Smartfon z logo OLX obok laptopa.

Nowa opłata reprograficzna uderzy w kieszenie Polaków. Smartfony i laptopy podrożeją już w 2026 roku

28.07.2025
Rafał Dobrzyński
Czas czytania: 2 minut/y

Już wkrótce zakup nowego smartfona, laptopa czy telewizora będzie oznaczał większy wydatek. Wszystko przez opłatę reprograficzną, którą rząd planuje wprowadzić na początku 2026 roku. Choć temat ten wzbudzał kontrowersje już kilka lat temu i został zarzucony przez poprzednią ekipę rządzącą, teraz wraca – i to w bardziej zdecydowanej formie.

Czym jest opłata reprograficzna?

Opłata reprograficzna ma na celu rekompensatę dla twórców za możliwość kopiowania ich dzieł na prytny użytek. Brzmi rozsądnie – ale problem tkwi w szczegółach. Choć ustawa o prawie autorskim przewiduje ten mechanizm już od 1994 roku, to do tej pory lista objętych urządzeń była mocno przestarzała – obejmowała np. kasety VHS, płyty CD i magnetowidy.

Teraz Ministerstwo Kultury, tuż przed odejściem byłej minister Hanny Wróblewskiej, opublikowało projekt nowelizacji rozporządzenia, który znacząco rozszerza katalog urządzeń. Nowa lista obejmie m.in. smartfony, tablety, komputery stacjonarne i laptopy, telewizory smart, dekodery z funkcją nagrywania, nagrywarki DVD, Blu-ray, dyski twarde oraz pendrive’y. Wszystkie te urządzenia mają zostać objęte opłatą w wysokości 1% od ceny sprzedaży. W przypadku urządzeń do kopiowania, takich jak skanery czy kopiarki – stawka wzrośnie do 2%.

Pieniądze nie dla państwa, a dla organizacji

Resort twierdzi, że wpływ na cenę końcową dla konsumenta będzie marginalny. Jednak w praktyce to my, konsumenci, zapłacimy więcej – bo producenci i importerzy po prostu doliczą nową opłatę do ceny sprzętu.

Co więcej, nowy podatek – choć formalnie nie nazywany podatkiem – nie zasili budżetu państwa. Zebrane środki trafią bezpośrednio do organizacji reprezentujących artystów, takich jak ZAIKS, SPAW czy Stowarzyszenie Filmowców Polskich. To one będą odpowiedzialne za rozdział pieniędzy między twórców, choć szczegóły tego procesu nie zostały doprecyzowane.

Zmiany wprowadzone bez udziału parlamentu

Wprowadzenie nowej opłaty odbywa się drogą rozporządzenia ministerialnego, co oznacza, że nie będzie konieczne uzyskanie zgody parlamentu. To może sugerować chęć obejścia politycznego sporu i szybsze wdrożenie zmian. Obecnie trwają 30-dniowe konsultacje publiczne – jednak jak wskazuje doświadczenie, głos obywateli może niewiele zmienić.

Argumenty za i przeciw

Zwolennicy rozwiązania – głównie środowiska twórcze – podkreślają, że opłata reprograficzna to standard w wielu krajach Europy. Przykładowo, Hiszpania i Węgry pobierają znacznie większe wpływy z tego tytułu niż Polska, która w 2023 roku zebrała jedynie 8,5 miliona euro. Po nowelizacji resort kultury spodziewa się, że wpływy mogą wzrosnąć nawet do 150–200 milionów złotych rocznie.

Z kolei przeciwnicy uważają nową daninę za „podatek od uczciwych użytkowników”. W dobie streamingu, legalnych subskrypcji i tanich usług cyfrowych, coraz mniej osób korzysta z prywatnego kopiowania plików. Dlatego wielu uważa, że obciążanie wszystkich konsumentów – tylko dlatego, że „mogliby” skopiować jakiś utwór – jest nie tylko niesprawiedliwe, ale i oderwane od realiów technologicznych XXI wieku.

Spór wokół opłaty reprograficznej trwa od lat, a jego historia pełna jest zwrotów akcji. Jeszcze w 2020 roku prezydent Andrzej Duda zapowiadał, że nie podpisze ustawy wprowadzającej taką daninę. Teraz jednak, pomimo wcześniejszych zapowiedzi, nowe przepisy mają wejść w życie bez konsultacji z parlamentem – rozporządzeniem.

Czy nowa opłata rzeczywiście wesprze artystów, czy będzie kolejnym sposobem na sięgnięcie do kieszeni obywateli – czas pokaże. Pewne jest jedno: jeśli planujesz zakup nowego sprzętu elektronicznego, lepiej nie czekaj. Od 2026 roku może być po prostu drożej.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA