Mężczyzna przemawiający przy hiszpańskiej fladze i logo U.E.

Rząd bez większości i bez budżetu od 2023. Co naprawdę doprowadziło Hiszpanię do przedterminowych wyborów?

06.10.2026
Redakcja
Czas czytania: 4 minut/y

Pedro Sánchez rozwiązał Kortezy i ogłosił wybory na 29 listopada po odrzuceniu przez parlament dwóch dekretów mieszkaniowych. Protesty lokatorskie są jednak ostatnim ogniwem dłuższego łańcucha: rząd stracił większość rok wcześniej, gdy katalońscy separatyści z Junts zerwali porozumienie, nie uchwalił ani jednej ustawy budżetowej od 2023 roku, a najbliższy współpracownik premiera został skazany na ponad 24 lata więzienia. Taką analizę przedstawia Rafał Buca z portalu Nowy Ład.

Arytmetyka z 2023 roku

Żeby zrozumieć obecną sytuację, trzeba wrócić do przedterminowych wyborów z lipca 2023 roku, które Sánchez ogłosił po porażce socjalistów w wyborach samorządowych i regionalnych. PSOE przegrała je z Partią Ludową, ale zdołała zbudować większość.

Jak wylicza Buca, po tamtych wyborach blok lewicy i partii regionalnych — PSOE, Sumar, kataloński ERC, baskijskie Bildu i PNV oraz galicyjski BNG — dysponował 171 mandatami. Centroprawica, czyli PP, Vox, kanaryjska CC i nawarska UPN, miała 172. Siedem mandatów katalońskich separatystów z Junts per Catalunya decydowało więc o tym, kto obejmie władzę.

Publicysta zwraca uwagę na paradoks tej konstrukcji.

Separatyści chcący oderwania Katalonii od Hiszpanii decydowali więc o tym, kto obejmie władzę w kraju, którego sami nie uznają.

— pisze Rafał Buca, ekspert portalu Nowy Ład.

Jego zdaniem sytuacja ta wywołała ogromne protesty prawicy i wzrost popularności ruchów nacjonalistycznych, takich jak Revuelta czy Nucleo Nacional.

Ceną porozumienia było dopuszczenie w parlamencie debaty nie tylko po hiszpańsku, ale też po katalońsku i baskijsku, a przede wszystkim ustawa o amnestii dla separatystów, którzy zorganizowali nielegalne referendum niepodległościowe w 2017 roku. PSOE uchwaliła ją pod koniec maja 2024 roku, ale nie objęła ona wszystkich liderów Junts — w tym samego Carlesa Puigdemonta.

Zerwane porozumienie

Mediacje prowadzone w Szwajcarii przez byłego premiera José Luisa Rodrígueza Zapatero nie przyniosły rezultatu. Jak relacjonuje kataloński dziennik „Ara”, po spotkaniach w Zurychu 13 i 14 października 2025 roku Junts sformalizowała 27 października zerwanie porozumienia z PSOE.

Mogą mieć władzę, ale nie będą mogli rządzić.

— powiedział tego dnia Carles Puigdemont, lider Junts per Catalunya.

W listopadzie rzecznik Junts Josep Rius podkreślał, że zerwanie jest definitywne, a partia przeszła do opozycji i nie zamierza z tej pozycji ustąpić.

Od tego momentu rząd Sáncheza nie ma większości.

Rząd Sancheza wybrany w 2023 r. też nie uchwalił ŻADNEJ ustawy budżetowej i wciąż przedłużana jest ta uchwalona przed wyborami.

— zauważa Buca.

Publicysta dodaje, że lewicowy rząd miał wielki problem z wprowadzaniem w życie nowego prawa i zaczął notować ogromne spadki poparcia.

Wyroki i śledztwa

Równolegle narastała presja wynikająca ze spraw karnych w otoczeniu premiera.

22 czerwca 2026 roku Sąd Najwyższy skazał byłego ministra transportu José Luisa Ábalosa — szefa resortu w latach 2018–2021 i jednego z architektów dojścia Sáncheza do władzy — na 24 lata i 3 miesiące więzienia. Jak podały agencje EFE i Reuters, chodziło o ustawianie przetargów publicznych na dostawy maseczek ochronnych podczas pandemii. Sąd uznał, że skazani utworzyli organizację przestępczą. Współpracownik Ábalosa, Koldo García, usłyszał wyrok 19 lat i 8 miesięcy, a biznesmen Víctor de Aldama — 4,5 roku. Zgodnie z hiszpańskimi przepisami o limitach odbywania kary faktyczny maksymalny czas pozbawienia wolności w przypadku Ábalosa wynosi 16,5 roku.

Śledztwa objęły też szerszy krąg. W maju 2026 roku funkcjonariusze weszli do madryckiej siedziby PSOE, żądając dokumentów, a były premier Zapatero został postawiony w stan oskarżenia w sprawie dotyczącej nieprawidłowości przy państwowym ratowaniu linii lotniczej — podaje agencja AFP. Zapatero zaprzecza, by dopuścił się nieprawidłowości. Buca wskazuje ponadto na postępowania dotyczące żony i brata premiera.

Eksmisja, dekrety i decyzja

Bezpośrednim tłem decyzji o wyborach była sprawa mieszkaniowa. Eksmisja 87-letniej Maricarmen Abascal z mieszkania w madryckiej dzielnicy Retiro, w którym żyła przez dziesięciolecia, wywołała protesty ruchów lokatorskich. Setki osób rozbiły obóz namiotowy w centrum Madrytu, a w sobotę 3 października dziesiątki tysięcy ludzi przeszły w marszach w Madrycie i innych miastach.

Rząd odpowiedział dwoma dekretami ogłoszonymi 29 września. Pierwszy, nazywany dekretem Maricarmen, przewidywał zawieszenie eksmisji osób w trudnej sytuacji do 2030 roku, dwuletnie przedłużenie umów wygasających przed 2028 rokiem, wyższe podatki od mieszkań turystycznych i ograniczenia dla funduszy. Drugi wprowadzał automatyczne odnawianie umów najmu.

Przeciw pierwszemu zagłosowały PP, Vox, Junts i UPN, przeciw drugiemu także PNV i CC. Rząd, jak zauważa Buca, nie miał już większości i mógł się tego spodziewać.

Interpretacja: wybór momentu

Na tym opiera się główna teza analizy.

To genialny ruch ze strony premiera, bo rząd już i tak praktycznie był bezradny, a jego upadek wydawał się pewny.

— ocenia publicysta.

Kluczowy jest, jego zdaniem, wybór momentu.

Gdyby parlament rozwiązano np. przy kryzysie migracyjnym, to ustawiłby on główny temat debaty wyborczej na imigrację, co byłoby korzystne dla VOX i PP — prawicy krytykującej imigrację. Natomiast teraz pozycja jest zupełnie inna. Lewica rozwiązuje parlament, bo „źli prawicowcy nie chcą wsparcia biednych lokatorów”.

— pisze Buca.

Sanchez przejął w pewien sposób protesty na swoją korzyść i pokazał, że jest on z nimi, ale nie może nic zrobić, bo nie ma większości.

— dodaje autor analizy.

Publicysta ocenia, że premier jest świetnym graczem, a ten ruch może być ostatnią deską ratunkową rządu. Konkluzję formułuje jednoznacznie.

Protesty lokatorskie są tylko pretekstem rządu do tego, co i tak zbliżało się wielkimi krokami.

— podsumowuje Buca.

Premier w poniedziałkowym wystąpieniu zaapelował o znacznie szerszą, postępową większość w parlamencie.

Analiza pozostaje przy tym oceną autora, a nie ustaleniem faktograficznym. Przeciw niej przemawia stan sondaży: ostatnie badania dają generalnie przewagę Partii Ludowej nad PSOE, a Buca przypomina, że po kryzysie migracyjnym w Ceucie pojawiały się sondaże przyznające blokowi PP i Vox zdecydowaną większość. Jeśli wybór momentu był kalkulacją, to kalkulacją podjętą z pozycji słabości.

Wybory odbędą się 29 listopada. Kampania potrwa od 13 do 27 listopada.

Źródło: X, Nowy Ład, Reuters, „Ara”

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA