Chcą skończyć z „monopolem BIK”. Czy czeka nas rewolucja w sposobie oceniania zdolności kredytowej?
Poseł Janusz Kowalski rzucił wyzwanie Biuru Informacji Kredytowej (BIK), proponując zmiany, które mogą wpłynąć na sposób, w jaki Polacy uzyskują kredyty. Wcześniej Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) wszczął postępowanie w sprawie praktyk BIK, które mogą ograniczać konkurencję i działać na niekorzyść konsumentów. Czy ambitne pomysły opozycji i działania UOKiK doprowadzą do reformy systemu oceny zdolności kredytowej, czy pozostaną jedynie w sferze deklaracji?
Zobacz też: BIK obniża zdolność kredytową za same zapytania? UOKiK wszczyna postępowanie
Biuro Informacji Kredytowej (BIK) to polska instytucja gromadząca i przetwarzająca dane o historii kredytowej osób i firm. Tworzy raporty i scoring kredytowy, które banki wykorzystują do oceny zdolności kredytowej klientów. BIK rejestruje m.in. spłaty kredytów, zadłużenie i zapytania kredytowe. To spółka akcyjna, której większościowym akcjonariuszem jest Związek Banków Polskich (ZBP), a udziałowcami są głównie banki komercyjne. Działa na zasadach komercyjnych, choć podlega nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) w zakresie przestrzegania przepisów o ochronie danych.
Chcą skończyć z monopolem BIK
Poseł PiS Janusz Kowalski ogłosił na portalu X, że wraz z wicepremierem Jackiem Sasinem pracuje nad „likwidacją monopolu” Biura Informacji Kredytowej.
Kowalski, krytykując obecny system kontrolowany przez Związek Banków Polskich (ZBP), podkreśla, że monopol BIK ogranicza konkurencyjność na rynku kredytowym i zwiększa koszty dla Polaków.
Pomysły Kowalskiego obejmują kilka potencjalnych rozwiązań. Wśród nich jest publiczny rejestr informacji kredytowej, inspirowany systemami w Niemczech czy Austrii, który miałby być bardziej transparentny. Poseł proponuje także zarządzanie danymi kredytowymi przez urząd zaufania publicznego, taki jak NBP, KNF lub nowa instytucja pod społeczną kontrolą.
Na tym nie koniec. Kolejnym pomysłem jest
zintegrowana platforma finansowa (np. w ePUAP lub mObywatel). Jedno miejsce do wglądu w historię ZUS, CEIDG / KAS, rachunki i płatności, terminowość opłat i podatków.
Propozycje przedstawione przez posła opozycyjnego PiSu, choć ambitne, pozostają na razie w fazie konsultacji społecznych.
Obniżanie scoringu za samo zapytanie
Niezależnie od działań opozycji, UOKiK prowadzi postępowanie wyjaśniające w sprawie zasad scoringu kredytowego stosowanych przez BIK. 12 marca bieżącego roku prezes urzędu Tomasz Chróstny stwierdził:
Racjonalny konsument, chcący uzyskać najkorzystniejsze warunki np. kredytu hipotecznego, składa zapytania kredytowe w kilku bankach. Czasami jednak nie zdaje sobie sprawy, że każde kolejne zapytanie może obniżyć jego ocenę punktową w scoringu, niezależnie od tego, czy w ogóle otrzymał kredyt.
Postępowanie wszczęto po skargach konsumentów, którzy zauważyli, że wielokrotne zapytania negatywnie wpływają na ich zdolność kredytową.
BIK w odpowiedzi zapewnia, że „zapytania o ten sam rodzaj kredytu (np. hipoteczny), złożone w ciągu 14 dni, są traktowane jak jedno”, a scoring kredytowy opiera się głównie na historii spłaty zobowiązań. Jednak przypadki, takie jak ten analizowany przez UOKiK, gdzie klient poszukujący kredytu konsolidacyjnego otrzymał niższą ocenę z powodu zapytań rozłożonych w czasie, budzą uzasadnione wątpliwości. Chróstny zauważył:
Takie działanie przy ocenie zdolności kredytowej jest trudne do wytłumaczenia i może służyć innym celom niż wyłącznie ocena wiarygodności klienta.
Minister Pełczyńska-Nałęcz zabiera głos
Sprawa scoringu kredytowego zyskała rozgłos po wpisie minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z 12 marca:
Banki mają informacje o tym, że składamy zapytania kredytowe także w innych bankach. W systemie widzą, ile złożyliśmy tych zapytań. Najbardziej kuriozalne jest to, że liczba zapytań obniża ocenę kredytową klienta. To bardzo zły mechanizm.
Eksperci zauważają, że problem nie jest nowy – mechanizm scoringu kredytowego funkcjonuje od lat, ale jego przejrzystość i sprawiedliwość budzą coraz większe wątpliwości. Konsumenci, szczególnie ci poszukujący kredytów hipotecznych, często nie zdają sobie sprawy, że porównywanie ofert może obniżyć ich zdolność kredytową. To stawia ich w trudnej sytuacji, gdzie dążenie do znalezienia najlepszej oferty kredytowej może przynieść odwrotny skutek.
Czy nadejdą zmiany?
Zaproponowany przez Kowalskiego publiczny rejestr informacji kredytowej mógłby zwiększyć transparentność i ograniczyć monopol BIK, dając konsumentom większą kontrolę nad ich danymi. Zarządzanie przez niezależną instytucję, taką jak NBP czy KNF, mogłoby dodatkowo zapewnić społeczną kontrolę nad systemem. Z kolei zintegrowana platforma finansowa w ramach ePUAP lub mObywatel mogłaby ułatwić Polakom dostęp do informacji o ich finansach, od historii ZUS po terminowość opłat.
Jednak jako polityk opozycji, Kowalski ma ograniczony wpływ na wprowadzenie tych zmian. Propozycje wymagają poparcia większości sejmowej, co w obecnej konfiguracji politycznej może być trudne. Ponadto, jak zauważają analitycy, każda zmiana w systemie informacji kredytowej musi być starannie zaprojektowana, aby nie zagrozić stabilności sektora finansowego. Konsultacje społeczne, do których zachęca poseł, mogą pomóc w dopracowaniu pomysłów, ale ich realizacja pozostaje niepewna.
Postępowanie UOKiK jest bardziej konkretnym krokiem niż propozycje opozycji. Jeśli urząd potwierdzi, że obecny model scoringu kredytowego ogranicza konkurencję lub szkodzi konsumentom, może nakazać zmiany w zasadach oceny zdolności kredytowej, wprowadzić nowe regulacje dotyczące zapytań kredytowych lub nałożyć kary finansowe na instytucje stosujące antykonkurencyjne praktyki.
Jeśli UOKiK potwierdzi swoje podejrzenia, może podjąć działania naprawcze
– czytamy w komunikacie urzędu.
Eksperci wskazują, że postępowanie UOKiK może zmusić BIK do większej transparentności i zmiany zasad scoringu. Na przykład ograniczenie wpływu wielokrotnych zapytań na zdolność kredytową mogłoby ułatwić konsumentom porównywanie ofert bankowych bez ryzyka obniżenia punktacji.









