Rok Waldemara Żurka w resorcie sprawiedliwości: obietnice utknęły, zaufanie rośnie, a obywatel czeka
Dokładnie rok temu Waldemar Żurek objął tekę ministra sprawiedliwości. Dla kogoś, kto przez dekadę był twarzą sędziowskiego oporu wobec reform Zjednoczonej Prawicy, to stanowisko miało być zwieńczeniem walki o praworządność. Tymczasem po dwunastu miesiącach kluczowe projekty legislacyjne albo leżą w sejmowych szufladach, albo zostały odesłane przez prezydenta. Paradoks: w tym samym czasie unijny ranking odnotowuje skokowy wzrost zaufania do polskich sądów. Jak to możliwe i kogo to w ogóle dotyczy?
Najważniejsze:
- Waldemar Żurek objął stanowisko ministra sprawiedliwości 23 lipca 2025 r., zastępując Adama Bodnara podczas rekonstrukcji rządu Donalda Tuska.
- „Rzeczpospolita” ocenia, że ministrowi nie udało się usprawnić sądów, a jego pozycja w rządzie wyraźnie słabnie, dziennik pisze, że Żurek „walczy o przetrwanie”.
- Projekt regulujący status tzw. neosędziów utknął w Sejmie, a odrębna ustawa dotycząca KRS została zawetowana przez prezydenta.
- Ministerstwo jednocześnie ogłasza skokowy wzrost zaufania do niezależności polskich sądów w unijnym rankingu EU Justice Scoreboard 2026 oraz przyjęcie przez Radę Ministrów projektów mających przyspieszyć postępowania i zlikwidować bariery w dostępie do sądów.
Sędzia, który stał się ministrem
Waldemar Żurek trafił na Wiejską nie jako polityk, lecz jako prawnik z długim stażem w krakowskim wymiarze sprawiedliwości, orzekał tam i pełnił funkcję rzecznika prasowego tamtejszego Sądu Okręgowego. Prawo studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, ze specjalizacją w prawie cywilnym. Przez niemal całą dekadę zasiadał w Krajowej Radzie Sądownictwa jako jej członek wybrany przez zgromadzenia ogólne sędziów. Jego kadencja zakończyła się przedwcześnie, gdy nowelizacja przepisów o KRS przesunęła kompetencję wyboru sędziowskich członków rady z samego środowiska sędziowskiego na Sejm. Żurek publicznie kwestionował tę zmianę, argumentując, że wygasza ona konstytucyjne kadencje w drodze zwykłej ustawy, co w jego ocenie oznaczało de facto zmianę ustawy zasadniczej bez zachowania wymaganej procedury.
Dekada w ogniu krytyki i postępowań dyscyplinarnych
Zanim Żurek wszedł do rządu, był przez wiele lat rozpoznawalną postacią w sporach o kształt wymiaru sprawiedliwości. Angażował się w działalność organizacji zrzeszających sędziów kwestionujących kierunek ówczesnych reform, uczestniczył w protestach, w tym w warszawskim Marszu Tysiąca Tóg. Za tę aktywność zapłacił poważną cenę zawodową: rzecznik dyscyplinarny powołany w tamtym okresie wszczynał wobec niego kolejne postępowania, w związku z wypowiedziami medialnymi, udziałem w wykładach o praworządności, a także z zarzutem dotyczącym dat w kilkudziesięciu orzeczeniach. Żurek konsekwentnie odrzucał te zarzuty jako bezpodstawne.
Sprawa nabrała wymiaru europejskiego. Trybunał Sprawiedliwości UE stwierdził, że przenoszenie sędziego między wydziałami bez jego zgody może godzić w fundamentalne zasady jego niezawisłości i ochrony przed arbitralnym odwołaniem. Europejski Trybunał Praw Człowieka poszedł dalej: orzekł, że polskie władze naruszyły prawo Żurka do rzetelnego procesu oraz wolność wyrażania opinii i przyznał mu z tego tytułu zadośćuczynienie. To orzeczenie ma znaczenie wykraczające poza jednostkowy przypadek, Trybunał potwierdził, że sędzia krytykujący reformy korzysta z ochrony Konwencji i nie może być za to karany przez mechanizmy dyscyplinarne.
Żurek był też jedną z osób dotkniętych tzw. aferą hejterską, dotyczącą zorganizowanych działań wymierzonych w sędziów krytycznych wobec ówczesnych reform, prowadzonych z zaplecza ministerialnego. Jako minister złożył pozew przeciwko Skarbowi Państwa, żądając uznania odpowiedzialności państwa za tę akcję i wskazując, że jej wykonawcy działali w strukturach władzy publicznej.
Rok w fotelu ministra: kaskada przeszkód
Kiedy 23 lipca 2025 r. Donald Tusk ogłosił rekonstrukcję rządu, nominacja Żurka zaskoczyła komentatorów, sędzia nie figurował w medialnych spekulacjach jako typowany kandydat. Rok później „Rzeczpospolita” rysuje surowy obraz: ministrowi nie udało się usprawnić sądów, jego pozycja w rządzie wyraźnie słabnie i, jak stwierdza dziennik, „walczy o przetrwanie”.
Żeby zrozumieć, dlaczego reformy ugrzęzły, warto prześledzić kolejność zdarzeń. Centralnym punktem programu miało być prawne uregulowanie statusu tzw. neosędziów, osób powołanych do orzekania przy udziale KRS ukształtowanej w wyniku reformy zmieniającej tryb wyboru sędziowskich członków rady, a więc rady, której skład i tryb wyboru były i pozostają kwestionowane. Projekt w tej sprawie utknął w Sejmie na etapie prac legislacyjnych. Równolegle odrębna ustawa dotycząca Krajowej Rady Sądownictwa trafiła na biurko prezydenta i wróciła z wetem. Reforma Trybunału Konstytucyjnego, kolejny punkt programu, również nie przyniosła przełomu. KRS co prawda funkcjonuje w nowym składzie wyłonionym w drodze prawyborów środowiskowych, jednak krytycy zarzucają, że w radzie zasiadają niemal wyłącznie przedstawiciele jednej frakcji sędziowskiej, co podważa deklarowaną różnorodność.
Co to znaczy dla kogoś, kto czeka na wyrok
Zablokowanie ustawy o neosędziach to nie tylko problem instytucjonalny, ma bezpośrednie przełożenie na codzienną sytuację uczestników postępowań sądowych. Dopóki status prawny tych sędziów pozostaje nieuregulowany, każda ze stron sprawy rozwodowej, opiekuńczej czy spadkowej rozpatrywanej przez takiego sędziego może żywić uzasadnioną wątpliwość co do trwałości wydanego wyroku. Czy orzeczenie będzie w przyszłości podważalne? Czy dziecko, któremu sąd przyznał pieczę, jest objęte prawomocnie obowiązującym orzeczeniem? To nie są pytania akademickie, to konkretna niepewność prawna, która trwa tak długo, jak długo Sejm nie uchwali stosownej regulacji.
W tym kontekście informacja o przyjęciu przez Radę Ministrów projektów zapowiadających szybsze postępowania i usunięcie barier w dostępie do sądów to sygnał ważny, ale niepełny. Projekty rządowe to dopiero punkt startowy drogi legislacyjnej, ta sama droga, którą inne projekty Żurka już pokonały bez sukcesu.
Rządowy przekaz kontra dziennikarskie rachunki
Oficjalna komunikacja ministerstwa eksponuje w tym samym czasie wyniki unijnego rankingu EU Justice Scoreboard 2026, wskazując na skokowy wzrost zaufania do niezależności polskich sądów. To doroczne zestawienie Komisji Europejskiej oceniające systemy sądownicze państw członkowskich, oparte na badaniach opinii i wskaźnikach instytucjonalnych. Wzrost w takim rankingu jest realnym sygnałem, po latach, w których Polska figurowała na niechlubnych pozycjach w unijnych ocenach praworządności, zmiana kierunku ma znaczenie symboliczne i polityczne.
Trzeba jednak rozumieć, co ten wskaźnik mierzy, a czego nie. Zaufanie do niezależności sądów to kategoria percepcyjna, odzwierciedla, jak obywatele i przedsiębiorcy oceniają system, niekoniecznie jak długo czekają na termin rozprawy w konkretnym sądzie rejonowym. Wzrost zaufania i stagnacja w sprawności postępowań mogą współistnieć. Bez szczegółowych danych o średnich terminach oczekiwania na wyrok nie sposób orzec, czy poprawa w rankingu przekłada się na codzienne doświadczenie osób w toku postępowań. Właśnie ten rozdźwięk, między poprawiającymi się wskaźnikami instytucjonalnymi a nierozwiązanymi problemami legislacyjnymi, wyjaśnia, dlaczego oceny pierwszego roku Żurka są tak rozbieżne w zależności od przyjętego punktu odniesienia.
Najczęściej zadawane pytania
Od kiedy Waldemar Żurek pełni funkcję ministra sprawiedliwości?
Objął tekę ministra 23 lipca 2025 r. w ramach rekonstrukcji rządu Donalda Tuska, przejmując resort po Adamie Bodnarze.
Co udało się, a co nie udało ministrowi przez rok urzędowania?
Według „Rzeczpospolitej” ministerstwo nie zdołało usprawnić funkcjonowania sądów. Projekt regulujący status neosędziów utknął w Sejmie, odrębna ustawa dotycząca KRS została zawetowana przez prezydenta, a reforma Trybunału Konstytucyjnego nie przyniosła przełomu. Na liście częściowych sukcesów znajduje się nowo ukształtowana KRS, choć jej skład bywa krytykowany, oraz odnotowany w unijnym rankingu wzrost zaufania do niezależności polskich sądów.
Czym był Waldemar Żurek przed wejściem do rządu?
Przez wiele lat orzekał i pełnił funkcję rzecznika prasowego w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Zasiadał w Krajowej Radzie Sądownictwa jako członek wybrany przez środowisko sędziowskie. Był też aktywnym uczestnikiem protestów przeciwko reformom wymiaru sprawiedliwości wprowadzanym przez Zjednoczoną Prawicę, co ściągnęło na niego serię postępowań dyscyplinarnych i postępowania przed trybunałami europejskimi.
Czy Żurek jako minister ma konflikt interesów w związku z pozwem przeciwko Skarbowi Państwa?
To rzeczywiste napięcie instytucjonalne, nie tylko pytanie retoryczne. Minister sprawiedliwości sprawuje nadzór administracyjny nad częścią aparatu państwowego, a jednocześnie jest stroną powodową w procesie, w którym pozwanym jest Skarb Państwa, ta sama jednostka, której funkcjonowanie nadzoruje. Zwolennicy Żurka wskazują, że sprawa dotyczy nadużyć poprzedniego kierownictwa ministerstwa i ma charakter historyczny. Krytycy argumentują, że piastowanie stanowiska przez stronę w czynnym sporze z państwem rodzi systemowe pytania o bezstronność decyzji podejmowanych w resorcie. Żadna z obowiązujących regulacji nie rozstrzyga tej kwestii expressis verbis, co samo w sobie jest luką wartą wypełnienia.
Fot. Adrian Grycuk / Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0 pl)









