Przemoc w berlińskiej szkole. „Naszą córkę zaatakowano cztery razy”
Berlinańska podstawówka znalazła się w centrum kontrowersji po serii brutalnych incydentów, których ofiarą padała 10-letnia Emilia. Rodzice dziewczynki alarmują: w szkole dochodzi do przemocy, a reakcje władz są niewystarczające. W liście otwartym zarzucają kierownictwu placówki i urzędnikom zbytnią opieszałość oraz brak realnych działań chroniących uczniów.
Ataki na przerwach
Pierwszy incydent miał miejsce podczas szkolnej zabawy karnawałowej. Emilia – uczennica piątej klasy Tempelherren-Grundschule w Berlinie – miała ze sobą dmuchaną zabawkę w kształcie kija baseballowego. Kilku chłopców próbowało jej ją zabrać, więc dziewczynka schowała ją na czas przerwy.
Wtedy miało dojść do brutalnego ataku.
Według relacji matki, uczennica została przewrócona na ziemię i kilkukrotnie kopnięta.
W chwili zdarzenia w pobliżu nie było żadnej osoby sprawującej opiekę
– podkreśla Julia P.
Szkoła miała zalecić rodzicom zgłoszenie sprawy na policję. Postępowanie jednak umorzono, ponieważ sprawcy nie mieli ukończonych 14 lat.
Groźby śmierci i kolejne pobicia
Drugi wstrząsający epizod wydarzył się w kwietniu. Ten sam chłopiec miał zagrozić Emilii śmiercią. Dziewczynka, zgodnie z zaleceniem lekarza, przez tydzień nie chodziła do szkoły. Na sprawcę nałożono jedynie tymczasową zmianę klasy.
Rodzice próbowali porozmawiać z rodziną chłopca, jednak spotkanie było trudne – jak relacjonują, rodzice agresora niemal nie znają języka niemieckiego. W rozmowie pomagała starsza siostra ucznia.
Niedługo później doszło do trzeciego ataku – Emilia została uderzona w głowę przez innego chłopca. Dziewczynka skończyła z podbitym okiem. Rodzice znów zgłosili sprawę na policję.
Ostatni opisany incydent miał miejsce zaledwie dwa tygodnie temu. Emilia została najpierw ordynarnie wyzywana, a następnie zaatakowana przez trzech młodszych uczniów – drugoklasistów. Dzieci miały przewrócić ją na ziemię i kopać.
Na skórze córki widoczne były ślady podeszew butów
– mówi jej ojciec.
Dziewczynka twierdzi, że agresja na przerwach to norma:
Na każdej przerwie ktoś jest bity
– mówi.
Rodzice: szkoła nie reaguje, dzieci są zagrożone
Zdesperowani rodzice wystosowali list otwarty do władz oświatowych. Domagają się zwiększenia liczby osób nadzorujących przerwy oraz zdecydowanych działań dyrekcji.
Żądamy większej liczby opiekunów na szkolnym dziedzińcu i konsekwentnych reakcji kierownictwa w imię bezpieczeństwa wszystkich dzieci
– napisali Julia i Robert P.
Według nich szkolne procedury są niewystarczające i nie zapewniają realnego bezpieczeństwa uczniom.
Jak długo nasze dzieci mają być narażone, zanim dojdzie do poważnego wypadku, trwałego uszczerbku na zdrowiu psychicznym albo czegoś jeszcze gorszego?
– pytają.
Władze: „Podjęto działania”
Rzeczniczka berlińskiego Senatu ds. Edukacji, Susanne Gonswa, przekonuje, że sprawy zostały „opracowane”, odbyły się spotkania z rodzicami, a szkoła wdrożyła działania zgodnie z przepisami.
W pracę nad sytuacją zaangażowani mieli być: wychowawcy, psychologowie szkolni oraz pedagodzy specjalni. Po przerwie jesiennej w szkole ma rozpocząć działalność koło „zapobiegania przemocy”.
Rodzice Emilii nie ukrywają jednak, że uznają te kroki za niewystarczające.
Konsekwencje psychiczne dotkliwych wydarzeń są poważne. Emilia przechodzi obecnie terapię traumy i uczęszcza na zajęcia z samoobrony. Rodzina zdecydowała, że po przerwie jesiennej dziewczynka zmieni szkołę.
Coraz trudniejsza rzeczywistość w szkołach
Sprawa Emilii podsyca debatę o narastającej przemocy w szkołach i opieszałości systemu. Rodzice apelują o zmiany, podkreślając, że brak skutecznych procedur uderza nie tylko w ich dziecko, lecz w całą społeczność szkolną.
Jeżeli sytuacja w Tempelherren-Grundschule jest odzwierciedleniem szerszego trendu, Berlin i inne miasta mogą stanąć w obliczu poważnego kryzysu bezpieczeństwa uczniów.
Jedno jest pewne – rodzina Emilii nie zamierza milczeć. Ich zdaniem szkoła powinna być miejscem nauki i rozwoju, a nie strachu.









