Ekonomiści sprawdzili kto i ile zyskałby na bezwarunkowym dochodzie podstawowym
„Czy nas na to stać?” – to pytanie Michał Brzeziński, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego, postawił w czwartek wieczorem na platformie X. Dołączył do niego szczegółową analizę propozycji, którą Marek Dietl przedstawił podczas konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi o bezwarunkowy dochód podstawowy – 500 zł miesięcznie dla każdego dorosłego Polaka, bez sprawdzania dochodów i bez żadnych warunków. Brzeziński razem z Anną Bownik i Leszkiem Morawskim przeliczył wszystko od początku do końca i nie zostawił na tej koncepcji suchej nitki.
Ile to kosztuje?
Z wyliczeń zespołu wynika, że w realistycznym scenariuszu, czyli przy finansowaniu przez likwidację kwoty wolnej od podatku i większości ulg, koszt netto programu wyniósłby około 92 mld zł rocznie – czyli 2,3 proc. PKB.
Autorzy sprawdzili również skrajnie optymistyczny wariant, w którym dodatkowo podniesiono by wszystkie stawki VAT o 4 punkty procentowe. Wtedy koszt spadłby do 46 mld zł (1,2 proc. PKB), ale sami ekonomiści podkreślają, że taki scenariusz jest bardzo mało realistyczny.
Kto zyska najwięcej?
Procentowo najwięcej zyskaliby najbiedniejsi – ich dochód rozporządzalny wzrósłby o około 10 proc., co w praktyce oznacza 250–300 zł miesięcznie. W wartościach bezwzględnych najwięcej dostają jednak osoby ze środka rozkładu dochodów – do 480 zł miesięcznie. Najbogatsza grupa decylowa zyskuje najmniej procentowo (2,5 proc.), ale wciąż otrzymuje zauważalną kwotę.
Najlepiej wychodziłyby gospodarstwa wieloosobowe i samodzielni seniorzy. Z kolei samotni rodzice po uwzględnieniu podwyżki VAT znaleźliby się na minusie.
Skromny wpływ na ubóstwo
Efekt redukcji ubóstwa okazał się niewielki. Ubóstwo relatywne spadłoby z 15,5 proc. do 13,9 proc. – to mniej niż po wprowadzeniu 500+ w 2016 roku, które kosztowało znacznie mniej i trafiało wyłącznie do rodzin z dziećmi.
Co szczególnie istotne, prawie 40 proc. całej kwoty (17 mld zł) trafiłoby do lepiej sytuowanej połowy społeczeństwa, a najbogatsze 20 proc. gospodarstw domowych otrzymałoby 5,4 mld zł – więcej niż Polska wydaje obecnie na wszystkie transfery socjalne zależne od dochodu.
Werdykt ekonomisty
Propozycja jest bardzo kosztowna i słabo celowana
– podsumowuje Michał Brzeziński. Jak zaznacza, za te same pieniądze można by osiągnąć znacznie lepsze efekty w walce z ubóstwem i nierównościami, kierując środki tam, gdzie są naprawdę potrzebne.









