Interwencja w Wenezueli: Amerykański samolot wojskowy udawał cywilną maszynę. To złamanie prawa międzynarodowego
Pierwszy śmiertelny atak administracji Donalda Trumpa na łódź podejrzewaną o przemyt narkotyków, przeprowadzony na początku września 2025 roku, został dokonany przez tajny samolot wojskowy pomalowany tak, by imitował maszynę cywilną. Jak potwierdził w poniedziałek „The Washington Post”, operacja ta wywołała burzliwą debatę prawną dotyczącą złamania prawa międzynarodowego i dopuszczenia się tzw. perfidii.
Kamuflaż, który może być zbrodnią wojenną
Według informatorów, załogowy samolot biorący udział w operacji z 2 września nie posiadał żadnego widocznego uzbrojenia. Amunicja została wystrzelona z wyrzutni tubowej ukrytej wewnątrz kadłuba, co pozwoliło maszynie zachować wygląd niepozornego, prywatnego samolotu.
W wyniku ataku zginęło 11 osób. Eksperci prawni ostrzegają, że udawanie statusu cywilnego w celu uśpienia czujności przeciwnika i przeprowadzenia ataku z zamiarem zabicia jest w prawie konfliktów zbrojnych definiowane jako perfidia. Jest to uznawane za zbrodnię wojenną.
Todd Huntley, były prawnik wojskowy i dyrektor programu prawa bezpieczeństwa narodowego na Georgetown Law, wyjaśnia różnicę:
Uzbrojenie takiego statku powietrznego w celach samoobrony nie byłoby naruszeniem prawa wojennego. Jednak wykorzystywanie go jako platformy ofensywnej i poleganie na jego cywilnym wyglądzie w celu zyskania zaufania wroga – już tak.
„Wojna z kartelami” czy morderstwa na pełnym morzu?
Administracja Trumpa utrzymuje, że ataki są zgodne z prawem, ponieważ prezydent uznał, iż Stany Zjednoczone znajdują się w stanie „konfliktu zbrojnego” z kartelami narkotykowymi. Większość ekspertów odrzuca tę argumentację, twierdząc, że zabijanie podejrzanych o przestępstwa na wodach międzynarodowych to de facto morderstwa.
Dotychczas przeprowadzono blisko 36 takich operacji, w których życie straciło ponad 100 osób. Szczególne wzburzenie budzi fakt tzw. „double tap” – drugiego uderzenia wykonanego w ocalałych z pierwszego ataku.
Kontrowersyjne dobijanie rozbitków
Jak wynika z ustaleń, admirał Frank M. Bradley, dowódca operacji, zarządził drugi atak na dwóch mężczyzn, którzy przeżyli pierwsze uderzenie i desperacko trzymali się wraku łodzi. Nagrania z monitoringu miały pokazywać, jak mężczyźni machają rękami w stronę nieba.
Admirał Bradley tłumaczył ustawodawcom, że nie zinterpretował tego gestu jako próby poddania się. Według niego brakowało wyraźnych sygnałów kapitulacji, takich jak biała chusta czy uniesione ręce.
Urzędnicy Pentagonu wyrażają również obawy, że ujawnienie tajnych zdolności maskowania samolotów w operacji przeciwko „cywilom na łodzi, którzy nie stanowili zagrożenia”, jest marnotrawstwem strategicznych zasobów wywiadowczych. Samolot był częścią floty Sił Powietrznych USA używanej w sytuacjach, gdy standardowe szare malowanie wojskowe byłoby niekorzystne. Choć maszyna nadawała sygnał transpondera jako statek wojskowy, osoby na łodzi nie miały technologii, by go odebrać.
Źródło: The Washington Post









