Truskawki wysysają Hiszpanię. Europa płaci za tanie warzywa wodą, której już nie ma

01.10.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Południowe wybrzeże Hiszpanii dostarcza do 25 proc. owoców i warzyw spożywanych w Europie, ale woda potrzebna do ich uprawy właśnie się kończy — opisuje Deutsche Welle. Park Narodowy Donana, jeden z najważniejszych terenów podmokłych w Europie i obszar chroniony przez UNESCO, wysycha nie tylko z powodu suszy i rosnących temperatur. Podziemny zbiornik wodny, z którego korzysta region, drenują setki nielegalnych studni kopanych na potrzeby intensywnego rolnictwa. Według szacunków WWF Hiszpania z 2016 roku na terenie Donany działało ponad 1000 nielegalnych studni i ponad 1700 nielegalnych zbiorników, nawadniających obszar wielkości 4200 boisk piłkarskich.

„Czerwone złoto” z czasów Franco

Okolice Donany, dawne królewskie tereny łowieckie złożone z bagien i stawów, na początku XX wieku zaczęto wykorzystywać pod uprawy zależne od wody deszczowej. Przełom przyszedł w 1971 roku, gdy Hiszpania — wciąż pod dyktaturą generała Francisco Franco — uznała nawadnianie regionu za sprawę o znaczeniu narodowym. Plan Almonte-Marismas, nazwany od eksploatowanego zbiornika podziemnego, był częścią zakrojonego na wielką skalę państwowego programu zwiększania produkcji żywności.

Władze postawiły na truskawki, które nazywały „czerwonym złotem”. Jak podaje DW na podstawie wyliczeń z danych FAO, truskawki mogą przynieść do 150 tys. euro przychodu brutto z hektara rocznie — wobec około 20 tys. euro w przypadku ziemniaków i 15 tys. euro dla winogron.

Uprawa truskawek na skalę przemysłową oznaczała jednak znacznie większe zużycie wody. Władze rozdawały hojne kwoty poboru, nie bacząc na wydolność zbiornika — a gdy i legalne przydziały przestały wystarczać stale rosnącym plantacjom, rolnicy sięgnęli po nielegalne studnie i zbiorniki, odbierając wodę mieszkańcom i sąsiadującemu obszarowi światowego dziedzictwa UNESCO.

Panowała ekstremalna susza i brak zainteresowania ze strony administracji. I znaleźliśmy się w sytuacji, w której część gospodarstw — lub ich fragmentów — znalazła się poza gruntami sklasyfikowanymi jako rolne tereny nawadniane

— powiedział Pedro Banez ze zrzeszenia użytkowników wody Condado, cytowany przez DW.

Skutki odczuwają mieszkańcy. Jeden z lokatorów miasteczka El Rocio, na północ od mokradeł, relacjonował stacji, że z roku na rok robi się coraz goręcej, a woda wysycha błyskawicznie. Inny, zaprzęgający konia do turystycznego powozu, opisywał, że studnia nie jest w stanie dostarczyć naraz dość wody nawet do napojenia jego zwierząt.

Satelity, drony i magnesy na licznikach

Punktem zwrotnym okazała się tragedia z 2019 roku: po licznych doniesieniach o nielegalnych odwiertach dwulatek wpadł do głębokiego, według doniesień nielegalnego otworu wiertniczego na polu w pobliżu Malagi i zginął. W następstwie hiszpańska Gwardia Cywilna utworzyła wyspecjalizowane jednostki do ścigania kradzieży wody. Dwa lata później, w 2021 roku, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że Hiszpania nie ochroniła zbiornika wodnego Donany i naruszyła prawo unijne.

Dziś policja i organizacje pozarządowe, w tym WWF Hiszpania, tropią nielegalny pobór wody, łącząc stare i nowe narzędzia. Zaczynają od zdjęć satelitarnych, które porównują z mapami praw do gruntów, by wytypować obszary „zieleńsze”, niż pozwala ich status prawny. Potem w teren lecą drony, a inspektorzy sprawdzają na miejscu przepływomierze. Manipulacje są powszechne — często wystarczy silny magnes, który zakłóca mechanizm licznika i pozwala pobierać wodę bez rejestracji. Przyłapanym rolnikom grożą zarzuty przestępstw przeciwko środowisku i oszustwa; większość kończy z grzywnami, ale kary mogą sięgnąć pięciu lat więzienia.

Państwo wykupuje pola, rolnicy liczą krople

Aby odwrócić skutki dekad nadmiernej eksploatacji, władze lokalne i centralne wynegocjowały wspólny plan o wartości 1,4 mld euro. Rząd zamyka kolejne nielegalne studnie — w samym regionie Donany zapieczętowano ich już niemal 300 — a także wykupuje grunty rolne, przywraca je naturze i obejmuje ochroną. Powstają fundusze mające tworzyć miejsca pracy w innych sektorach, jak turystyka i energetyka odnawialna.

Zmieniają się też sami rolnicy. Wielu przeszło na nawadnianie kropelkowe, w którym każda roślina ma własny dozownik sprzężony z czujnikiem wilgotności — co ogranicza zużycie i wody, i nawozów. Część gospodarstw sieje uprawy mniej wodochłonne albo przesuwa sezon na chłodniejsze miesiące.

Hiszpania nie jest w tym problemie osamotniona. Jak zauważa DW, w miarę dojrzewania gospodarek produkcja owoców i warzyw przenosi się tam, gdzie praca jest tańsza, ograniczeń mniej, a słońca więcej: Meksyk, Brazylia i Kolumbia uprawiają żywność dla części USA, kraje Azji Południowo-Wschodniej eksportują do Chin i Japonii, a Maroko i Egipt zaopatrują Europę — i wszędzie intensywne rolnictwo nadweręża lokalne zasoby wody. Maroko monitoruje nawadnianie z satelitów i dopłaca do systemów kropelkowych, Indie nakłaniają rolników do mniej wodochłonnych upraw, a Kalifornia płaci farmerom za wstrzymanie części nawadniania.

Historia Donany to lekcja o tym, że państwo potrafi być zarówno sprawcą, jak i ratownikiem. To decyzje administracji — od planu z czasów Franco po hojne kwoty poboru rozdawane bez oglądania się na wydolność zbiornika — zbudowały model, którego rachunek wynosi dziś 1,4 mld euro publicznych pieniędzy. Dla europejskiego konsumenta jest w tym niewygodna prawda: zimowe truskawki i całoroczne warzywa mają cenę, której nie widać na paragonie, bo płaci ją wysychający park narodowy i mieszkaniec, który nie może napoić koni. A ponieważ produkcja już przenosi się do Maroka i Egiptu, ten sam cykl — tania żywność, drenaż wody, kosztowna naprawa — rusza właśnie na kolejnym kontynencie. Dla Polski, która sama coraz częściej mierzy się z suszą rolniczą, to studium przypadku warte uwagi, zanim trzeba będzie pisać własne.

Źródło: Deutsche Well

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA