Działania Trumpa względem Grenlandii pchnęły Islandię ku UE. Referendum już jutro
W sobotę 29 sierpnia Islandczycy zdecydują, czy ich kraj ma wznowić zawieszone przed dekadą negocjacje akcesyjne z Unią Europejską. Sondaże nie wskazują faworyta — różnica mieści się w granicach błędu statystycznego. Temat wrócił nie z powodów gospodarczych, lecz po nasileniu się amerykańskich żądań wobec Grenlandii na przełomie 2025 i 2026 roku. Przeciwnicy ostrzegają, że bogata Islandia stałaby się płatnikiem netto, a jej rybołówstwo, odpowiadające za blisko 40 proc. eksportu towarowego, trafiłoby pod wspólną politykę unijną. O stawce referendum mówi agencji Newseria Tomasz Żornaczuk, analityk do spraw rozszerzenia UE w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
Dwa powody, dla których temat wrócił
Pierwszy jest proceduralny, drugi geopolityczny.
Temat referendum w sprawie powrotu do rozmów o członkostwie Islandii w Unii Europejskiej wrócił z dwóch powodów. Po pierwsze, koalicja rządowa wpisała do umowy koalicyjnej przeprowadzenie referendum do końca 2027 roku. Po drugie, na przełomie 2025 i 2026 roku nasiliły się amerykańskie groźby i żądania dotyczące przynależności Grenlandii. Wzbudziło to niepokój Islandczyków i obawy o rolę Stanów Zjednoczonych jako gwaranta bezpieczeństwa w regionie. Zaczęli więc poszukiwać innych gwarancji, a taką gwarancją może się okazać Unia Europejska
— powiedział Tomasz Żornaczuk, analityk do spraw rozszerzenia UE w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
To jest najciekawszy element całej sprawy. Poprzednie podejście do Unii, z lipca 2009 roku, było reakcją na kryzys finansowy, który zawalił islandzki system bankowy. Tym razem chodzi o bezpieczeństwo — i to nie przed Rosją, lecz przed niepewnością co do postawy sojusznika.
Sondaże: remis w granicach błędu
Wyniku nie da się przewidzieć.
Wyniku referendum nie można przesądzić na podstawie dostępnych badań opinii publicznej, ponieważ różnica mieści się w granicach błędu statystycznego. Jeszcze niedawno było dokładnie po równo, w przeszłości bywała nieco większa przewaga jednej lub drugiej strony
— wskazał Żornaczuk.
Liczby to potwierdzają. W badaniu pracowni Maskína z 21–25 sierpnia wznowienie negocjacji poparło 51,3 proc. ankietowanych, przeciw było 48,7 proc. Jeszcze 13 sierpnia proporcje wynosiły 52,2 do 47,8 proc. Sondaż Gallupa opublikowany 17 sierpnia wskazywał 51,5 proc. zwolenników i 48,5 proc. przeciwników, przy marginesie błędu 2,5 punktu procentowego.
Głosowanie dotyczy wyłącznie wznowienia rozmów. Jeśli zakończą się one uzgodnieniem warunków, Islandczycy ocenią je w kolejnym referendum. Według memorandum islandzkiego resortu spraw zagranicznych negocjacje mogłyby ruszyć jeszcze pod koniec 2026 roku i potrwać od osiemnastu do dwudziestu czterech miesięcy.
Punkt wyjścia jest przy tym nietypowo zaawansowany. Do zawieszenia rozmów w 2013 roku otwarto 27 z 35 rozdziałów negocjacyjnych, z czego 11 tymczasowo zamknięto. W 2015 roku rząd poprosił Unię o niewymienianie Islandii wśród państw kandydujących, ale samego wniosku o członkostwo nigdy formalnie nie wycofano.
Ryby: czterdzieści procent eksportu
Rozdział, którego w latach 2010–2013 nigdy nie otwarto, dotyczył rybołówstwa. I to on decyduje o wyniku.
Islandia jest krajem bogatszym niż przeciętne państwo Unii Europejskiej, wobec tego przystąpienie do niej powodowałoby, że kraj byłby płatnikiem netto, ergo generowałoby realny koszt członkostwa. Szczególną uwagę zwracają tutaj na rybołówstwo, które jest zasadniczą częścią gospodarki Islandii, w zależności od roku generuje od 10 do nawet kilkunastu procent przychodu
— tłumaczył analityk PISM.
Ryby i produkty rybne odpowiadają dziś za blisko 40 proc. islandzkiego eksportu towarowego. Obawa dotyczy utraty samodzielności w ustalaniu kwot połowowych i zarządzaniu zasobami morskimi.
Skala tej zależności jest jednak lokalna, a nie tylko makroekonomiczna — i to zmienia charakter sporu.
O ile rybołówstwo ma kluczowe znaczenie dla tworzenia PKB kraju, o tyle w małych miejscowościach stanowi często kilkadziesiąt procent dochodu tych wspólnot, a większość przemysłu i usług jest nastawiona na rybołówstwo
— podkreślił Żornaczuk.
W praktyce mieszkaniec nadmorskiego miasteczka na Islandii nie głosuje jutro w sprawie abstrakcyjnej polityki unijnej, tylko w sprawie tego, kto za pięć lat będzie decydował o wielkości połowu, z którego żyje jego rodzina i połowa sąsiadów.
