Lekarz sprawdza czas na zegarku w szpitalu

Ani podpis, ani weto. Nawrocki zamraża „lex szarlatan” w Trybunale i ogłasza własną ustawę

20.08.2026
Redakcja
Czas czytania: 3 minut/y

Prezydent Karol Nawrocki skierował w czwartek ustawę „lex szarlatan” do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej — co oznacza, że przepisy o karach do miliona złotych za praktyki pseudomedyczne nie wejdą w życie, dopóki TK nie orzeknie o ich zgodności z konstytucją. Prezydent nie kwestionuje celu ustawy — „państwo musi chronić pacjentów przed oszustami, którzy żerują na chorobie i ludzkim strachu” — lecz środki: wykonywanie kar przed prawomocnym wyrokiem i jednoosobowe decyzje urzędnika o tym, co jest dezinformacją medyczną. Równolegle zapowiedział własny projekt nowelizacji Kodeksu karnego wymierzony w szarlatanów. Premier Tusk zareagował ostro: „Zamiast po stronie chorych, stanął po stronie szarlatanów”.

Trzecia droga zamiast dylematu

Do ostatniej chwili spór o „lex szarlatan” opisywano jako wybór zero-jedynkowy: podpis (czego chcieli lekarze, onkolodzy i resort zdrowia) albo weto (o co apelowały środowiska medycyny naturalnej, część organizacji pacjenckich i Ordo Iuris, wskazując na ryzyko cenzury i uznaniowości). Prezydent wybrał wariant trzeci — wniosek do TK przed podpisaniem. Praktyczny skutek jest jednak bliski zamrożeniu: ustawa nie wejdzie w życie do czasu orzeczenia Trybunału, a terminu rozprawy nikt dziś nie zna.

Nawrocki, ogłaszając decyzję po konsultacjach w Pałacu z przedstawicielami zawodów medycznych, Rzecznikiem Praw Pacjenta, organizacjami pacjentów i biznesu, rozdzielił cel od metody.

Państwo musi chronić pacjentów przed oszustami, którzy żerują na chorobie i ludzkim strachu

— zastrzegł prezydent, by zaraz dodać, że ustawa w obecnym brzmieniu budzi wątpliwości konstytucyjne. Wskazał dwie główne. Po pierwsze, prawo do obrony: ustawa pozwala wykonywać kary i blokady stron internetowych przed prawomocnym wyrokiem, przez co późniejsza kontrola sądowa staje się iluzoryczna — „przedsiębiorca może zbankrutować, zanim doczeka się sądu”. Po drugie, tryb: o tym, co jest dezinformacją medyczną, rozstrzygałby jednoosobowo urzędnik, bez gwarancji udziału niezależnych ekspertów — co według prezydenta może godzić w wolność działalności gospodarczej, zasadę proporcjonalności oraz swobodę debaty naukowej i badań.

Najmocniej zabrzmiał zarzut o nadmiarowość definicji:

Do jednej grupy, tak zwanych szarlatanów, rząd zakwalifikował realnie zagrażających, szkodzących zdrowiu szaleńców oraz tysiące polskich firm i osób, zajmujących się zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną

— ocenił Nawrocki. To echo liczb z rządowej oceny skutków regulacji, o których pisaliśmy wczoraj: w Polsce zarejestrowanych jest blisko 40 tys. działalności paramedycznych, a kryteria praktyk pseudomedycznych może spełniać od kilku do kilkunastu tysięcy — granica między jednymi a drugimi przebiega właśnie przez definicje, które zakwestionował prezydent.

Prezydencka kontrpropozycja: Kodeks karny zamiast Rzecznika

Nowością jest zapowiedź własnej inicjatywy ustawodawczej. Prezydent poinformował, że przygotował projekt nowelizacji Kodeksu karnego przeciw szarlatanom — jak mówił, „realne, skuteczne i przede wszystkim bezpieczne dla demokracji rozwiązanie”, z Rzecznikiem Praw Pacjenta włączonym do postępowania. Filozofia jest odwrotna niż w ustawie rządowej: zamiast administracyjnych kar nakładanych przez urząd — odpowiedzialność karna orzekana przez sądy, z pełnymi gwarancjami procesowymi. Szczegółów projektu na razie nie znamy; jego losy będą zależeć od parlamentu, w którym większość ma koalicja autorki zamrożonej właśnie ustawy.

Reakcja rządu była natychmiastowa. „Trudno w to uwierzyć, ale Karol Nawrocki zablokował ustawę chroniącą pacjentów przed oszustami, wyłudzeniami i groźnymi niesprawdzonymi terapiami. Zamiast po stronie chorych, stanął po stronie szarlatanów” — napisał premier Donald Tusk.

Co to oznacza dla pacjentów — i dla sprawy „pereł księżniczki”

W praktyce wszystko zostaje po staremu: Rzecznik Praw Pacjenta nadal może działać wyłącznie wobec podmiotów leczniczych, a naturopaci, biorezonans i „terapie”, takie jak głośna sprawa tamponów ziołowych zalecanych pacjentce z rakiem jajnika, pozostają poza jego zasięgiem — do czasu orzeczenia TK albo uchwalenia którejś z konkurencyjnych regulacji. Spór przesuwa się na dwa nowe pola: do Trybunału, gdzie rząd i prezydent zderzą się o konstytucyjność, i do Sejmu, gdzie prezydencki projekt karny przetestuje, czy obóz rządzący zechce procedować rozwiązanie z Pałacu.

Dla obu stron sporu jest w tej decyzji coś i nic: zwolennicy regulacji nie dostali przepisów, ale dostali deklarację, że problem wymaga ustawy; przeciwnicy nie dostali weta, ale zyskali czas i trybunalski test definicji, przed którymi ostrzegali. Pacjenci — jak to pacjenci w polskich sporach ustrojowych — dostali poczekalnię.

Źródło: KPRP/wystąpienie prezydenta, TVN24, WP

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA