księgarnia

Metoda na „Klub Czytelnika”. Sąd Najwyższy zamyka furtkę, którą wielkie sieci obchodziły zakaz handlu

17.08.2026
Redakcja
Czas czytania: 4 minut/y

Handel w niedzielę pod przykrywką „klubu czytelnika” jest sprzeczny z prawem — orzekł Sąd Najwyższy, o czym informuje portal Dla Handlu. Wyrok zapadł w sprawie właściciela supermarketu z Polski południowo-wschodniej, ale uderza w praktykę, którą od wejścia w życie zakazu handlu w 2018 roku doprowadziły do perfekcji największe sieci: od statusu placówki pocztowej, przez sklepowe czytelnie, po dworzec autobusowy urządzony w markecie.

Klub czytelnika przegrywa w Sądzie Najwyższym

Sprawa dotyczyła supermarketu, który pod pretekstem prowadzenia „klubu czytelnika” handlował w niedziele jako placówka wielkopowierzchniowa zatrudniająca personel najemny. Ukarany przez Państwową Inspekcję Pracy przedsiębiorca odwołał się do sądu, przekonując, że placówka prowadzi działalność kulturalną, dozwoloną w niedziele. Sąd Rejonowy w Kolbuszowej wyrokiem z 15 maja 2025 r. (sygn. II W 416/24) uniewinnił obwinionego, uznając, że supermarket może korzystać z wyjątku z art. 6 ust. 1 pkt 10 ustawy o ograniczeniu handlu. Apelację PIP oddalił Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu, który 21 października 2025 r. utrzymał uniewinnienie w mocy. Oba orzeczenia uchylił dopiero Sąd Najwyższy, do którego kasację skierował Prokurator Generalny.

SN orzekł, że placówki handlu wielkopowierzchniowego nie mogą omijać zakazu przez tworzenie podmiotów takich jak „klub czytelnika”. Gdy głównym przedmiotem aktywności firmy i całego miejsca jest handel, nie stosuje się do niej ustawowy wyjątek dla placówek kulturalnych — ten dotyczy wyłącznie miejsc, gdzie w niedziele rzeczywiście prowadzona jest działalność kulturalna, oświatowa, sportowa, turystyczna lub wypoczynkowa. Przepis działa więc tylko w jedną stronę: sklep w domu kultury może być otwarty, ale dom kultury urządzony w sklepie nie czyni z niego zakładu kulturalnego.

To utrwalenie linii orzeczniczej: już w 2023 roku Sąd Najwyższy w dwóch wyrokach (sygn. III KK 647/23 oraz III KK 155/23), wydanych po kasacjach prokuratora generalnego, zakwestionował uniewinnienia właścicieli sklepów, którzy prowadzili w placówkach kluby czytelnika, agencje turystyczne czy punkty informacji turystycznej — dzielące ze sklepem infrastrukturę i zajmujące zwykle niewielką część powierzchni.

Najpierw wszyscy zostali pocztą

Historia zaczęła się wraz z samym zakazem. Ustawa o ograniczeniu handlu przewiduje listę wyjątków — a branża od 2018 roku metodycznie je testowała. Pierwszym masowym patentem był status placówki pocztowej: sklepy podpisywały umowy z operatorami pocztowymi i otwierały się w niedziele jako punkty nadawania i odbioru przesyłek. Pionierem była sieć Żabka, której franczyzobiorcy — wspierani prawnie przez centralę — wygrywali z Państwową Inspekcją Pracy seryjnie: jak informował „Dziennik Gazeta Prawna”, wszystkie z pierwszych ośmiu zbadanych merytorycznie spraw zakończyły się po myśli sieci, mimo że PIP skierowała do sądów łącznie 148 wniosków.

W naszym przekonaniu, opartym o kilka niezależnych ekspertyz prawnych, nie ma żadnych podstaw, aby kwestionować uprawnienia franczyzobiorców do korzystania z tego wyłączenia w sytuacji, gdy mają umowę z operatorem pocztowym dającą im ten status

— przekonywali wówczas przedstawiciele Żabki.

Z czasem, jak opisywały media branżowe, ze statusu placówki pocztowej korzystali już wszyscy liczący się gracze — wśród sieci wymieniano m.in. Biedronkę, Lidla, Kauflandu i Dino.

