flaga Mołdawii

Rumuński parlament przyjął ustawę o zjednoczeniu z Mołdawią. Co na to Kiszyniów?

25.06.2026
Kamil Śliwiński
Czas czytania: 3 minut/y

Izba Deputowanych Rumunii milcząco przyjęła projekt ustawy o zjednoczeniu z Republiką Mołdawii — bez debaty i głosowania, w drodze procedury automatycznej. Dokument trafi teraz do Senatu, który podejmie wiążącą decyzję. Inicjatywa wywołała falę reakcji po obu stronach rzeki Prut — od ostrożnego entuzjazmu po zdecydowany sprzeciw.

Milcząca zgoda izby niższej

Przewodnicząca posiedzenia plenarnego Natalia Intotero poinformowała, że ponieważ ustawowy termin na rozpatrzenie projektu upłynął, wniosek legislacyjny nr Pl-x 305 z 2026 roku uznaje się za przyjęty automatycznie. Projekt, zarejestrowany w Izbie Deputowanych 14 kwietnia, trafi teraz do Senatu, który rozpatrzy go jako izba wyższa i podejmie wiążące rozstrzygnięcie.

Inicjatywa ustawodawcza wyszła od parlamentarzystów nacjonalistycznej i antyzachodniej partii S.O.S. România. Warto jednak odnotować, że żadna z partii nie zaprotestowała przeciwko formalnemu nadaniu jej biegu.

Tekst dokumentu potwierdza zaangażowanie Rumunii w postanowienia Aktu Końcowego KBWE z Helsinek, który dopuszcza zmianę granic drogą pokojową i dyplomatyczną, oraz upoważnia rząd do niezwłocznego rozpoczęcia negocjacji z Kiszyniowem. Autorzy projektu odwołują się do precedensów historycznych z lat 1859 i 1918 — według zamysłu, decyzję parlamentu rumuńskiego powinna następnie potwierdzić strona mołdawska.

Mołdawia: jedna trzecia za, połowa przeciw

Reakcje w Kiszyniowie są dalekie od jednoznacznych. Z najnowszego badania Ates Research Group wynika, że 38 proc. Mołdawian poparłoby zjednoczenie z Rumunią, przeciw jest 48,1 proc., a 12,4 proc. nie ma zdania. To wyraźny wzrost względem poprzednich lat — eksperci wskazują, że wpływ na zmianę nastrojów mają wojna w Ukrainie, rosnące napięcia z Rosją oraz przyspieszona integracja europejska.

Dla porównania: wstąpienie do Unii Europejskiej popiera niewielka, ale stabilna większość Mołdawian — i właśnie integracja z UE pozostaje strategicznym priorytetem Kiszyniowa. To rozróżnienie jest kluczowe dla zrozumienia mołdawskiej polityki: prozachodni kurs nie przekłada się automatycznie na poparcie dla unifikacji z Bukaresztem.

Sandu za, opozycja przeciw

W styczniu 2026 roku prezydent Mołdawii Maia Sandu zadeklarowała, że gdyby w jej kraju zorganizowano referendum w sprawie zjednoczenia z Rumunią, oddałaby głos „za”. Wypowiedź wywołała ostrą reakcję prorosyjskiej opozycji.

Szef mołdawskiej dyplomacji Mihai Popsoi zaznaczył, że w kraju istnieje ruch unionistyczny, którego przedstawiciele chcieliby zjednoczenia z Rumunią, i że temat ten pojawia się bardzo często podczas spotkań z obywatelami. Jednocześnie podkreślił, że o konkretnych krokach będzie można mówić dopiero wtedy, gdy pojawi się znaczące poparcie po obu stronach rzeki Prut.

Ostra była natomiast reakcja prorosyjskiej opozycji. Były prezydent Mołdawii Igor Dodon oznajmił, że „cały naród mołdawski chce zobaczyć, czy Maia Sandu i PAS zgodzą się na zjednoczenie, które zakłada zniknięcie państwa mołdawskiego”. Mer Kiszyniowa Ion Ceban w imieniu swojej partii potępił „wszelkie próby naruszania wartości zapisanych w konstytucji” i zapewnił, że „decyzje podejmują tylko ludzie”.

Naddniestrze: węzeł gordyjski

Każdą dyskusję o zjednoczeniu komplikuje kwestia Naddniestrza — separatystycznego regionu na wschodzie Mołdawii, wspieranego przez Rosję i faktycznie wyłączonego spod kontroli Kiszyniowa. Kreml jest przeciwny zjednoczeniu Mołdawii z Rumunią i wykorzystuje do tego Naddniestrze, gdzie stacjonują jego oddziały. Wizja połączenia z Bukaresztem powoduje zarazem wzrost niechęci wśród rosyjskojęzycznych mieszkańców regionu.

Eksperci zwracają uwagę, że ewentualne zjednoczenie byłoby procesem niezwykle skomplikowanym prawnie, politycznie i społecznie — Mołdawia musiałaby zakończyć lub zawiesić własny proces akcesji do UE, Rumunia przeprowadzić procedury konstytucyjne, a kwestia Naddniestrza pozostaje wielką niewiadomą.

Co dalej?

Eksperci podkreślają, że sam fakt przyjęcia projektu ustawy ma duże znaczenie polityczne, choć ewentualna realizacja takiego scenariusza wymagałaby zgody obu państw, przeprowadzenia odpowiednich procedur konstytucyjnych oraz akceptacji społecznej po obu stronach Prutu.

Tymczasem w Bukareszcie zarówno prezydent Nicușor Dan, jak i dotychczasowy premier Ilie Bolojan wypowiedzieli się w ostatnich miesiącach pozytywnie o idei zjednoczenia — zastrzegając jednak, że ostateczne słowo należy do obywateli obu państw. Projekt czeka teraz na rozpatrzenie przez Senat. To tam zapadnie decyzja, czy rumuński parlament nada sprawie dalszy bieg — czy też temat powróci do kategorii politycznych deklaracji bez praktycznych konsekwencji.

Źródło: Bałkański Latarnik

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA