Zakładnicy własnych domen. Jak firmy hostingowe pompują ceny i odcinają klientom drogę ucieczki?

25.02.2026
Adam Wyszyński
Czas czytania: 6 minut/y

Kupujesz domenę za przysłowiową złotówkę, a po roku otrzymujesz rachunek, który zwala z nóg. Próbujesz przenieść swój hosting do konkurencji, ale nagle okazuje się, że w 2026 roku musisz wysłać papierowy wniosek listem poleconym, bo państwowy Profil Zaufany… „nie jest akceptowany”. Żeby było ciekawiej, odpowiedź dostaniesz również w formie listu. Polski rynek usług internetowych od lat boryka się z problemem celowego wprowadzania klientów w błąd, a wybór między firmami staje się fikcją. Jak to wygląda w praktyce, ile kosztuje naiwność i kto stoi za najbardziej bezwzględnymi metodami?

Dla wielu przedsiębiorców strona internetowa to „być albo nie być”. Giganci hostingowi doskonale zdają sobie sprawę, że klient przywiązany do swojego adresu WWW zapłaci niemal każdą cenę, by go nie stracić. Na przestrzeni ostatnich lat doprowadziło to do sytuacji, w której koszt przedłużenia polskiej domeny (.pl) czy utrzymania serwera drastycznie oderwał się od realnych kosztów, jakie ponoszą sami operatorzy.

Przepaść cenowa. Ile kosztuje domena u źródła, a ile na fakturze?

Aby zrozumieć skalę zjawiska, trzeba wiedzieć, jak ten rynek działa od kuchni. Główny rejestrator krajowy, czyli NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa), ma stały i publicznie znany cennik hurtowy dla swoich partnerów. Odnowienie domeny .pl u źródła kosztuje operatora zaledwie 50 zł netto (61,50 zł brutto). Cała reszta to czysta marża firmy hostingowej.

Tymczasem u największych, nierzadko najbardziej kontrowersyjnych graczy na rynku, takich jak należąca do NetArt Group Nazwa.pl (obecnie netart.com), standardowe przedłużenie domeny .pl na rok to wydatek rzędu 246 zł brutto. Niewiele tańszy jest Home.pl, gdzie koszt wynosi około 207 zł. W Atthost przejętym przez NetArt to 295,20 zł.

Niezapłacona faktura, proszę uregulować płatność za usługi.
Wiadomość z AttHost

Zestawienie tych kwot z rynkową alternatywą obnaża agresywną strategię gigantów. U operatorów stawiających na transparentność – takich jak SeoHost.plOVH.pl czy Hostido.pl – przedłużenie tej samej domeny kosztuje odpowiednio około 85 zł, 73 zł, a nawet 63 zł brutto rocznie. Dodatkowo, te same firmy bez problemu pozwalają wygenerować kody transferu (AuthInfo) jednym kliknięciem oraz za darmo instalują certyfikaty bezpieczeństwa SSL (np. Let’s Encrypt), za które rynkowe tuzy często pobierają kolejne setki złotych.

„Gotowanie żaby”, czyli rachunek za kwartał w cenie roku

Bezpośrednia podwyżka z 200 zł na 800 zł rocznie wywołałaby masową ucieczkę klientów. Korporacje znalazły jednak na to sposób, sprytnie modyfikując okresy rozliczeniowe. Mechanizm bazuje na naszych przyzwyczajeniach i zaufaniu do marki.

Klient otrzymuje e-mail z fakturą proforma. Kwota do zapłaty wygląda znajomo – opiewa na mniej więcej tyle samo, ile zapłacił rok wcześniej. Opłaca ją niemal odruchowo. Dopiero po czasie orientuje się, że uiszczona opłata nie przedłuża usługi na kolejne 12 miesięcy, lecz… zaledwie na kwartał. W ten sposób realna cena hostingu w skali roku szybuje o kilkaset procent w górę. Z tej praktyki usypiania czujności klientów od lat znana była właśnie Nazwa.pl. Ale rynek nie znosi próżni, a korporacyjny kapitał znalazł sposób, by zarazić tym modelem kolejne marki.

Post o podwyżkach cen hostingu na Facebooku.
Problem opisany na jednej grup na Facebooku

Iluzja wyboru i miliardowy walec NetArt Group. Dlaczego AttHost nagle stał się koszmarem?

Największym echem na internetowych forach odbija się obecnie dramatyczna sytuacja klientów AttHost. To przypadek o tyle bolesny, że przez lata firma ta budowała wizerunek proklienckiej, taniej i uczciwej alternatywy dla bezdusznych molochów. Dziś z dawnej legendy nie zostało absolutnie nic, a wściekli użytkownicy masowo ostrzegają się w sieci przed gigantycznymi „cichymi” podwyżkami. Dlaczego?

Odpowiedź jest brutalnie prosta. W 2024 roku AttHost został po cichu wchłonięty przez NetArt Group, czyli dokładnie tę samą potężną spółkę-matkę, która stoi za marką Nazwa.pl. Przejęcie małej firmy przez giganta miało jeden skutek: błyskawiczne wdrożenie najgorszych, korporacyjnych praktyk. To właśnie od tego momentu klienci AttHost zaczęli otrzymywać słynne już na rynku „faktury grozy” za trzymiesięczne okresy rozliczeniowe i odbijać się od ściany w procesie transferu.

Skąd na to wszystko pieniądze? Branżowe media informują, że NetArt Group zamknęła 2024 rok z rekordowymi zyskami, a zarząd spółki oficjalnie zapowiedział przeznaczenie… ponad 1 miliarda złotych na kolejne przejęcia firm w Polsce i na świecie.

Dla przeciętnego przedsiębiorcy odpowiedź na pytanie, kto finansuje to gigantyczne eldorado, jest aż nazbyt bolesna. Klienci myślą, że uciekają od monopolistów do małych, uczciwych firm, nie wiedząc, że te zostały już pożarte. Tylko w 2024 roku w sidła NetArtu, poza AttHost, wpadły także inne popularne niegdyś marki: HostingHouse.pl, Netmark.pl oraz Linux.pl. Model działania jest zawsze ten sam: wycisnąć z bazy starych klientów tyle pieniędzy, ile się da, zanim zorientują się, że dawny właściciel sprzedał biznes.

Negatywna opinia firmy, jedna gwiazdka, niezadowolony klient.
Opinia na portalu Trustpilot.com
Negatywna recenzja z powodu podwyżki opłat.
Opinia na portalu Trustpilot.com

Biurowy tor przeszkód. Jak giganci odcinają drogę ucieczki?

Gdy zszokowany cennikiem klient próbuje w końcu przenieść domenę do konkurencji, zderza się z machiną, która ma go zatrzymać. Do transferu potrzebny jest kod AuthInfo. U transparentnych operatorów kod generuje się natychmiast jednym kliknięciem w panelu. Tymczasem na polskim rynku giganci wykształcili dwie bardzo skuteczne szkoły blokowania uciekających klientów:

Papierowy mur i odrzucanie państwowego ePUAP (Grupa NetArt) Firmy z tej grupy, jak Nazwa.pl czy przejęty AttHost, sięgają po najbardziej radykalne metody. Klienci zmuszani są do pobierania formularzy i wysyłania ich tradycyjną pocztą. Absurdem jest to, jak spółki te podchodzą do polskich standardów cyfrowych. Dotarliśmy do korespondencji z Działem Obsługi Klienta jednej z przejętych firm hostingowych, w której pracownik wprost odrzuca wniosek o kod podpisany cyfrowo przez państwowy Profil Zaufany (ePUAP).

Procedura uzyskania kodu AuthInfo dla domeny.
Odpowiedź z biura obsługi klienta Netart

Firma technologiczna w trzeciej dekadzie XXI wieku odrzuca darmowy, rządowy standard weryfikacji tożsamości, każąc przedsiębiorcy stać w kolejce na poczcie lub wykupić u zewnętrznych dostawców płatny certyfikat komercyjny. To cyniczna, wyrachowana gra na czas – wielu klientów nie zdąży przez to przenieść domeny przed jej wygaśnięciem.

