Uchodźcy z Ukrainy w Polsce. Ekspert analizuje ich rzeczywisty wpływ na naszą gospodarkę
Tegoroczny raport Deloitte, przygotowany na zlecenie ONZ-owskiej agendy ds. uchodźców (UNHCR), wzbudził sporo emocji w mediach i wśród komentatorów. Kluczową liczbą, która przyciąga uwagę, jest 2,7% wzrostu PKB, jaki mają wnosić do polskiej gospodarki uchodźcy z Ukrainy, którzy przybyli do kraju po lutym 2022 roku. Czy jednak ta liczba rzeczywiście świadczy o przełomowym wpływie uchodźców na gospodarkę? Jak zauważa Michał Ciesielski, ekonomista z Centrum Myśli Gospodarczej, „informacja, że dodatkowa liczba mieszkańców powoduje większą produkcję dóbr i usług na jakimś terytorium, nie jest jakimś odkryciem”. Przyjrzyjmy się zatem, co tak naprawdę kryje się za tymi szacunkami i jakie są ich ograniczenia.
Więcej ludzi, więcej produkcji?
Na pierwszy rzut oka liczba 2,7% wzrostu PKB wydaje się imponująca. Sugeruje, że uchodźcy z Ukrainy znacząco przyczynili się do rozwoju polskiej gospodarki. Jednak, jak podkreśla Michał Ciesielski, „dowiadujemy się jedynie, że w Polsce wyprodukowano o ok. 1/37 więcej, niż gdyby uchodźców w niej nie było”.
Dlaczego 1/37? Liczba uchodźców zarejestrowanych w systemie PESEL UKR nieznacznie przekracza 1 milion, podczas gdy populacja Polski (bez uchodźców) wynosi ponad 37 milionów. Ich udział w populacji jest więc proporcjonalny do oszacowanego wkładu w PKB, co oznacza, że gospodarka powiększyła się głównie z powodu większej liczby mieszkańców, a nie dzięki nagłemu skokowi produktywności.
Ciesielski obrazowo porównuje tę sytuację do hipotetycznego połączenia Polski z Madagaskarem.
PKB Rzeczypospolitej Polskiej rośnie o dotychczasową wartość PKB Madagaskaru. […] Oczywiście, w realnej gospodarce nic się nie zmienia. Żaden Polak dzięki tej zmianie prawnej nie stał się bogatszy
– tłumaczy. Podobnie w przypadku uchodźców: wzrost PKB jest efektem statystycznym, a nie realnym wzbogaceniem społeczeństwa. PKB per capita, czyli produktu krajowego brutto na mieszkańca, wzrosło według raportu jedynie o 0,2%, co potwierdza, że wpływ uchodźców na gospodarkę jest proporcjonalny do ich liczby, a nie wynikiem jakiejś nadzwyczajnej efektywności.
Jak modelować wpływ uchodźców?
Raport Deloitte opiera swoje szacunki na modelu równowagi ogólnej, który przelicza zasoby gospodarki na wytwarzany produkt, mierzony PKB. Modele te, choć skomplikowane, opierają się na założeniach, które mogą nie w pełni odzwierciedlać rzeczywistość. Jak zauważa Ciesielski, „tego typu wkład poszczególnych czynników produkcji do PKB można raczej szacować niż mierzyć”. Autorzy raportu przyjęli, że napływ uchodźców zwiększył produktywność pracy o 1,5-2%, aby model nie wykazywał spadku płac ani wzrostu bezrobocia, co byłoby sprzeczne z danymi empirycznymi.
W modelu przyjęto wstrząs krańcowej produktywności pracy w wysokości 1,5-2% w zależności od roku, tak aby zniwelować wpływ ukraińskich uchodźców na stopę bezrobocia w gospodarce
– piszą autorzy raportu.
Problem w tym, że ten „wstrząs produktywności” jest w dużej mierze czynnikiem X, który nie został precyzyjnie zdefiniowany. Ciesielski krytykuje to podejście:
Parametr ‘produktywności’ służy tutaj jako taki niedookreślony ‘czynnik X’, pod którym tak naprawdę nie wiemy, co się kryje
Może to być lepsza organizacja pracy, mniej przestojów czy szybsze łącza internetowe, ale raport nie precyzuje źródła tego wzrostu.
Czy uchodźcy podnoszą płace i zatrudnienie?
Autorzy raportu próbują uzasadnić swoje założenia, wskazując na cztery zjawiska: rosnącą stopę zatrudnienia, spadającą stopę bezrobocia, korelację między obecnością uchodźców a wzrostem płac oraz przechodzenie Polaków do lepiej płatnych zawodów. Jednak Ciesielski podkreśla, że te argumenty są dyskusyjne. Na przykład wzrost zatrudnienia w Polsce, szczególnie wśród kobiet, był obserwowany już przed 2022 rokiem.
Stopa zatrudnienia rosła w Polsce przez wiele kwartałów przed wybuchem wojny na Ukrainie
– zauważa ekonomista. W 2019 roku wynosiła dla kobiet 65%, w II kwartale 2022 roku – 70,2%, a pod koniec 2024 roku – 72,9%. Trudno więc przypisać ten trend wyłącznie uchodźcom.
Podobnie korelacja między obecnością uchodźców a wyższymi płacami budzi wątpliwości. Raport sugeruje, że większy udział uchodźców w sile roboczej zwiększa płace Polaków o 0,7% na każdy 1% wzrostu ich udziału. Jednak Ciesielski wskazuje, że „autorzy zastrzegają, że należy podchodzić ostrożnie do tej interpretacji, gdyż użyte zmienne instrumentalne mogą nie być dostatecznie niezależne”.
Co więcej, inne badania, takie jak analiza Gromadzki i Lewandowski (2022), nie potwierdzają wpływu uchodźców na zatrudnienie czy bezrobocie. Bardziej prawdopodobne jest, że uchodźcy osiedlają się tam, gdzie rynek pracy jest już silny.
Inne czynniki pominięte w raporcie
Krytyka raportu Deloitte nie ogranicza się do założeń modelowych. Ciesielski zwraca uwagę, że autorzy nie uwzględnili innych czynników, które mogły wpłynąć na rynek pracy w Polsce. Przykładem jest reforma podatkowa „Polski Ład” z 2022 roku, która obniżyła klin podatkowy dla najniższych wynagrodzeń, co mogło zwiększyć zatrudnienie.
Naturalną konsekwencją mniejszego opodatkowania pracy powinien być wzrost zatrudnienia, który autorzy raportu zamiast tego przypisują przyjazdowi uchodźców
– podkreśla ekonomista. Brak analizy alternatywnych wyjaśnień osłabia wiarygodność szacunków Deloitte.
Ponadto raport pomija długoterminowe trendy, takie jak wzrost płacy minimalnej, który szczególnie wpływa na najniżej płatne zawody. Dane GUS i ZUS pokazują, że odsetek Polaków zarabiających mniej niż 4 tys. zł miesięcznie spadł, ale zjawisko to wpisuje się w szerszy trend wzrostu wynagrodzeń, a nie jest wyłącznie efektem napływu uchodźców.
Ostrożność w interpretacji
Podsumowując, szacunki Deloitte dotyczące 2,7% wzrostu PKB dzięki uchodźcom z Ukrainy opierają się na kruchych podstawach. Jak zauważa Michał Ciesielski, „interpretacja autorów z Deloitte o skokowym wzroście produktywności pracy na zakładanym poziomie zbudowana jest na bardzo wątłych podstawach”. Liczba ta jest bardziej optymistycznym szacunkiem niż twardym dowodem. Co więcej, inne analizy, takie jak raport Narodowego Banku Polskiego, wskazują, że napływ uchodźców może wręcz obniżać produktywność, zniechęcając firmy do inwestowania w nowe technologie.
Wpływ uchodźców na polską gospodarkę jest niezaprzeczalny, ale jego skala i charakter wymagają bardziej wnikliwej analizy. Zamiast entuzjastycznych nagłówków o „zbawicielach gospodarki”, warto podejść do tematu z większą świadomością statystycznych i modelowych ograniczeń. Jak pokazuje przykład Ciesielskiego, liczby, które wzbudzają emocje, często kryją za sobą bardziej złożoną rzeczywistość.
Źródło: Centrum Myśli Gospodarczej









