Eksmisja 87-latki wyprowadziła Madryt na ulice. Jak europejskie miasta walczą z kryzysem mieszkaniowym
Dziesiątki tysięcy ludzi protestowały w weekend w Madrycie przeciwko wysokim czynszom i eksmisjom po tym, jak policja usunęła z mieszkania 87-letnią Maricarmen Abascal, która spędziła w nim 70 lat — informuje Deutsche Welle. Władze miasta mówią o 25 tys. demonstrantów, związek lokatorów nawet o 300 tys. Pod presją ulicy hiszpański rząd zamierza przyjąć we wtorek dekret o polityce mieszkaniowej, przewidujący m.in. środki przeciwko przymusowym eksmisjom. Brak dostępnych cenowo mieszkań to bolączka aglomeracji w całej Europie — a odpowiedzi na nią szukają dziś Wiedeń, Bazylea, Paryż, Praga i Dublin.
„Żadnej Maricarmen więcej”
Pod hasłem „Ni una Maricarmen mas!” („Żadnej Maricarmen więcej!”) mieszkańcy Madrytu protestowali w sobotę przeciwko czynszom i eksmisjom ludzi niezdolnych do utrzymania mieszkań. Iskrą był przypadek 87-letniej Maricarmen Abascal: gdy budynek w dzielnicy Retiro kupiła firma z branży nieruchomości, przejęta po rodzicach umowa najmu straciła ważność, co potwierdził sąd. Kobieta odmówiła wyprowadzki, a po kilku nieudanych próbach eksmisji policja w środę 23 września wyniosła ją z mieszkania, przełamując opór jej obrońców. Seniorka, mająca ograniczoną sprawność ruchową i 50-procentowy stopień niepełnosprawności, trafiła do szpitala.
Nie udało mi się obronić mojego domu, ale walczyłam o to, żeby inni nauczyli się walczyć o swoje
— czytamy w oświadczeniu Maricarmen Abascal opublikowanym przez stowarzyszenie lokatorów. W rozmowie ze stacją RTVE apelowała: „Proszę, walczcie dalej” — i zapowiedziała, że mimo swojej sytuacji nadal będzie walczyć o prawo do mieszkania.
Wielu demonstrantów spędziło noc z soboty na niedzielę w miasteczku namiotowym na centralnym placu Puerta del Sol, które w niedzielę jeszcze się powiększyło. Protesty odbyły się także w innych miastach Hiszpanii. Winą za kryzys protestujący obarczają zarówno lewicowy rząd Pedro Sáncheza, jak i konserwatywne władze regionu. Domagają się m.in. automatycznego przedłużania umów najmu na czas nieokreślony, lepszej ochrony przed eksmisjami, zamrożenia czynszów oraz reformy prawa najmu, ściślej regulującej umowy na czas określony i wynajem pokoi.
Berlin: wywłaszczenia na sztandarach, zero realizacji
Problem nie omija Niemiec. W Berlinie, gdzie czynsze poszybowały w ostatnich latach w górę, wybory lokalne wygrała w zeszłym tygodniu skrajnie lewicowa Lewica z postulatem wywłaszczenia koncernów mieszkaniowych. Pomysł ten poparła większość berlińczyków w referendum już pięć lat temu — jednak żadnego kroku w kierunku realizacji nie podjęto, a wątpliwości, czy taka ingerencja w prawo własności jest w ogóle prawnie możliwa, pozostają poważne.
Inne europejskie miasta poszły tymczasem drogą konkretnych rozwiązań — od miasta-kamienicznika po najem bez zysku.
Wiedeń i Bazylea: miasto trzyma zasób i grunt
Za wzorcowy uchodzi model wiedeński, zrodzony z ogromnego kryzysu mieszkaniowego po I wojnie światowej — łóżek brakowało wtedy tak bardzo, że robotnicy spali na zmiany, a w ciasnych pomieszczeniach szerzyła się gruźlica. Wprowadzone wówczas rozwiązanie stabilizuje rynek do dziś: miasto, według własnych danych, wynajmuje około 220 tys. mieszkań i utrzymuje kolejne 200 tys. jako socjalne, dzięki czemu mieszka w nich około 60 proc. wiedeńczyków. To stabilizuje też ceny na wolnym rynku najmu.
Inną dźwignię wybrała Bazylea. Skoro atrakcyjność lokalizacji winduje ceny działek, gmina swoich gruntów nie sprzedaje, lecz dzierżawi je spółdzielniom i inwestorom działającym w interesie publicznym. Miasto nie ponosi kosztów budowy, a deweloperzy nie muszą wliczać cen działek w czynsze. W szwajcarskim mieście około 40 proc. mieszkań spółdzielczych stoi na gruntach publicznych; podobny model od lat próbują wdrażać Barcelona i Lizbona.
Paryż, Praga, Dublin: pierwokup, mieszkania dla kluczowych zawodów i najem bez zysku
Gdy grunty i zabudowa są już w rękach prywatnych, zostaje odkupywanie. Od 2014 roku Paryż korzysta z prawa pierwokupu, by zwiększyć odsetek mieszkań socjalnych do 30 proc. w 2035 roku. Stolica Francji i sąsiednie gminy coraz częściej kupują też budynki komercyjne z przeznaczeniem na mieszkania — w regionie Île-de-France zidentyfikowano 61 takich projektów, mogących dać nawet 8,2 tys. lokali.
Praga postawiła na zatrzymanie w mieście tych, bez których nic by nie działało: opiekunów, policjantów, nauczycieli i śmieciarzy, których nie stać na czynsze dostępne dla bankierów czy prawników. Powstało właśnie około 660 mieszkań dla pracowników sektora publicznego. Właścicielem jest spółka zależna czeskiego banku, która dzięki europejskim dotacjom i 40-letniemu horyzontowi kalkulacji planuje utrzymać czynsz o 20 proc. poniżej rynku. O najemcach nie decyduje bank, lecz szpitale i urzędy, które zawierają umowy ramowe — i mogą przyciągać pracowników korzystnym najmem.
Dublin z kolei mierzy się ze skutkami wykupu nieruchomości przez zagranicznych inwestorów po kryzysie finansowym i eksplozji popytu wywołanej przez koncerny technologiczne, które ze względu na podatki ulokowały tam europejskie siedziby. Wprowadzony w 2021 roku program Cost Rental Housing celuje w grupę pomijaną: osoby z dochodami poniżej 66 tys. euro — za wysokimi na mieszkanie socjalne, za niskimi na wolny rynek. Mieszkania oferują bez zamiaru osiągania zysku organizacje pożytku publicznego i podmioty publiczne, a początkowe czynsze są — według badania instytutu ESRI — średnio o prawie 30 proc. niższe od rynkowych. Rząd liczy na 18 tys. takich mieszkań do końca dekady. Skalę potrzeb pokazał nabór w Coolevally na południowym wschodzie Dublina: na 104 mieszkania zgłosiło się ponad 4,2 tys. chętnych.
Wspólny mianownik europejskich doświadczeń jest czytelny: tam, gdzie miasto lub państwo trwale trzyma w ręku zasób, grunt albo reguły — jak Wiedeń od stu lat — rynek nie wyrzuca 87-latek z mieszkań, w których spędziły życie. Tam, gdzie mieszkanie stało się czystym aktywem inwestycyjnym, kończy się to miasteczkiem namiotowym na centralnym placu. Dla Polski, gdzie budownictwo społeczne wciąż pozostaje marginesem, madrycka lekcja przychodzi w samą porę: podaż tanich mieszkań to nie socjalny dodatek do polityki, lecz warunek pokoju społecznego.
Źródło: Deutsche Welle








