegdyś ministrem w administracji Slobodana Miloševicia, dominuje w serbskiej polityce od ponad dekady. Zwolennicy chwalą go za stabilność, deklarowane zaangażowanie w projekty rozwojowe i patriotyzm — w kraju długo naznaczonym wojnami lat 90. i międzynarodową izolacją. Przeciwnicy zarzucają mu natomiast narastające tendencje autorytarne i kierowanie rządem oskarżanym o endemiczną korupcję.
Cień Nowego Sadu
Na początku września Vučić rozpisał przedterminowe wybory na październik, uzasadniając to „poważnymi turbulencjami na krajowej scenie politycznej”. Chodzi o ruch protestu i poważny kryzys jego rządu, zapoczątkowany tragedią w Nowym Sadzie — drugim co do wielkości mieście Serbii. W listopadzie 2024 roku zawaliła się tam wiata świeżo przebudowanego dworca kolejowego, zabijając 16 osób.
Katastrofa wywołała ogólnokrajowe protesty studentów i opozycji, którzy domagali się pociągnięcia winnych do odpowiedzialności, przejrzystości zamówień publicznych, końca systemowej korupcji i przedterminowych wyborów parlamentarnych. Rząd Vučicia wielokrotnie odrzucał oskarżenia, jednak po katastrofie kilku urzędników, w tym dwóch ministrów, zostało aresztowanych lub podało się do dymisji.
Między Brukselą a Moskwą
Na arenie międzynarodowej Vučić od lat balansuje między sprzecznymi interesami: europejskimi aspiracjami Serbii — kraju kandydującego do UE — a jej bliskimi więzami z Rosją. Wynik październikowych wyborów zdecyduje, czy ten balans będzie kontynuowany pod jego kierownictwem, tyle że z fotela premiera.
Manewr Vučicia jest czytelny: skoro konstytucja zamyka mu drogę do trzeciej kadencji prezydenckiej, władzę ma zapewnić przeprowadzka do rządu — o ile jego obóz wygra wybory. Dla regionu, w którym Serbia pozostaje gospodarczym i energetycznym węzłem Bałkanów, a dla Europy — państwem rozgrywającym między Brukselą, Moskwą i Pekinem, październikowe głosowanie będzie więc czymś więcej niż testem popularności jednego polityka: rozstrzygnie, czy najdłużej trwający system władzy w regionie przetrwa pierwszą poważną próbę ulicy.
Źródło: Deutsche Welle