Cyfrowa poczekalnia i uciążliwe procedury (przypadek Home.pl) Inaczej do sprawy podchodzi Home.pl. Firma ta co prawda zrezygnowała z klasycznej „papierologii” i przeniosła proces pobierania AuthInfo do panelu online, ale daleko mu do bezproblemowego „jednego kliknięcia”. Klient próbujący wyciągnąć swój kod musi przechodzić przez zawiłe formularze, w których zmuszany jest m.in. do „wyspowiadania się” z powodów rezygnacji, a nawet podania nazwy konkurenta. To celowa, irytująca i niepotrzebna biurokracja, która testuje cierpliwość abonenta.

O tym, jak w praktyce absurdalne i uciążliwe potrafią być procedury stosowane przez tego operatora, przekonał się boleśnie m.in. Złomnik. W swoim głośnym, szeroko komentowanym wpisie dosadnie podsumował zderzenie z rzekomą „pomocą” i systemem Home.pl, który zamiast ułatwiać życie, spiętrza problemy i dezorganizuje pracę. Sprawa odbiła się szerokim echem, udowadniając, że ofiarami tych „procedur” i kosmicznych cen odnowień padają nie tylko małe firemki, ale też ogromne, rozpoznawalne marki, dla których awarie i przepychanki z hostingodawcą oznaczają bardzo wymierne straty.

Ucieczka z Polski. Jak rodzimy kapitał wypycha klientów za granicę?

Paradoksem całej tej sytuacji jest fakt, że pazerne praktyki rodzimych gigantów przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego w grupie najbardziej świadomych konsumentów. Zmęczeni ciągłą walką z wiatrakami, „fakturami grozy”, kruczkami w regulaminach i biurokratycznym murem, polscy przedsiębiorcy i specjaliści IT coraz częściej decydują się na drastyczny krok: całkowitą migrację usług za granicę.

Zamiast wspierać polski kapitał, coraz chętniej wybierają zagranicznych dostawców z Europy Zachodniej czy USA. Tam standardem jest przejrzysty cennik (bez pułapek na drugi rok i manipulacji okresami rozliczeniowymi), darmowe certyfikaty SSL włączane z automatu, a zarządzanie każdą usługą – łącznie z transferem – ogranicza się do kilku kliknięć w panelu, bez absurdalnych ankiet i wycieczek na pocztę. W ten sposób polskie korporacje, dążąc do wyciśnięcia maksymalnego zysku z nieświadomych użytkowników, bezpowrotnie tracą tych, którzy potrafią liczyć pieniądze.

Pytamy u źródła. Czekamy na odpowiedzi

Jako redakcja portalu pkb24.pl nie zostawiamy tej sprawy bez echa. Skontaktowaliśmy się z biurami prasowymi firm stosujących te praktyki. Wysłaliśmy do nich następujące pytania:

  1. Jakie jest merytoryczne uzasadnienie odrzucania przez Państwa firmę dyspozycji opatrzonych Profilem Zaufanym (ePUAP), podczas gdy standard ten jest powszechnie uznawany w Polsce i równoważny z weryfikacją tożsamości?
  2. Dlaczego w Państwa firmie wydanie kodu AuthInfo wiąże się ze skomplikowanymi procedurami (wymóg wysyłania listów poleconych, zakupu komercyjnego podpisu kwalifikowanego czy wypełniania zawiłych ankiet z powodami rezygnacji), podczas gdy u wielu innych operatorów na rynku klient może pobrać ten sam kod z poziomu panelu w zaledwie kilka sekund?
  3. Czy praktyka wysyłania klientom faktur proforma na kwoty zbliżone do opłat uiszczanych w ubiegłym roku, lecz obejmujących znacznie krótszy okres rozliczeniowy (np. kwartał zamiast całego roku), nie niesie ze sobą ryzyka wprowadzenia konsumentów w błąd co do rzeczywistej skali podwyżek?
  4. Jak wytłumaczą Państwo fakt, że koszt przedłużenia domeny .pl w Państwa firmie wielokrotnie przekracza kwotę 200 zł, podczas gdy koszt narzucany operatorom przez państwowy rejestr NASK wynosi zaledwie 61,50 zł brutto?

Odpowiedzi opublikujemy natychmiast, gdy tylko je otrzymamy. Tymczasem radzimy czytelnikom jedno: sprawdzajcie do kogo naprawdę należy Wasz hosting, czytajcie uważnie każdą fakturę, a kody AuthInfo wyciągajcie z rąk operatorów z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA