Inspektor w fabryce recyklingu przy taśmach produkcyjnych.

Doświadczenie zawsze popłaca — ale nie wszędzie tak samo. W których zawodach staż podnosi pensję najmocniej?

20.08.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

W dniu, w którym GUS ogłosił zaskakująco wysoki wzrost płac, Polski Instytut Ekonomiczny publikuje analizę odpowiadającą na pytanie ciekawsze niż „ile”: skąd biorą się różnice w wynagrodzeniach. Wbrew intuicji o „Polsce A i B” nierówności płacowe tylko w niewielkim stopniu wynikają z geografii — znacznie więcej różnicuje nas to, kim jesteśmy w pracy i jak długo ją wykonujemy. Wśród 144 przebadanych dużych zawodów nie ma ani jednego, w którym doświadczenie by się nie opłacało — ale rozpiętość jest gigantyczna: od nauczycieli języków obcych, gdzie premia za staż jest największa, po prezesów, u których staż praktycznie nie gra roli. Mediana premii: 14,7 proc.

Geografia znaczy mniej, niż myślimy

Analiza Agaty Mróz z PIE zaczyna się od ustalenia, które podważa potoczną mapę polskich nierówności. Międzynarodowe badanie Bauluza i współautorów (2024), porównujące pięć krajów zachodnich na przestrzeni czterech dekad, wykazało, że różnice w średnich płacach między lokalnymi rynkami pracy — obszarami, w których można szukać zatrudnienia bez przeprowadzki — odpowiadają zaledwie za 2–8 proc. całkowitej wariancji wynagrodzeń. Cała reszta to zróżnicowanie wewnątrz tych rynków: między zawodami, poziomami wykształcenia, wiekiem — i właśnie stażem, który PIE bierze tym razem pod lupę. Polskie analizy (Piotra Szulca i Cezarego Przybyła z PIE) potwierdzały już wcześniej, że to struktura zatrudnienia, a nie lokalizacja, robi różnicę w średnich płacach powiatów.

Mówiąc obrazowo: pielęgniarka z Suwałk i pielęgniarka z Wrocławia różnią się pensją mniej, niż różni się pensja pielęgniarki i informatyka na tej samej ulicy.

Staż popłaca wszędzie — ale skala różni się 200-krotnie

Główne ustalenie analizy jest dwuczęściowe.

Doświadczenie zawsze popłaca — wśród 144 dużych, popularnych zawodów w Polsce nie ma ani jednego, w którym premia za staż pracy byłaby ujemna lub zerowa

— pisze Agata Mróz w Tygodniku Gospodarczym PIE. Ale rozpiętość tej premii jest, jak ujmuje to autorka, skrajna: między zawodem, w którym staż praktycznie się nie liczy (dyrektorzy i prezesi), a tym, w którym liczy się najbardziej (nauczyciele języków obcych), różnica jest ponad 200-krotna.

Kto zyskuje na wysłudze lat najwięcej? Ranking zdominowały edukacja i ochrona zdrowia: nauczyciele języków obcych, naukowcy i nauczyciele akademiccy, dentyści, lekarze, specjaliści technologii żywności, operatorzy maszyn chemicznych, nauczyciele szkół specjalnych, biolodzy i biotechnolodzy, nauczyciele przedmiotów zawodowych oraz wychowawcy w placówkach oświatowych. Na przeciwnym biegunie — zawody, w których dwudziestolatek i weteran zarabiają niemal tyle samo: pracownicy robót wykończeniowych, ochrony fizycznej, kierownicy budów, brukarze, technicy farmacji, pracownicy usług kosmetycznych, duchowni, fryzjerzy i betoniarze.

Drabinka albo rynek: skąd bierze się różnica

Wzorzec, jak zauważa autorka, nie jest przypadkowy. Staż wynagradzany jest tam, gdzie istnieje formalna, skodyfikowana ścieżka awansu — często w sferze budżetowej: stopnie awansu nauczycielskiego, specjalizacje lekarskie, tytuły naukowe. Tam każdy przepracowany rok przesuwa człowieka po widełkach zapisanych w przepisach. Staż traci natomiast znaczenie w zawodach, gdzie rekrutuje się głównie z zewnętrznego rynku i nie ma „drabinki”: fryzjer czy pracownik ochrony konkuruje co do zasady bieżącą stawką rynkową, nie wysługą lat.

Dla pracownika płynie z tego praktyczna nauka: w części zawodów lojalność i cierpliwość są realną inwestycją, w innych jedyną drogą podwyżki jest zmiana pracodawcy albo zawodu — i warto wiedzieć, w której grupie się jest, zanim strategię kariery ułoży za nas przypadek. Dla państwa wniosek jest bardziej dwuznaczny: skodyfikowane drabinki budżetówki z jednej strony nagradzają wierność zawodowi — co przy deficytach nauczycieli i lekarzy jest atutem — z drugiej wiążą płacę z upływem czasu, a nie z jakością pracy. To napięcie wraca zresztą w każdej dyskusji o wynagrodzeniach w oświacie i ochronie zdrowia, także tej, która rozpali się na jesieni przy budżetówkowych negocjacjach.

Jedno jest po tej analizie pewne: mapa polskich nierówności płacowych ma mniej wspólnego z mapą Polski, niż nam się wydaje — a więcej z tabelą zaszeregowania i datą rozpoczęcia pracy.

Źródło: Tygodnik Gospodarczy PIE (Agata Mróz), Bauluz i in. (2024)

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA