Salowe i opiekunki z dramatycznym apelem. Kolejny szpital chce outsourcować personel pomocniczy
W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 3 w Rybniku trwa cicha rewolucja, która może zepchnąć na margines tych, bez których placówka nie dałaby rady działać: opiekunki medyczne, salowe i sanitariuszki. Pracownicy apelują na Facebooku o nagłośnienie planowanego przetargu na outsourcing działu higieny – to powtórka z poprzednich afer pod Krakowem i we Wrocławiu.
Jesteśmy niewidzialni, a teraz chcą nas sprzedać po cichu
– piszą w dramatycznym liście otwartym.
Nie ma szpitali bez ich pracy
To oni dbają o czystość oddziałów, bezpieczeństwo pacjentów i ich godny pobyt – sprzątają brudne toalety, zmieniają pościel, asystują w codziennych czynnościach. Opiekunki medyczne, salowe, sanitariuszki i pracownicy transportu wewnętrznego to filar Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku. Bez nich higiena by zawiodła, a pacjenci cierpieli. A jednak, jak piszą w apelu, „nikt o nas głośno nie mówi”.
Dziś czujemy się jednak całkowicie pozbawieni głosu i sprawczości. W naszym szpitalu odbywają się narady, protesty i polityczne przepychanki, ale nikt z decydentów nie zaprosił do stołu tych, których zmiany dotkną najmocniej. O przyszłości naszego życia zawodowego i prywatnego rozstrzyga się w ciszy – bez informacji, bez rozmowy, bez szacunku.
– piszą pracownicy najniższego szczebla w liście skierowanym do mediów.
Outsourcing jako „ratunek” – kosztem najsłabszych
Według ustaleń z przełożonymi, do końca 2025 roku ma ruszyć przetarg na przekazanie całego działu higieny prywatnej firmie zewnętrznej – podobnie jak kiedyś przejęła ich Impel.
Konsekwencje? Umowy zlecenia zamiast etatów, najniższa krajowa bez dodatków stażowych, nocnych czy świątecznych, brak stabilności i wsparcia.
Dla wielu z nas dodatki stażowe, świąteczne czy nocne to być albo nie być. Utrata ich oznacza dramat w domowym budżecie, a często wręcz konieczność odejścia z pracy, którą wykonujemy z zaangażowaniem i poczuciem misji.
– alarmują w apelu.
To nie pierwszy raz: podobne sytuacje miały miejsce w szpitalach pod Krakowem i we Wrocławiu, gdzie outsourcing uderzył w personel pomocniczy. Krytycy wskazują, że to powrót do praktyk z czasów rządów PO-PSL, gdy cięcia kosztów szły kosztem najniższych szczebli.
Bolesne nierówności
W tym samym czasie młodzi lekarze na kontraktach dostają nawet 87 tys. zł miesięcznie – często za dyżury bez ciężkich procedur.
A zadłużenie szpitala? Winna ma być nie nieefektywność zarządzania czy polityczne decyzje, lecz ci, którzy zarabiają najmniej.
To nie wysoko opłacane kontrakty doprowadziły szpital do zadłużenia? To nie polityczne decyzje? Nie nieefektywne zarządzanie? Okazuje się, że winni są ci, którzy zarabiają najmniej.
– pytają retorycznie w liście.
Brak dialogu pogłębia frustrację: nie było zebrań, informacji ani konsultacji ze związkami.
Apel o szacunek: „Chcemy rozmowy, nie wojny”
My – ludzie, którzy codziennie sprzątają zabrudzone ściany, toalety i łóżka pacjentów, którzy pomagają w podstawowych czynnościach, pracują w nocy, święta, w smrodzie, brudzie, stresie i zmęczeniu – wykonujemy te czynności z empatią i szacunkiem dla pacjenta. Czy ktoś okaże choć odrobinę szacunku nam?
– wzywają w zakończeniu.
Czy outsourcing w Rybniku to tylko lokalny problem, czy symptom głębszego kryzysu w służbie zdrowia – gdzie niewidzialni bohaterowie tracą etaty, a pacjenci płacą cenę za cięcia kosztów?
Źródło: Nowy obywatel









