Przyjmujemy migrantów – ale mentalnie wciąż ich nie chcemy
Migracja stała się w Polsce jednym z najgorętszych tematów debaty publicznej. Choć polskie społeczeństwo na co dzień korzysta z pracy przyjezdnych, w dyskursie dominuje obawa, że obecność imigrantów doprowadzi do chaosu, destabilizacji i zagrożenia bezpieczeństwa. Zdaniem prof. Pawła Kaczmarczyka, dyrektora Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, ta rozbieżność ukazuje głęboką sprzeczność: „Polacy znormalizowali migrację na poziomie użytkowym, ale w wyobrażeniach – wciąż jej odmawiają”. Ekspert ostrzega, że wbrew deklaracjom, iż „nie popełnimy błędów Zachodu”, Polska powiela je krok po kroku. A konsekwencje mogą okazać się poważne.
Wyobrażenia ważniejsze niż fakty
Według prof. Kaczmarczyka debata o migracji w Polsce opiera się przede wszystkim na emocjach i obrazie kreowanym przez media i polityków. Społeczeństwo nie dyskutuje o realnej skali migracji ani jej wpływie na gospodarkę, tylko o symbolicznych zagrożeniach, często podsycanych przez kampanie dezinformacyjne.
Przykładem są obawy inspirowane doświadczeniami państw zachodnich: gettoizacja, radykalizacja migrantów czy wzrost przestępczości. Ekspert zaznacza jednak, że brak realnych danych w tej dyskusji prowadzi do utrwalania fałszywych wyobrażeń – podobnie jak na Wyspach Brytyjskich, gdzie uwaga opinii publicznej koncentruje się na niewielkiej grupie osób próbujących nielegalnie przekraczać kanał La Manche, mimo że dominująca część migracji odbywa się legalnie i na znacznie większą skalę.
Polska zaspała i wciąż śpi
Zdaniem badacza największym problemem Polski jest brak przemyślanej polityki migracyjnej i integracyjnej. Państwo od lat nie potrafi stworzyć wydolnych instytucji, które nadążałyby za rosnącą liczbą cudzoziemców. Efekty widać choćby w administracji – procesy legalizacji pobytu trwają miesiącami, a nawet latami.
Przykładów nie brakuje: naukowcy zatrudnieni na uczelniach, posiadający legalne umowy, nie mogą wyjechać na konferencje, bo obawiają się, że po powrocie nie zostaną ponownie wpuszczeni do kraju.
A jeśli tak wygląda sytuacja osób wysoko wyspecjalizowanych, można sobie łatwo wyobrazić problemy tych w trudniejszej sytuacji
– mówi profesor.
Błąd pierwszy: ignorowanie integracji
Choć eksperci od lat wskazują, że część przybyszów – szczególnie z Ukrainy – będzie chciała w Polsce zostać na stałe, państwo nie stworzyło systemu, który ułatwiałby ich integrację. Brakuje sprawnych procedur, narzędzi wsparcia, a nawet przygotowania instytucji publicznych, np. oświaty.
W efekcie rośnie ryzyko marginalizacji, a w przyszłości – tworzenia enklaw społecznych, dokładnie jak na Zachodzie, choć wszyscy deklarują, że tego chcą uniknąć.
Błąd drugi: sprowadzanie migracji do kwestii bezpieczeństwa
W publicznej narracji migranci nie są postrzegani jako pracownicy, konsumenci czy studenci – lecz przede wszystkim jako zagrożenie. W efekcie cała polityka migracyjna jest konstruowana wokół strachu, a nie wokół realnych potrzeb rynku pracy, demografii czy gospodarki.
Ekspert podkreśla, że kontrola granic jest potrzebna, ale prawdziwe bezpieczeństwo zapewniają sprawne instytucje procesujące wnioski i weryfikujące osoby, które chcą legalnie pozostać w Polsce – a tych obecnie w Polsce nie ma.
Błąd trzeci: brak spojrzenia na rynek pracy
W Polsce pracuje nawet 2–2,5 mln cudzoziemców. Bez nich wiele branż nie mogłoby funkcjonować: od budownictwa po opiekę zdrowotną. Tymczasem dyskusja publiczna nie dotyczy jakości ich zatrudnienia, warunków pracy czy wpływu na lokalne społeczności – tylko tego, czy powinni tu w ogóle być.
Profesor zwraca uwagę, że największym problemem nie są migranci, lecz nieuczciwi pracodawcy, którzy wykorzystują sytuację i zaniżają stawki. To oni powinni znaleźć się pod lupą państwa.
Powielamy błędy Zachodu
Europa Zachodnia przez dekady próbowała zarządzać migracją doraźnie, bez długoterminowej strategii. Skutki znamy – frustracja drugiego pokolenia, społeczne wykluczenie, radykalizacja.
Polska, która dopiero od kilkunastu lat doświadcza masowej migracji, miała szansę skorzystać z tych doświadczeń. Tymczasem, zamiast działać proaktywnie, ignoruje problemy, które dopiero narastają.
Mówimy: nie dopuśćmy do gettoizacji, ale dokładnie ją produkujemy
– ostrzega ekspert.
Paradoks polskiego społeczeństwa najlepiej widać w codziennych zachowaniach. Korzystamy z Ubera, którego kierowcami są głównie przybysze z Azji, jemy w restauracjach prowadzonych przez obcokrajowców, zatrudniamy Ukraińców w budowlance. A jednocześnie uważamy, że w Polsce „nie ma miejsca dla migrantów”.
Normalizujemy migrację w praktyce, ale nie w świadomości
– podsumowuje profesor.
Zdaniem badacza dyskusja o migracjach powinna wrócić na tory racjonalnej analizy – faktów, a nie emocji. Najważniejsze wyzwania to:
- stworzenie sprawnych instytucji,
- uproszczenie legalizacji pobytu i pracy,
- inwestycje w integrację,
- wsparcie lokalnych społeczności, które mogą czuć się zagrożone,
- realna kontrola rynku pracy.
Imigranci nie są abstrakcyjną masą. To ludzie, którzy wnoszą do naszej gospodarki pracę, kompetencje i podatki. Zamiast tracić energię na zarządzanie strachem, zacznijmy zarządzać procesami
– apeluje ekspert.
Źródło: Money.pl









