Japonia traci miliony mieszkańców. Demograficzna spirala bez odwrotu
Japonia oficjalnie potwierdziła to, czego demografowie obawiali się od dekad. Najnowsze dane statystyczne pokazują, że w ciągu ostatnich pięciu lat kraj stracił ponad 3 miliony mieszkańców – to największy tego typu spadek w historii japońskich pomiarów. Dziennik „New York Times” określił te liczby jako historyczny punkt zwrotny dla jednej z największych gospodarek świata.
Skala zjawiska robi wrażenie nawet na tle wcześniejszych, pesymistycznych prognoz. Japonia od lat zmaga się z ujemnym przyrostem naturalnym, starzejącym się społeczeństwem i jednym z najniższych wskaźników dzietności wśród krajów rozwiniętych. Jednak tempo, w jakim postępuje wyludnianie, zaskoczyło nawet część analityków. Dla japońskiej gospodarki oznacza to narastające problemy strukturalne – kurczący się rynek pracy, rosnące obciążenie systemu emerytalnego i malejący popyt wewnętrzny.
Japońskie władze od lat próbują odwrócić te trendy. Rząd wprowadzał kolejne pakiety wspierające dzietność – dofinansowania dla rodzin, rozbudowę sieci żłobków i przedszkoli, zachęty finansowe dla par decydujących się na dzieci. Efekty pozostają jednak symboliczne wobec skali problemu. Wskaźnik dzietności w Japonii utrzymuje się wyraźnie poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, który wynosi ok. 2,1 dziecka na kobietę. Japonia od wielu lat notuje wartości zdecydowanie niższe.
Równolegle kraj zmaga się z wyjątkowo niską imigrację – Japonia historycznie pozostawała jednym z najbardziej zamkniętych na napływ cudzoziemców krajów OECD. Choć w ostatnich latach poluzowano niektóre przepisy dotyczące wiz pracowniczych, a liczba zagranicznych pracowników wzrosła, skala tych zmian jest nieporównywalnie mniejsza niż w Europie Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych. Japońskie społeczeństwo i część klasy politycznej wciąż podchodzi do masowej imigracji z rezerwą.
Co to oznacza dla japońskiej gospodarki
Kurczący się rynek pracy to dla japońskich firm coraz poważniejsze wyzwanie operacyjne. Branże takie jak budownictwo, logistyka, opieka zdrowotna czy rolnictwo już teraz zgłaszają strukturalne niedobory pracowników. Część przedsiębiorstw odpowiada na to automatyzacją i robotyzacją – Japonia jest światowym liderem we wdrażaniu robotów przemysłowych, a technologia stała się w pewnym sensie odpowiedzią na demografię. Jednak nawet najbardziej zaawansowana automatyzacja nie zastąpi w pełni konsumentów – a malejąca populacja to po prostu mniejszy rynek.
Rynek nieruchomości w wielu regionach kraju odczuwa skutki wyludnienia szczególnie dotkliwie. Tzw. akiya – opuszczone domy, których w Japonii są setki tysięcy – stały się symbolem demograficznego kryzysu. Całe wsie i miasteczka w prefekturach poza wielkimi aglomeracjami wyludniają się w przyśpieszonym tempie. Tokio, Osaka i kilka innych metropolii wciąż przyciągają mieszkańców z prowincji, ale to tylko maskuje skalę problemu na poziomie ogólnokrajowym – kraj jako całość kurczy się nieubłaganie.
Dla systemu finansów publicznych to równanie bez dobrego rozwiązania. Coraz mniej pracujących musi utrzymywać coraz więcej emerytów – Japonia ma jeden z najstarszych demograficznie profili spośród dużych gospodarek. Rząd w Tokio od lat zadłuża się na bezprecedensową skalę, częściowo właśnie po to, by finansować wydatki społeczne wynikające ze starzenia się populacji. Dług publiczny Japonii należy do najwyższych na świecie w relacji do PKB, choć kraj radzi sobie z jego obsługą m.in. dzięki temu, że większość długu jest w rękach krajowych inwestorów.
Lekcja dla reszty świata
Japonia jest pod tym względem swoistym laboratorium demograficznym – kraj wszedł w kryzys niskiej dzietności wcześniej niż większość państw Europy czy Azji Wschodniej i dziś zmaga się ze skutkami, które inne kraje dopiero zaczną odczuwać. Korea Południowa notuje jeszcze niższy wskaźnik dzietności niż Japonia. Chiny, po dekadach polityki jednego dziecka, stoją przed podobną ścianą. Część krajów europejskich, w tym Polska, balansuje na granicy zastępowalności pokoleń.
Z perspektywy gospodarczej przypadek Japonii pokazuje, że demografia działa z ogromnym opóźnieniem – skutki decyzji niepodjętych lub podjętych za późno materializują się przez dekady. Nie da się ich szybko odwrócić żadnym programem rządowym, bo dzieci urodzone dziś na rynek pracy trafią dopiero za kilkanaście lat. Dlatego właśnie specjaliści używają słów o nieodwracalności – nie dlatego, że sytuacja nie może się kiedyś poprawić, ale dlatego że skutki obecnego kryzysu będą odczuwalne przez całe pokolenia bez względu na to, co zrobi rząd w Tokio w najbliższych latach.
Dla globalnych inwestorów i analityków japońska demografia pozostaje jednym z kluczowych czynników ryzyka przy ocenie długoterminowych perspektyw tej gospodarki. Japonia to wciąż trzecia lub czwarta największa gospodarka świata – w zależności od metodologii pomiaru – i ważny gracz w globalnych łańcuchach dostaw, elektronice, motoryzacji i finansach. Jak poradzi sobie z demograficzną spiralą, będzie jednym z najważniejszych ekonomicznych eksperymentów najbliższych dekad.