Uszczelnienie i nowa fala kreatywności

Ustawodawca odpowiedział nowelizacją, która weszła w życie 1 lutego 2022 roku: od tej pory duży sklep zatrudniający pracowników może działać w niehandlową niedzielę jako placówka pocztowa tylko wtedy, gdy usługi pocztowe generują co najmniej 40 proc. jego przychodów — próg dla marketu spożywczego w praktyce nieosiągalny.

Branża potrzebowała kilku dni na znalezienie kolejnych furtek. Już w pierwszą niehandlową niedzielę po uszczelnieniu, 6 lutego 2022 roku, część sklepów Intermarché otworzyła się jako Kluby Czytelnika — z regałami książek i stolikami przy wejściu — a placówka w Cieszynie jako… dworzec autobusowy z poczekalnią. „Przeczytasz książkę i zrobisz zakupy” — reklamowały się sklepy sieci m.in. w Lipnie, Golubiu-Dobrzyniu, Oławie, Starogardzie Gdańskim i Brzegu. Według portalu Wiadomości Handlowe metodę „na klub czytelnika” wdrożono w co najmniej kilkunastu sklepach pod przynajmniej czterema różnymi szyldami — sięgnął po nią m.in. warszawski franczyzobiorca Carrefoura. PIP od początku oceniała tę praktykę jako niezgodną z prawem.

Grupa Muszkieterów nie ingeruje w decyzje przedsiębiorców, a celem Intermarché jest rozwój szyldu z poszanowaniem prawa właścicieli supermarketów do decydowania o ich spółce

— odpowiadało wówczas mediom biuro prasowe Grupy Muszkieterów, zarządzającej siecią Intermarché.

Ryzyko na dole, korzyść na górze

W tej wieloletniej grze uderza jedna asymetria. Zakaz handlu przewiduje wyjątek dla placówek, w których za ladą staje osobiście właściciel, we własnym imieniu i na własny rachunek — przepis pomyślany dla drobnych, rodzinnych sklepów. Wielkie markety nie mogły z niego skorzystać, więc testowały granice prawa — jednak formalnie oskarżonymi w sporach z PIP byli niemal zawsze franczyzobiorcy i właściciele pojedynczych placówek, a nie centrale sieci, które ograniczały się do zapewnienia pomocy prawnej i deklaracji, że decyzje podejmują „niezależni przedsiębiorcy”. To na pojedynczych przedsiębiorcach ciążyło ryzyko kar, które za łamanie zakazu handlu sięgają od 1 tys. do 100 tys. zł.

Ten sam wyjątek tłumaczy zresztą, dlaczego w niehandlową niedzielę wciąż można zrobić zakupy w Żabce. Po uszczelnieniu przepisów pocztowych sieć oparła niedzielne otwarcia na art. 6 ust. 1 pkt 27 ustawy: każdy sklep ma indywidualnego właściciela-franczyzobiorcę, który tego dnia osobiście staje za kasą, bez zatrudnionych pracowników. To rozwiązanie w pełni legalne — ale jak opisywał Bankier.pl, franczyzobiorcy nie mieli w tej sprawie pełnej swobody: za otwarcie sklepu w niedzielę sieć wypłacała premię, a tych, którzy sklep zamknęli, odwiedzała kontrola z centrali — z pytaniami o powody zamknięcia i plany na kolejne niedziele. Sieć podkreślała wówczas, że franczyzobiorcy jako przedsiębiorcy sami decydują, czy korzystają z ustawowych wyłączeń, kierując się potrzebami klientów i rachunkiem ekonomicznym. Tak czy inaczej, przywilej stworzony po to, by drobny kupiec mógł pracować w niedzielę, w modelu wielkiej franczyzy zamienia się w oczekiwanie, że pracować będzie — podczas gdy niedzielny utarg zasila sieć liczącą kilka tysięcy placówek.

Wyrok Sądu Najwyższego w sprawie „klubu czytelnika” wyznacza teraz jednoznaczną wykładnię dla sądów powszechnych — i po ośmiu latach zabawy w kotka i myszkę zamyka jedną z ostatnich furtek dla dużych placówek. Ta oparta na osobistej pracy franczyzobiorców pozostaje otwarta.

Źródło: Dla Handlu, Forsal.pl, rp.pl, Dziennik Gazeta Prawna, Wiadomości Handlowe, Wirtualnemedia.pl, Bankier.pl

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA