Kakao staniało o ponad połowę, a czekolada wciąż kosztuje 7-10 zł. Wyjaśniamy, dlaczego
Rynek kakao powoli wraca do równowagi po spektakularnym kryzysie, a ceny surowca na światowych giełdach spadły o ponad połowę względem rekordowych szczytów z 2024 roku. Mimo to konsumenci na próżno szukają wyraźnych przecen na sklepowych półkach – standardowa tabliczka czekolady bez promocji wciąż kosztuje od 7 do nawet 10 zł – wynika z analiz rynkowych. Powód jest prozaiczny: producenci wciąż rozliczają drogi surowiec kupiony na szczycie hossy, a kakao to tylko część kosztów tabliczki.
Od 12 tysięcy dolarów do rynkowej odwilży
Skala wcześniejszego szoku była bezprecedensowa. Notowania kakao przebijały astronomiczny poziom 12 tys. dolarów za tonę, co błyskawicznie wywołało falę podwyżek w sklepach. Za wzrostami nie stał popyt, lecz załamanie produkcji – susze, choroby kakaowców i niskie zapasy w Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej, które odpowiadają za ponad 60 proc. światowych dostaw.
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Cena kakao spadła do ok. 4142 dolarów za tonę, czyli o 61 proc. względem rekordu ze stycznia 2025 r., a produkcja w sezonie 2024/2025 wzrosła o 8,3 proc., do 4,72 mln ton – według Międzynarodowej Organizacji Kakao rynek przeszedł z deficytu do niewielkiej nadwyżki.
Dlaczego sklepowe półki nie widzą odwilży
Paradoks wysokich cen przy taniejącym surowcu ma kilka źródeł. Cena kakao na giełdzie to jedynie część kosztów produkcji – istotne znaczenie mają również cukier, mleko, energia, opakowania, transport oraz rosnące koszty pracy. Producenci kupują też surowiec w ramach długoterminowych kontraktów, dlatego tańsze kakao wpływa na ich koszty dopiero po pewnym czasie. W efekcie ceny czekolady w Unii Europejskiej wzrosły w 2025 r. średnio o 17,9 proc., a w Polsce – o ponad 32 proc.
Swoje dokładają sami producenci, którzy odrabiają straty z okresu drożyzny.
Rekordowe ceny kakao wymusiły bezprecedensowe podwyżki cen w całej branży, podczas gdy niepewność geopolityczna, inflacja i słabe nastroje konsumentów negatywnie wpłynęły na popyt.
— powiedział Adalbert Lechner, dyrektor generalny Lindt & Sprüngli, którego firma podniosła ceny średnio o 11,8 proc., co przełożyło się na spadek wolumenu sprzedaży o 7,5 proc.
Konsumentom pozostają promocje – w największych sieciach popularne tabliczki można upolować za 4,99-6,99 zł, przy czym rabaty detaliści często finansują z własnych marż. Na trwałe obniżki cen regularnych trzeba będzie jeszcze poczekać – aż producenci zużyją drogie zapasy i renegocjują kontrakty.









