Kontener w barwach chińskiej flagi

Chiny po raz pierwszy w historii największym dostawcą towarów do Polski. Niemcy przestały być liderem

05.10.2026
Redakcja
Czas czytania: 4 minut/y

W lipcu 2026 roku Chiny po raz pierwszy w historii były największym dostawcą towarów do Polski, wyprzedzając Niemcy — podał Narodowy Bank Polski. Kończy to trwający około 35 lat okres niemieckiej dominacji w polskim imporcie. Analizę tego przesunięcia opublikował w „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Andreas Mihm, a jej omówienie przedstawiła Deutsche Welle. Według cytowanych w niej ekspertów Warszawa prowadzi wobec Pekinu politykę dwutorową, w której bezpieczeństwo ma pierwszeństwo przed czystą logiką ekonomiczną.

Co pokazują dane

Narodowy Bank Polski ogłosił zmianę w komunikacie z 15 września.

W lipcu 2026 r. po raz pierwszy największym dostawcą towarów do Polski były Chiny, wyprzedzając Niemcy.

— czytamy w komunikacie Narodowego Banku Polskiego.

Bank centralny wskazał, że na przesunięcie w strukturze geograficznej importu wpłynął znaczny wzrost przywozu sprzętu komputerowego, samochodów osobowych i trwałych dóbr konsumpcyjnych. W lipcu import ogółem wzrósł o 14,3 proc., do 143,5 mld zł, a saldo rachunku bieżącego było ujemne i wyniosło 10,4 mld zł.

Według analityków PKO Banku Polskiego, cytowanych przez portal Wiadomości Handlowe, w lipcu import z Chin wzrósł o 28,8 proc. rok do roku, podczas gdy import z Niemiec spadł o 1,8 proc. W ujęciu dwunastomiesięcznym Niemcy pozostają liderem, ale ich przewaga nad Chinami systematycznie maleje.

Trend dłuższy niż jeden miesiąc

Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że lipcowa zmiana wpisuje się w dłuższy proces. Od stycznia do maja 2026 roku eksport towarów z Polski wyniósł 157,6 mld euro i był wyższy o 3,4 proc. rok do roku, a import — 160,6 mld euro, przy wzroście o 3,3 proc. Polska zanotowała w tym okresie deficyt handlowy rzędu 2,9 mld euro, co oznacza w praktyce zrównoważone saldo obrotów.

W ujęciu dwunastomiesięcznym Polska sprowadziła z Chin i z Wietnamu, będącego w pewnym stopniu chińskim zapleczem produkcyjnym, towary o wartości 67 mld euro, podczas gdy z Niemiec — o wartości 71,4 mld euro. Najwyraźniej widać to na rynku samochodowym: jeszcze kilka lat temu Polska praktycznie nie importowała aut z Chin, a wartość takiego przywozu wynosiła 40 mln euro. W dwunastu miesiącach do maja 2026 roku było to już 1,74 mld euro, czyli ponad czterdziestokrotnie więcej i mniej więcej 40 proc. wartości samochodów sprowadzanych z Niemiec. Różnicę tłumaczy struktura: z Niemiec pochodzą głównie auta z wyższej półki, chińskie są tańsze.

Zmiana nie oznacza załamania niemieckiego eksportu do Polski. Jak podaje „FAZ” za danymi Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki, w pierwszej połowie roku wzrósł on o 9,2 proc., do 53,8 mld euro. To znacznie więcej niż niemiecki eksport do Chin, który wyniósł 36,3 mld euro i spadł o 12,2 proc.

Ekonomiści cytowani przez niemiecki dziennik oceniają, że lipcowa zmiana na szczycie listy dostawców wynikała z czynników jednorazowych. Autor artykułu uznaje ją mimo to za sygnał powolnego, ale stałego wzrostu znaczenia Chin w deficytowym polskim handlu zagranicznym.

Bezpieczeństwo przed ekonomią

Pekin, utrzymujący współpracę z Rosją, nie ma w Polsce mocnej pozycji politycznej. Polski rząd, jak zauważa „FAZ”, czuje się zagrożony przez Rosję i stawia bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Dlatego chińska technologia komunikacyjna została wykluczona z kraju na mocy przepisów określanych jako Lex Huawei, a samochody chińskich producentów nie mogą wjeżdżać do polskich baz wojskowych.

Jednocześnie Polska rozwija kontakty z Tajwanem — w tym w dziedzinie handlu dronami, produkcji półprzewodników i samochodów elektrycznych. Wskazuje na to w najnowszym raporcie Konrad Szatters z praskiej międzynarodowej grupy eksperckiej China Observers in Central and Eastern Europe.

Druga strona bilansu wygląda inaczej. Przez Polskę przechodzi 90 proc. kolejowego transportu towarowego z Chin do Unii Europejskiej. Pociągi, z których wiele kończy trasę w Duisburgu, przyjeżdżają przez Rosję i Białoruś. Według Szattersa to biznes wart 25 miliardów euro rocznie. Polska nie ma jednak większych skrupułów, by go wstrzymać, gdy wymaga tego sytuacja polityczna — jesienią ubiegłego roku Warszawa zamknęła ruch na granicy z Białorusią na prawie dwa tygodnie w odpowiedzi na manewry wojskowe w pobliżu swojej granicy.

Handel z Chinami stale rośnie, a Warszawa nie ma zamiaru go ograniczać. Jednak czysta logika ekonomiczna nie dyktuje już tonu polityki.

— ocenia Konrad Szatters, analityk China Observers in Central and Eastern Europe.

Siła gospodarcza i jej granice

Zdaniem „FAZ” Polska może sobie na taką politykę pozwolić, bo rząd działa z pozycji siły gospodarczej. Dziennik wskazuje na wzrost PKB na poziomie 3,9 proc. w pierwszej połowie roku, zaznaczając jednak, że po mocnym drugim kwartale widać oznaki spowolnienia. Tempo wzrostu w przemyśle, budownictwie i płacach w lipcu i sierpniu było poniżej oczekiwań, wzrosły za to ceny producentów. Inflacja w sierpniu wyniosła 3,4 proc., głównie z powodu wysokich cen energii — znacznie powyżej celu banku centralnego.

Słabnie też popyt konsumpcyjny, który w ostatnich latach napędzał gospodarkę. Adam Antoniak z banku ING zwrócił w rozmowie z niemieckim dziennikiem uwagę, że konsumenci zgromadzili spore oszczędności, a wyższy wskaźnik oszczędności daje pole manewru na przyszłe zakupy. Pewnym impulsem dla konsumpcji może być planowana przez rząd reforma podatkowa, która jednak nie podoba się firmom ze względu na planowane podwyższenie podatku od osób prawnych.

Ostrzeżenia przed kacem

Większe zagrożenia dla polskiej gospodarki niemiecki dziennik widzi w polityce wydatkowej i tempie zadłużania się państwa. Przedstawiony właśnie budżet na rok 2027, podobnie jak w latach 2025 i 2026, opiera się na deficycie przekraczającym 7 proc. szybko rosnącego PKB. Eksperci Erste Group, cytowani przez gazetę, krytykują, że mimo wysokich wpływów podatkowych gospodarka nie jest w stanie wyrosnąć z rosnącego zadłużenia, a dług rośnie w samym środku ożywienia gospodarczego.

Agencja ratingowa Moody’s obniżyła 18 września rating Polski z A2 do A3, zmieniając jednocześnie perspektywę z negatywnej na stabilną. To pierwsza obniżka ratingu Polski dokonana przez tę agencję — poprzedni raz zmieniała ocenę w tym kierunku 24 lata wcześniej. Decyzja zrównała ocenę Moody’s z ratingami Fitch i S&P. Agencja wskazała na trwałe pogorszenie kondycji fiskalnej kraju i prognozuje deficyt sektora finansów publicznych na poziomie około 7 proc. PKB w latach 2026 i 2027 oraz wzrost długu do 68,9 proc. PKB.

Niektórzy analitycy spekulują, że najpóźniej od 2028 roku kolejny rząd będzie musiał skonsolidować budżet. Wtedy bowiem przekroczone zostaną nie tylko wszystkie limity zadłużenia ustalone przez Unię Europejską, ale także zapisany w konstytucji i liczony inaczej limit 55 proc. Oznaczałoby to drastyczną redukcję zadłużenia najpóźniej od 2029 roku, czyli rezygnację z nowych kredytów — co zdaniem ekonomistów doprowadziłoby do ograniczenia aktywności gospodarczej.

Źródło: „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, Deutsche Welle, NBP

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA