Wojna handlowa USA z UE uderzy w polską gospodarkę
Cła wprowadzane przez administrację Donalda Trumpa na towary z Unii Europejskiej mogą znacząco wpłynąć na kondycję polskiej gospodarki, mimo że bezpośredni eksport Polski do USA nie jest dominujący. Stany Zjednoczone pozostają jednak kluczowym odbiorcą polskiej wartości dodanej – drugim po Niemczech – co potwierdzają analizy Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE). Eksperci ostrzegają, że eskalacja wojny handlowej przyniesie straty nie tylko Polsce i UE, ale także samym Stanom Zjednoczonym.
Stany Zjednoczone są drugim partnerem Polski, jeśli chodzi o eksport wartości dodanej, więc są naszym istotnym partnerem i rzeczywiście cła nakładane przez Stany Zjednoczone na Unię Europejską będą miały wpływ na polską gospodarkę. Te na stal i aluminium, a także w sektorze motoryzacyjnym mogą łącznie doprowadzić do spadku polskiego PKB o 0,12–0,15 proc. PKB. Najbardziej negatywny możliwy scenariusz, czyli cła wyłącznie na Unię Europejską w wysokości 25 proc., mógłby doprowadzić do spadku polskiego PKB o około 0,4 proc. Ten wpływ przede wszystkim będzie miał znaczenie przez kanały pośrednie, nie tylko eksport bezpośredni do Stanów Zjednoczonych, ale i inne państwa na świecie. Do USA polska wartość dodana trafia też przez Meksyk czy Kanadę
– mówi Marek Wąsiński, kierownik zespołu gospodarki światowej w PIE.
W 2023 roku popyt finalny USA odpowiadał za 2,6 proc. polskiego PKB i około 3 proc. zatrudnienia. Większość tych powiązań (57 proc.) wynika z eksportu pośredniego, realizowanego m.in. przez Niemcy, Meksyk i Kanadę. Bezpośredni eksport do USA plasuje Stany na ósmym miejscu wśród partnerów handlowych Polski, osiągając w 2024 roku wartość 12,6 mld dolarów (wzrost o 6,3 proc. rok do roku), co stanowi 3,3 proc. całkowitego eksportu towarów. Kluczowe są tu sektory maszynowy oraz silników turboodrzutowych i turbośmigłowych. Eksport usług w 2023 roku wyniósł 10,4 mld dolarów, będąc równie istotnym elementem wymiany handlowej.
Możliwe scenariusze
PIE przeanalizował trzy scenariusze wpływu ceł na polską gospodarkę.
Przeanalizowaliśmy trzy scenariusze, ten, z którym mieliśmy do czynienia do 3 kwietnia, czyli cła na stal i aluminium oraz cła na Chiny w wysokości 20 proc. Drugim scenariuszem, który analizowaliśmy, jest rozszerzenie tych ceł o sektor motoryzacyjny w wysokości 25 proc., a także sytuację, w której Unia Europejska i inne państwa na świecie odpowiedziały na cła amerykańskie, w sektorze motoryzacyjnym również w wysokości 25 proc. Trzeci scenariusz, gdyby Stany Zjednoczone nałożyły cła wyłącznie na Unię Europejską w wysokości 25 proc. W tym scenariuszu właśnie największe potencjalne straty polskiej gospodarki wynosiłyby 0,4 proc. PKB
– wyjaśnia Marek Wąsiński.
Najgorszym okazał się scenariusz pełnej wojny handlowej między USA a UE, gdzie cła Trumpa spotkałyby się z odwetem, prowadząc do spadku polskiego PKB o 0,43 proc. Przyczyną są zakłócenia w łańcuchach dostaw, wzrost kosztów produkcji, mniejsza dostępność rynków zbytu oraz niepewność gospodarcza. W łagodniejszych scenariuszach spadek PKB szacowany jest na 0,11–0,15 proc., ale każdy z nich potwierdza negatywne skutki ceł.
Sektory pod presją
Najbardziej z perspektywy tych ceł, z którymi mamy obecnie do czynienia, zagrożony może być sektor wydobywczy, ale także odczuje ten wpływ między innymi sektor motoryzacyjny. Chociaż ze względu na bardziej elastyczne formy dostaw, jeśli chodzi o jego eksport, to on ucierpi w mniejszym stopniu. Skala współpracy Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi jest tak duża, że straty poniesie cała Unia. Na dobrą sprawę też Stany Zjednoczone bardzo mocno same negatywnie odczują cła, ponieważ pogarszają warunki prowadzenia biznesu, a także pogarszają warunki dla konsumentów, więc należy się spodziewać wzrostu cen w Stanach Zjednoczonych
– przewiduje Wąsiński.
Eskalacja konfliktu handlowego
Donald Trump, zaprzysiężony 20 stycznia 2025 roku jako 47. prezydent USA, szybko wprowadził nowe taryfy: 4 lutego nałożono 10-proc. cło na import z Chin (z odwetem Chin 10 lutego), a miesiąc później kolejne 10 proc. oraz 25-proc. cła na towary z Kanady i Meksyku (z wyjątkiem produktów USMCA od 12 marca). Od 12 marca obowiązują 25-proc. cła na stal i aluminium, a od końca marca – na samochody i ich części. 2 kwietnia Trump ogłosił „cła odwetowe” – 10 proc. bazowo, ale 20 proc. dla UE i 34 proc. dla Chin. Chiny odpowiedziały 34-proc. cłami na towary z USA, które wejdą w życie 10 kwietnia.
Teoretycznie część produktów na rynku międzynarodowym może być tańsza, ze względu na to, że nie mogą trafić na rynek amerykański i będą szukać innych rynków zbytu. Jednak cła dotykają w dużej mierze też gospodarki chińskiej, z tej perspektywy jej nadprodukcja może być też ryzykowna dla europejskiej gospodarki. Należy więc rozważyć, na ile Unia Europejska będzie musiała chronić swój rynek przed potencjalnym zalewem tańszych produktów na rynku międzynarodowym, na przykład jeśli chodzi o stal czy aluminium
– wskazuje Wąsiński.
W piątek rynki akcji w USA, Europie i Azji zanotowały spadki. Inwestorzy czekają na reakcję UE, a wojna handlowa między sojusznikami rysuje się jako kosztowny konflikt dla wszystkich stron.