Suwerenność i chińska umowa
Drugi blok argumentów przeciwników dotyczy samodzielności.
Część argumentów dotyczy kwestii suwerennościowych i tożsamościowych. Dotychczas Islandia prowadziła czy nadal prowadzi niezależną politykę zagraniczną, a po przystąpieniu do Unii Europejskiej musiałaby ją prowadzić w ramach członkostwa
— ocenił analityk.
Ma to bardzo konkretny wymiar. Islandia jako pierwsze państwo europejskie zawarła umowę o wolnym handlu z Chinami — i przed przystąpieniem do Unii musiałaby z niej zrezygnować. Rewizji wymagałaby też polityka handlowa i część innych umów międzynarodowych.
Płaci, ale nie głosuje
Argument zwolenników jest krótszy i sprowadza się do jednego zdania: Islandia już dziś ponosi większość kosztów integracji, nie mając wpływu na decyzje.
Kraj od 1994 roku należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, dzięki czemu uczestniczy w jednolitym rynku, a od 2001 roku jest w strefie Schengen. Przyjmuje znaczną część unijnych przepisów dotyczących rynku wewnętrznego, ale nie ma prawa głosu przy ich uchwalaniu.
Zwolennicy również wskazują na argument gospodarczy, mówiąc, że skoro i tak jesteśmy już w Europejskim Obszarze Gospodarczym, spełniamy wiele warunków członkostwa i ponosimy też pewne koszty tego uczestnictwa, to warto by było przynajmniej siedzieć przy tym samym stole i mieć wpływ na decyzje
— powiedział Żornaczuk, dodając, że tym razem zwolennicy powrotu do rozmów wskazują głównie na bezpieczeństwo — coraz ostrzejszą retorykę amerykańską wobec Grenlandii i niepewność co do przyszłości Arktyki.
Pełne członkostwo dałoby Islandii udział w decyzjach instytucji unijnych, wejście do unii celnej i otworzyłoby drogę do euro. Sama akcesja byłaby przy tym technicznie prosta.
Islandia jest bardzo dobrze przygotowana w tych wszystkich obszarach, w których państwa kandydujące mają największe problemy, czyli te dotyczące wolności, sprawiedliwości, bezpieczeństwa, praw człowieka i sądownictwa. W tych kwestiach Islandczycy od dekad są bliscy standardom unijnym, więc w dopasowaniu prawa i praktyk do unijnych nie byłoby większych wyzwań
— stwierdził analityk.
Czego uczy ten przypadek
Islandzkie referendum jest interesujące dla polskiego czytelnika z trzech powodów.
Po pierwsze, pokazuje, jak wygląda alternatywa dla członkostwa, o której w polskiej debacie mówi się często w trybie przypuszczającym. Model norwesko-islandzki oznacza dostęp do jednolitego rynku i obowiązek przyjmowania jego przepisów bez prawa głosu przy ich stanowieniu. Trzy dekady doświadczenia z tym modelem doprowadziły część Islandczyków do wniosku, że lepiej siedzieć przy stole.
Po drugie, spór o rybołówstwo jest dokładnie tym samym sporem, który w Polsce toczy się o rolnictwo i lasy: czy o zasobie decydującym o bycie lokalnych społeczności ma rozstrzygać państwo, czy wspólnota, do której to państwo należy. Islandczycy odpowiadają na to pytanie od piętnastu lat i wciąż nie mają większości.
Po trzecie, i najważniejsze, to jest przykład państwa, które szuka w Unii nie pieniędzy, lecz bezpieczeństwa. Islandia nie ma armii. Jej gwarantem był przez dekady sojusznik zza oceanu, który zaczął formułować roszczenia terytorialne wobec sąsiedniej wyspy. Głosowanie 29 sierpnia jest więc również testem tego, czy Unia Europejska jest dziś postrzegana jako realna alternatywa dla amerykańskiego parasola — pytanie, które w Warszawie brzmi równie poważnie jak w Reykjaviku.
Źródło: Newseria, PISM
Uwagi
Znacznik czasu. Referendum jest jutro, więc tekst ma sens wyłącznie dziś albo w sobotę rano. W niedzielę trzeba go zastąpić materiałem z wynikiem.
Do sprawdzenia przed publikacją
- Czy referendum jest wiążące, czy konsultacyjne. Materiał tego nie precyzuje, a to zmienia wagę wyniku — zwłaszcza przy tak niewielkiej przewadze.
- Czy obowiązuje próg frekwencji. Przy różnicy rzędu dwóch punktów procentowych to może być element decydujący.
- Skład i barwy polityczne obecnej koalicji rządowej oraz stanowisko premiera przed głosowaniem. Materiał wspomina o umowie koalicyjnej, ale nie mówi, kto rządzi.
- Wielkość prób w sondażach Maskíny i Gallupa.
Wątek nieużyty: islandzka umowa o wolnym handlu z Chinami. To pierwsze takie porozumienie zawarte przez państwo europejskie i warunek jej wypowiedzenia przed akcesją jest sam w sobie tematem — o tym, jak Unia traktuje dwustronne relacje handlowe swoich członków z Pekinem.









