Kobieta udziela wywiadu przed mikrofonami.

Meloni: koniec „klas-gett. Maksymalnie 30 proc. cudzoziemców w klasie i zakaz burek

25.09.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Włoski rząd przyjął w czwartek dekret wprowadzający limit 30 proc. zagranicznych uczniów w klasie oraz zakaz noszenia w szkole burek i nikabów — chust zasłaniających twarz — podała PAP. Na rodziców uczniów mających poważne problemy z integracją nałożono obowiązek nauki języka włoskiego, a za jego zignorowanie — podobnie jak za złamanie zakazu zakrywania twarzy — grożą kary od 200 do 1000 euro. Skala wyzwania jest znacząca: według ministra oświaty we Włoszech jest około 34 tys. klas, w których odsetek cudzoziemskich uczniów już dziś przekracza nowy pułap.

Trzy filary dekretu

Przyjęte przez Radę Ministrów przepisy opierają się na trzech elementach. Pierwszy to maksymalnie 30-procentowy udział uczniów z zagranicy w pojedynczej klasie — reforma ma wymusić bardziej równomierne rozmieszczenie młodzieży z rodzin imigranckich między oddziałami, by mniejsza koncentracja ułatwiała naukę języka i integrację z rówieśnikami. Drugi to bezwzględny zakaz noszenia w placówkach oświatowych burki (zasłaniającej całe ciało i twarz) oraz nikabu (odsłaniającego jedynie oczy) — co istotne, zakaz nie obejmuje hidżabu, czyli chusty niezakrywającej twarzy. Trzeci filar dotyczy rodziców: gdy uczeń ma poważne problemy z integracją, szkoła zawiadomi opiekę socjalną, a ta skieruje rodziców na kurs języka włoskiego; odmowa oznacza karę finansową.

Limit 30% w klasach dla uczniów, którzy nie znają odpowiednio języka włoskiego, więcej narzędzi do nauki naszego języka oraz zakaz noszenia burki i nikabu w szkole. Narzędzia oparte na zdrowym rozsądku, które nie dzielą, lecz naprawdę pomagają w integracji, unikając klas-gett i dając wszystkim uczniom równe szanse

— napisała na platformie X Giorgia Meloni, premier Włoch, komentując decyzję rządu. W wypowiedzi po posiedzeniu podkreślała, że to dekret na rzecz szkoły, która „integruje, ale nie rezygnuje z reguł”.

34 tysiące klas ponad limitem

Minister oświaty Giuseppe Valditara poinformował po posiedzeniu rządu, że we Włoszech istnieje około 34 tys. klas różnych szczebli, w których odsetek uczniów cudzoziemskich przekracza 30 proc. — wszystkie będą musiały zostać przeorganizowane, co oznacza spore wyzwanie logistyczne dla dyrektorów. Skala zjawiska rośnie od lat: według danych włoskiego resortu edukacji w roku szkolnym 2024/2025 w szkołach państwowych spodziewano się 864 425 uczniów bez włoskiego obywatelstwa, a pochodzenie imigranckie ma blisko 12 proc. wszystkich uczniów. Warto odnotować, że 30-procentowy pułap nie jest we Włoszech nowością — jako niewiążąca wytyczna funkcjonuje od 2010 r.; dekret zamienia go w twarde prawo obwarowane sankcjami.

Obowiązek językowy dla rodziców minister uzasadnia badaniami: jak podkreślał, udział rodziców w procesie edukacji dziecka ma „fundamentalne znaczenie dla sukcesu w szkole”.

„Równość kobiet i mężczyzn nie podlega negocjacjom”

Meloni zapowiedziała regulacje kilka dni wcześniej, 20 września, podczas rzymskiego wydarzenia Fenix zorganizowanego przez młodzieżówkę jej partii Bracia Włosi. Mówiła wówczas, że do szkoły chodzi się z odkrytą twarzą i nikt — w imię prawdziwej czy domniemanej tradycji — nie może decydować, że młoda kobieta musi się ukrywać.

Równość kobiet i mężczyzn nie podlega negocjacjom

— oświadczyła szefowa włoskiego rządu, cytowana przez polskie media za agencjami. Po czwartkowym posiedzeniu zapewniała z kolei, że rząd nie chce „wygonić” cudzoziemskich dzieci ze szkół — przeciwnie: zrównoważona organizacja klas ma umożliwić im prawdziwą integrację.

Spór o to, czym jest integracja

Dekret zapada w gorącej atmosferze. W połowie września media opisywały protest w szkole w Mestre na północy Włoch, do której uczęszcza wielu uczniów z rodzin imigranckich, głównie z Bangladeszu — przed placówką zawisł transparent „Wasza integracja jest naszym marginalizowaniem”. Krytycy podobnych regulacji wskazują na ryzyko stygmatyzacji dzieci i praktyczne trudności: przy 34 tys. klas ponad limitem równomierne „rozmieszczanie” uczniów może oznaczać dowożenie ich do odległych szkół, a odpowiedzialnością za systemowe zaniedbania w nauczaniu języka obarcza się rodziny. Zwolennicy odpowiadają, że to właśnie klasy, w których większość dzieci nie zna języka wykładowego, są mechanizmem trwałego wykluczenia — i że państwo ma prawo stawiać warunki tam, gdzie finansuje edukację. Włochy nie są tu odosobnione: Francja egzekwuje w szkołach zakaz abai, odsyłając uczennice do domów.

Włoski eksperyment warto obserwować z polskiej perspektywy uważnie — i bez ideologicznych klapek. Nasze szkoły, do których w ostatnich latach trafiły dziesiątki tysięcy dzieci uchodźczych i imigranckich, mierzą się z tym samym pytaniem, na które Rzym właśnie udzielił twardej odpowiedzi: czy integracja ma być życzeniem, czy systemem z narzędziami i sankcjami. Dekret Meloni opiera się na intuicji trudnej do zbicia — dziecko nauczy się języka szybciej w klasie, w której ten język faktycznie słychać, a szkoła nie może być eksterytorialną wyspą wobec zasad państwa. Jego los rozstrzygnie się jednak nie w warstwie haseł, lecz logistyki: 34 tys. klas do przemeblowania to test, czy „zdrowy rozsądek” z wpisu premier da się przełożyć na plan lekcji. Za rok będzie wiadomo, czy Włochy zlikwidowały „klasy-getta” — czy tylko przesunęły je na mapie.

Źródło: PAP, wpis Giorgii Meloni na platformie X

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA