UOKiK ostrzega przed sezonem grzewczym: pellet będzie drożał, bo surowca nie przybędzie
Wzrost cen pelletu nie wynika ze zmowy producentów, lecz z problemu systemowego — rosnący popyt napędzany dopłatami z programu „Czyste Powietrze” przewyższa krajową podaż surowca drzewnego. Wynika to z analizy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W 2025 roku około 77 proc. wniosków o dofinansowanie wymiany źródła ciepła dotyczyło kotłów na pellet i drewno, a liczba korzystających z nich gospodarstw domowych wzrosła od 2023 roku o ponad 90 tysięcy, do około 450 tysięcy. Jednocześnie zmniejszyła się sprzedaż drewna prowadzona przez Lasy Państwowe. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny trzykrotnie w tym roku pisał w tej sprawie do ministra energii.
Skąd wzięły się podwyżki
Mechanizm jest prosty i wynika z jednej zależności technologicznej: wysokiej jakości pellet klasy A1 produkuje się przede wszystkim z trocin oraz pozostałości z obróbki drewna w tartakach. Nie da się go wytworzyć więcej, jeśli tartaki przerabiają mniej surowca.
Tymczasem państwo przez lata dopłacało do urządzeń zwiększających zapotrzebowanie. Program „Czyste Powietrze” okazał się w 2025 roku programem wymiany kotłów na pellet i drewno — takie wnioski stanowiły ponad trzy czwarte wszystkich. Według Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków korzysta z nich obecnie około 450 tysięcy gospodarstw domowych, o ponad 90 tysięcy więcej niż w 2023 roku.
Po drugiej stronie równania podaż nie tylko nie rosła, ale spadła. Sprzedaż drewna prowadzona przez Lasy Państwowe zmniejszyła się, a to przekłada się bezpośrednio na ilość trocin dostępnych dla producentów pelletu.
Będzie gorzej, nie lepiej
Urząd nie ma dobrych wiadomości na najbliższe miesiące.
Nasza analiza jednoznacznie wskazuje, że przyczyną wzrostu cen pelletu są problemy systemowe, w szczególności niedostosowanie podaży pelletu z krajowych zasobów do popularności pieców na drewno, w tym dofinansowanych z programu Czyste Powietrze. Z dużym prawdopodobieństwem wystąpią one również w najbliższym sezonie grzewczym. Narzędziami pozwalającymi ograniczyć ich negatywne skutki dysponuje rząd, w szczególności Ministerstwo Energii oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska, nadzorujące PGL Lasy Państwowe. Nie jest jeszcze za późno na działania
— powiedział Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
Popyt będzie dalej rósł wraz z uruchamianiem kolejnych pieców dofinansowanych z programu. Dodatkową presję ma wywrzeć unijne rozporządzenie EUDR, dotyczące produktów niepowodujących wylesiania, którego przepisy wejdą w życie pod koniec 2026 roku i w połowie 2027 roku — może ono ograniczyć dostępność trocin.
Innymi słowy: czynniki podnoszące ceny nakładają się na siebie, a żaden z nich nie wygaśnie sam.
Kto może to odkręcić
Urząd wskazuje dwa konkretne narzędzia i dwa konkretne resorty.
Ministerstwo Energii może zdecydować o ograniczeniu zużycia pelletu przez przedsiębiorstwa energetyczne i ciepłownicze, żeby chronić odbiorców indywidualnych przed podwyżkami. To istotny szczegół: pellet, który miał ogrzewać domy jednorodzinne, trafia dziś także do zakładów energetycznych spalających biomasę, a te konkurują o ten sam surowiec z gospodarstwami domowymi.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska, nadzorujące Lasy Państwowe, ma wpływ na krajową podaż surowca drzewnego. To ta sama instytucja i ten sam mechanizm, o który od miesięcy spiera się z Lasami przemysł drzewno-meblarski — z tą różnicą, że tam sporną kwestią są zasady pomiaru, a tu wolumen sprzedaży.
Chróstny podkreśla, że o problemie informował resort energii trzykrotnie: w lutym, kwietniu i lipcu.
Dlaczego urząd nie może obniżyć cen
Warto rozwiać nieporozumienie, które przy każdej podwyżce wraca w komentarzach.
Prezes UOKiK może interweniować w sprawie wysokości cen wyłącznie wtedy, gdy wynikają one z naruszenia prawa konkurencji — czyli z porozumień ograniczających konkurencję albo nadużywania pozycji dominującej. Interwencja ma wówczas charakter pośredni: urząd eliminuje niedozwoloną praktykę, ale nie narzuca cen.
Przeprowadzona analiza nie wykazała takich praktyk przy sprzedaży pelletu. Ceny rosną, bo towaru jest za mało — a na to żaden urząd antymonopolowy nie ma narzędzi.
Lekcja o kolejności działań
Ta sprawa jest podręcznikowym przykładem tego, co dzieje się, gdy państwo stymuluje popyt, nie zabezpieczając podaży.
Program „Czyste Powietrze” realizował cel słuszny i mierzalny: wymianę kotłów wysokoemisyjnych. Dopłata do pieca jest przy tym instrumentem prostym w obsłudze — łatwo policzyć wnioski i pochwalić się liczbą wymienionych urządzeń. Znacznie trudniej zaplanować, skąd za pięć lat weźmie się paliwo dla czterystu pięćdziesięciu tysięcy nowych kotłów.
Rachunek za tę asymetrię płaci dziś właściciel domu, który wymienił piec na zachętę państwa i został z urządzeniem zależnym od surowca, którego brakuje. Nie ma przy tym łatwego wyjścia — kocioł na pellet nie spali węgla ani gazu, a zmiana źródła ciepła po raz drugi to kolejne kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Osobno warto odnotować, że w tym samym momencie państwo prowadzi trzy polityki, które ciągną w przeciwne strony: dopłaca do pieców na pellet, ogranicza pozyskanie drewna w lasach i wspiera spalanie biomasy w energetyce zawodowej. Każda z osobna ma uzasadnienie. Razem tworzą sytuację, w której trzy strumienie zapotrzebowania konkurują o kurczący się zasób.
Sygnał urzędu jest w tej sprawie niezwykle rzadki. Instytucja odpowiedzialna za konkurencję mówi wprost, że problemu nie da się rozwiązać na rynku, bo rynek działa poprawnie — i odsyła sprawę do rządu jako zadanie z zakresu planowania. To przyznanie, że w energetyce cieplnej brakuje nie tyle nadzoru nad cenami, ile bilansu surowcowego, który ktoś powinien prowadzić.
Sezon grzewczy zaczyna się za miesiąc.
Źródło: UOKiK









