Samolot Flydubai Boeing 737 podczas lądowania

Kapitan kontra pierwszy oficer za sterami lotu Dubaj-Tel Awiw. Kod porwania poderwał izraelskie myśliwce

30.09.2026
Redakcja
Czas czytania: 2 minut/y

Lot FZ1073 linii Flydubai z Dubaju do Tel Awiwu zakończył się w środę awaryjnym lądowaniem w saudyjskim Tabuku po tym, jak załoga nadała najpierw kod ogólnego zagrożenia 7700, a siedem minut później kod 7500 — międzynarodowy sygnał porwania — informują „Times of Israel” i serwis AeroTime. Izrael poderwał myśliwce, a Boeing 737 MAX z około 180 osobami na pokładzie zawrócił znad pogranicza jordańsko-saudyjskiego. Porwanie szybko wykluczono: według izraelskiego urzędnika, na którego powołuje się Reuters, sygnały alarmowe nadano po fizycznym starciu między pilotami. Izraelskie media podają, że za sterami siedzieli Ukrainiec i Rosjanin.

Siedem minut między alarmem a kodem porwania

Według danych Flightradar24 przytaczanych przez AeroTime maszyna wystartowała z Dubaju o 03:05 UTC. O 05:31 transponder nadał kod 7700, o 05:38 — kod 7500, używany do sygnalizowania bezprawnej ingerencji lub porwania. O 06:11 samolot opuścił zasięg naziemny Flightradar24, by o 06:28 pojawić się ponownie — przez łącze satelitarne — już z kodem 7700. Jak relacjonuje „Times of Israel”, Boeing zawrócił nad pograniczem jordańsko-saudyjskim i wylądował bezpiecznie na lotnisku w Tabuku na północnym zachodzie Arabii Saudyjskiej.

Dla Izraela, który od pół wieku żyje z groźbą użycia samolotów jako broni, kod 7500 na maszynie zbliżającej się do Tel Awiwu to alarm najwyższej rangi: poderwano myśliwce, a sytuację oceniał szef sztabu generalnego izraelskiej armii. Według stacji N12 przed lądowaniem samolot eskortowały myśliwce, a po przyziemieniu saudyjscy funkcjonariusze wyprowadzili z maszyny obu pilotów.

„Krew w kokpicie” — relacje pasażerów

Izraelskie władze wykluczyły zamach. Według urzędnika cytowanego przez Reutersa sygnały alarmowe nadano po bójce między pilotami; stacja N12 podała, że w wyniku starcia jeden z nich stracił przytomność. Publiczny nadawca KAN mówił o skierowaniu maszyny do Tabuku po „bójce między pilotami”.

Dramatyczny przebieg zdarzeń opisują cytowani przez „Times of Israel” pasażerowie — wśród relacji pojawiają się sceny chaosu i paniki, gwałtowne nurkowanie maszyny, krew w kokpicie, a nawet doniesienia o dźgnięciu jednego z pilotów i pomocy pasażerów w obezwładnianiu napastnika. Tych szczegółów nie potwierdziła dotąd ani linia, ani saudyjskie władze. Flydubai potwierdziła serwisowi AeroTime jedynie „incydent” i bezpieczne lądowanie wszystkich pasażerów w Tabuku. Według izraelskich mediów piloci to Ukrainiec i Rosjanin; przyczyn konfliktu nie ujawniono, a wyjaśnienia ma dostarczyć m.in. rejestrator rozmów w kokpicie.

Na pokładzie znajdowało się według doniesień około 180 osób; izraelskie źródła różnią się co do liczby obywateli Izraela — od kilkudziesięciu do ponad 150.

Niezależnie od tego, co ostatecznie wykaże rejestrator, incydent obnaża dwie rzeczy. Po pierwsze, kruchość procedur: cała architektura bezpieczeństwa lotniczego zakłada, że kokpit jest ostatnim bastionem opanowania — gdy zawodzi dwóch ludzi za zamkniętymi drzwiami, systemy potrafią już tylko alarmować. Po drugie, geopolityczną gęstość tego nieba: jeden transponder wystarczył, by w powietrzu znalazły się myśliwce dwóch państw, a trasa Dubaj-Tel Awiw — symbol normalizacji, utrzymywany przez Flydubai nawet w czasie wojny w Gazie — na kilka godzin stała się osią kryzysu. Linia będzie musiała wyjaśnić nie tylko, co zaszło między pilotami, ale i jak dobiera oraz paruje załogi na najbardziej wrażliwych trasach świata.

Źródło: Times of Israel, AeroTime

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA