„Made for Germany”. Największe firmy przeznaczą 631 miliardów euro na inwestycje w Niemczech
Ponad 60 największych firm działających w Niemczech ogłosiło wspólną inicjatywę inwestycyjną na gigantyczną skalę. Pod hasłem „Made for Germany” przedsiębiorstwa zobowiązały się przeznaczyć aż 631 miliardów euro na rozwój niemieckiej gospodarki do 2028 roku. W ogłoszeniu inicjatywy podkreślono, że kwota ta obejmuje zarówno wcześniej zaplanowane, jak i nowe inwestycje – w tym kapitał, badania i rozwój oraz wkład międzynarodowych inwestorów – podaje Deutsche Welle.
To bardzo silny sygnał, nie tylko dla mieszkańców, ale także dla zagranicznych inwestorów
– powiedział rzecznik rządu Stefan Kornelius, zaznaczając, że projekt ma pokazać, iż Niemcy nadal są atrakcyjnym miejscem do lokowania kapitału.
Inicjatywa została zaprezentowana tuż przed spotkaniem kanclerza Friedricha Merza z przedstawicielami rządu i liderami niemieckiego przemysłu w Berlinie. Tematem rozmów były rządowe plany inwestycyjnej ofensywy oraz jej współfinansowanie przez sektor prywatny.
Biznes oczekuje konkretnych reform
Za „Made for Germany” stoją znane nazwiska niemieckiego biznesu: Christian Sewing (Deutsche Bank), Roland Busch (Siemens), Mathias Döpfner (Axel Springer) i Alexander Geiser (FGS Global). W rozmowach bierze udział także szeroka reprezentacja firm takich jak Allianz, BMW, SAP, Rheinmetall, Mercedes-Benz, Volkswagen czy Deutsche Börse. Nie zabrakło też amerykańskich gigantów, m.in. Nvidia, Blackrock i Blackstone.
Niemcy potrzebują nowego systemu operacyjnego – skoncentrowanego na wzroście, technologii i konkurencyjności
– stwierdził prezes Siemensa Roland Busch.
Christian Sewing z Deutsche Banku podkreślił natomiast konieczność współpracy między polityką a gospodarką, apelując o szybkie decyzje legislacyjne.
Trzeba zapewnić, by decyzje polityczne promowały wzrost i konkurencyjność
– powiedział, dodając, że zarówno fundusze publiczne, jak i prywatne muszą być wykorzystane w najlepszy możliwy sposób.
Zagraniczni inwestorzy patrzą z uwagą
Zagraniczni inwestorzy bacznie przyglądają się inicjatywie.
Mówią sobie: jeśli niemieckie firmy są gotowe zainwestować takie kwoty we własnym kraju, my również jesteśmy gotowi zrobić więcej
– zaznaczył Sewing w rozmowie z dziennikiem „Handelsblatt”.
Jednak prezes Deutsche Banku ostrzegł, że zbyt powolna biurokracja może zahamować realizację planów.
Jeśli uzyskanie zgody na lokalizację zajmie lata, to oczywiście ta część kwoty inwestycji nie zostanie w tym czasie zmaterializowana
– ostrzegł.
Brakuje głosu MŚP
Choć projekt inwestycyjny może imponować rozmachem, pojawiają się głosy krytyczne. Jedną z głównych obaw jest wykluczenie małych i średnich firm (MŚP) z rozmów i decyzji.
Ale wielu małych i średnich firm, które są ważne dla Niemiec jako lokalizacji biznesowej, nie ma przy stole
– zauważył ekonomista Jens Boysen-Hogrefe z Kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowej.
Równie krytyczny był Christian Dürr z liberalnej FDP.
Zamiast spotykać się tylko z poszczególnymi szefami dużych firm, kanclerz powinien skupić swoją uwagę na całym spektrum gospodarki
– powiedział. Dodał również, że to właśnie mniejsze podmioty cierpią najbardziej z powodu rosnących składek na ubezpieczenia społeczne i braku wdrażanych reform, m.in. obiecanych ulg podatkowych.
Rząd odpiera zarzuty: „To nie jest PR”
Rzecznik rządu Stefan Kornelius zdecydowanie odrzucił zarzuty o marketingowy charakter inicjatywy.
To nie jest kampania PR, ale wspólne działanie, w którym rząd i przemysł pokazują, że inwestycje w tym kraju są możliwe
– zapewnił.
Planowane inwestycje są częścią szerszego planu ożywienia gospodarczego Niemiec po okresie stagnacji i rosnących napięć geopolitycznych. Rząd kanclerza Merza stara się przyciągać kapitał, wzmacniać konkurencyjność i pobudzać innowacje. W tym celu planuje uproszczenie procesów administracyjnych i zwiększenie transparentności w polityce gospodarczej.
Źródło: DW









