40 proc. sieci w UE ma ponad 40 lat. Rachunek za modernizację idzie w setki miliardów euro
Popyt na energię elektryczną rósł w ostatniej dekadzie dwukrotnie szybciej niż ogólny popyt na energię, a postępująca elektryfikacja wymusi do 2035 roku wymianę lub budowę 25 mln km linii na świecie — wynika z szacunków Międzynarodowej Agencji Energii przytoczonych przez Adama Juszczaka w „Tygodniku Gospodarczym” Polskiego Instytutu Ekonomicznego. W Unii Europejskiej 40 proc. sieci ma ponad 40 lat, a koszt ich modernizacji Komisja Europejska wyceniła na 584 mld euro do 2030 roku. W Polsce same Polskie Sieci Elektroenergetyczne planują inwestycje za 66 mld zł, a wnioski operatorów o wsparcie z KPO sięgnęły 150 mld zł — ponad dwukrotności dostępnej puli.
25 mln km nowych linii, trzy czwarte poza bogatym Zachodem
Według MAE rosnąca elektryfikacja gospodarek przekłada się na konieczność zwiększenia przepustowości sieci o 30 proc. do 2035 roku, co oznacza wymianę lub budowę 25 mln km linii. Aż 75 proc. tych potrzeb przypada na kraje rozwijające się, a 25 proc. na gospodarki rozwinięte. Agencja od lat wskazuje niedoinwestowanie sieci przesyłowych i dystrybucyjnych jako jedno z największych wyzwań globalnej transformacji energetycznej.
Skalę zjawiska ilustrują zapowiedzi największych operatorów. State Grid Corporation of China, największy operator na świecie, zapowiedział zainwestowanie 574 mld dolarów w sieci dystrybucyjne i przesyłowe do 2030 roku — o 40 proc. więcej niż w okresie 2021–2025. Dla USA szacunki są mniej jednorodne ze względu na rozproszenie operatorów, ale prognozy oparte na scenariuszu wysokiej elektryfikacji Princeton Net Zero wskazują nawet na 2,4–3,7 bln dolarów do 2050 roku.
Europa: 40 proc. sieci starszych niż 40 lat
Wąskie gardło w postaci sieci dostrzegła także Komisja Europejska. Według przyjętego w listopadzie 2023 roku Grid Action Plan 40 proc. sieci w UE jest starszych niż 40 lat, a modernizację i budowę nowych połączeń — w tym transgranicznych — wyceniono na 584 mld euro do 2030 roku.
Na potrzeby wskazują też indywidualne plany operatorów państw członkowskich. Włoska Terna przewiduje inwestycje w wysokości 25 mld euro do 2035 roku, szwedzki Svenska kraftnät w planach rozwoju sieci na lata 2026–2035 wskazuje około 21 mld euro (225 mld koron), francuski RTE zapowiada 40 mld euro do 2040 roku, a niemiecka Federalna Agencja Sieci — 110 mld euro w latach 2024–2033 i kolejne 320 mld euro do 2045 roku.
Polska: plan za 66 mld zł i wnioski na 150 mld zł
Rozbudowa i modernizacja sieci elektroenergetycznych jest jedną z najistotniejszych potrzeb polskiej energetyki na nadchodzące lata. Polskie Sieci Elektroenergetyczne w planie rozwoju do 2036 roku zapowiadają budowę 5000 km torów nowych linii 400 kV, 30 nowych stacji elektroenergetycznych oraz rozbudowę lub modernizację 110 istniejących stacji — szacunkowy koszt tych inwestycji to 66 mld zł.
Do tego dochodzą sieci dystrybucyjne, za które odpowiadają operatorzy. Tylko z Funduszu Wsparcia Energetyki, będącego częścią KPO, podpisano umowy na wsparcie w wysokości 61 mld zł, co ma się przełożyć na budowę 87 tys. km sieci i modernizację blisko 60 tys. km istniejącej infrastruktury. Skala potrzeb jest jednak wyraźnie większa: wnioski składane w programie sięgały 150 mld zł. Na zbyt niskie nakłady na sieci w ostatnich latach wskazywała też kontrola Najwyższej Izby Kontroli z 2024 roku.
Brak wystarczającej modernizacji i rozbudowy sieci grozi zarówno dalszymi opóźnieniami w przyłączaniu nowych mocy, jak i wyższym ryzykiem przerw w dostawach energii elektrycznej, co w praktyce może uczynić z sieci wąskie gardło transformacji energetycznej
— czytamy w analizie Adama Juszczaka w „Tygodniku Gospodarczym” PIE.
W debacie o energetyce spieramy się o źródła — atom czy wiatr, węgiel czy gaz — a tymczasem najtwardszą barierą okazuje się infrastruktura, o której nie dyskutuje nikt poza branżą: słupy, transformatory i kilometry kabli. To inwestycje, których rynek sam z siebie nie sfinansuje i nie przyspieszy, bo ich horyzont liczy się w dekadach, a zwrot jest regulowany — innymi słowy, to klasyczne zadanie dla państwa planującego na pokolenia, nie na kwartały. Polska ma tu zresztą szansę przemysłową, nie tylko koszt: dziesiątki miliardów złotych wydawane na kable, stacje i transformatory mogą zasilić krajowych producentów i stworzyć miejsca pracy w przemyśle — albo odpłynąć w imporcie. Różnica między wnioskami na 150 mld zł a pulą 61 mld zł pokazuje zaś uczciwie, że kołdra jest krótka: jeśli sieci rzeczywiście są wąskim gardłem transformacji, to o tempie polskiej elektryfikacji zdecyduje nie liczba paneli i wiatraków, lecz to, czy państwo potraktuje zwykły drut jak inwestycję strategiczną.
Źródło: Tygodnik Gospodarczy Polskiego Instytutu Ekonomicznego








