Ceny w sklepach rosną wolniej, ale wciąż szybciej niż inflacja
Dynamika podwyżek cen w polskich sklepach słabnie, ale nadal przewyższa ogólny poziom inflacji. Z analizy ponad 101 tysięcy cen detalicznych z blisko 48 tysięcy sklepów wynika, że w październiku 2025 roku codzienne zakupy Polaków podrożały średnio o 4,1 procenta rok do roku. To spadek w porównaniu z wrześniem, kiedy wzrost wyniósł 4,9 procenta, i sierpniem – 5,1 procenta. Żywność drożeje jeszcze wolniej, ale eksperci ostrzegają: świąteczny popyt i rosnące koszty mogą wkrótce odwrócić ten trend.
Hamowanie drożyzny
Raport „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych”, przygotowany przez UCE RESEARCH i Uniwersytet WSB Merito, obejmuje 17 kategorii produktów codziennego użytku, w tym żywność, napoje, chemię gospodarczą i artykuły dla dzieci. W październiku na 17 grup towarowych aż cztery zanotowały spadki cen rok do roku – to więcej niż we wrześniu (trzy grupy) i tyle samo co w sierpniu. Mimo to dynamika wzrostu cen w sklepach pozostaje wyższa niż cel inflacyjny NBP na poziomie 2,5 procenta, co obciąża budżety gospodarstw domowych.
Obserwowany trend jest wynikiem przede wszystkim tańszej ropy na rynkach światowych oraz mocnego kursu złotówki wobec wiodących walut. Co prawda, w stosunku do września, ceny paliw i ropy lekko się zwiększyły, ale w porównaniu do października 2024 roku są znacznie niższe, a to wpływa na ogólnie obserwowany poziom cen. Poza tym bardzo dobre warunki pogodowe przyczyniły się do zwiększonych zbiorów, a one powodują, że produkty na sklepowych półkach nie drożeją w takim tempie, jak rok temu
– wyjaśnia dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu.
Analiza nie mierzy ogólnej inflacji, lecz skupia się na kluczowych dla konsumentów produktach. Wskaźnik CPI (GUS) jest szerszy i obejmuje m.in. transport czy mieszkania, gdzie presja cenowa słabnie szybciej.
Żywność drożeje wolniej
Ceny żywności, jako głównego składnika codziennych zakupów, rosną najwolniej ze wszystkich kategorii – w październiku o 3,6 procenta rok do roku, wobec 4,1 procenta we wrześniu i 4,3 procenta w sierpniu. To dobry znak dla portfeli, bo różnica między dynamiką żywności a ogólną w sklepach maleje.
Żywność przestaje być głównym motorem podwyżek, co stanowi pozytywny sygnał dla konsumentów. Ceny art. spożywczych są silnie uzależnione od szeregu czynników zewnętrznych, takich jak m.in. koszty energii, paliw, transportu i opakowań. Do tego należy dodać warunki pogodowe, a także wynagrodzenia w sektorze rolnym i przetwórczym. Ponadto żywność, jako dobro podstawowe, charakteryzuje się stosunkowo niską elastycznością popytu. W efekcie, choć dynamika wzrostu cen słabnie, kategoria ta pozostaje wrażliwa na zmiany kosztów produkcji i dystrybucji
– tłumaczy dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito.
Ekspertka dodaje, że wysokie koszty produkcji – mimo stabilizacji – nie motywują do obniżek. Obserwowana równowaga może utrzymać się do końca roku, z wzrostami cen zgodnymi z celem NBP.
Prognozy
Choć trend jest optymistyczny, analitycy przewidują przyspieszenie podwyżek w listopadzie i grudniu. Sezonowy popyt świąteczny, rosnące koszty energii, akcyza na alkohol, podatek cukrowy oraz wyższe składki ZUS i zdrowotne dla firm – to czynniki, które przerzucą presję na konsumentów.
Wzrost cen energii elektrycznej podniesie koszty produkcji towarów. Planowane zwiększenie akcyzy na alkohol przełoży się na ceny napojów wysokoprocentowych. Podwyżka podatku cukrowego zwiększy koszty napojów słodzonych i części produktów spożywczych. Do tego wyższe składki ZUS i składka zdrowotna dla przedsiębiorców mogą skutkować przerzuceniem części kosztów na klientów detalicznych. Presja na wzrost cen utrzyma się zatem także na początku 2026 roku
– ostrzega dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito.
Handel reaguje z opóźnieniem na zmiany rynkowe, a producenci utrzymują wysokie marże lub zmniejszają gramaturę produktów. Dezinflacja oznacza wolniejszy wzrost, niekoniecznie spadki cen.
Handel detaliczny często reaguje z opóźnieniem na zmiany w otoczeniu gospodarczym. Dodatkowo, część producentów i detalistów nadal przenosi na konsumentów skutki wcześniejszych podwyżek cen surowców i usług logistycznych. Zjawisko to jest widoczne m.in. w utrzymywaniu wysokich marż, a także w praktykach takich jak zmniejszanie gramatury produktów przy zachowaniu ich dotychczasowej ceny. Warto też podkreślić, że mimo spadku inflacji ogólnej, poziom cen wielu towarów pozostaje wysoki. Oznacza to, że w krótkim okresie nie należy oczekiwać powrotu do wcześniejszych, niższych poziomów cen. Proces dezinflacji nie oznacza bowiem spadku cen, lecz wolniejsze tempo ich wzrostu
– podkreśla dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito.
Dr inż. Anna Motylska-Kuźma dodaje, że presja słabnie, ale grudniowy boom zakupowy może napędzić wzrosty w wielu kategoriach.
Widać, że presja rynkowa na wzrost cen jest coraz mniejsza, co w efekcie przekłada się na powrót inflacji do poziomów uznawanych za zdrowe dla gospodarki. Zagrożeniem może być tu grudniowy okres świąteczny, w którym wzmożona konsumpcja napędza zwykle wzrosty cen w wielu obszarach
– ostrzega dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu.
Różnice między kategoriami
W nadchodzących miesiącach ceny mogą się bardziej różnicować: importowane używki i napoje nadal będą drożeć, ale konkurencyjne segmenty – z markami własnymi – wejdą w stabilizację lub spadki.
Taki trend może zwiastować, że w kolejnych miesiącach ceny w sklepach będą coraz bardziej się różnicować między kategoriami. Część produktów nadal będzie drożeć (np. importowane używki i napoje), ale coraz więcej segmentów może wejść w fazę cenowej stabilizacji lub nawet spadków, szczególnie w branżach z silną konkurencją i dużym udziałem marek własnych
– podsumowuje dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito.
Czy wyhamowanie drożyzny przetrwa święta, czy koszty energii i podatków przyspieszą podwyżki? Jak konsumenci poradzą sobie z utrzymującymi się wysokimi cenami podstawowych produktów?









