Pellet na wagę złota: Ekologiczna alternatywa dla węgla stała się towarem luksusowym
Fala mrozów, która uderzyła w Polskę, wywołała drastyczny wstrząs na rynku biomasy. Pellet drzewny, promowany jako ekologiczna i ekonomiczna alternatywa dla węgla, stał się produktem deficytowym, a jego ceny w lokalnych składach i sieciach handlowych osiągnęły poziomy notowane ostatnio w szczycie kryzysu energetycznego. Sytuacja zmusza tysiące gospodarstw domowych do drastycznych oszczędności lub poszukiwania ryzykownych zamienników.
Drastyczny skok cen i walka o surowiec
Jeszcze kilka miesięcy temu tona certyfikowanego pelletu klasy A1 oscylowała w granicach 1200–1700 zł. Obecnie klienci detaliczni muszą mierzyć się ze stawkami rzędu 2500 zł, a w niektórych regionach nawet 3000 zł za tonę. Eksperci wskazują na niebezpieczny splot okoliczności: mniejszą podaż trocin z tartaków oraz rosnący apetyt energetyki zawodowej.
Przyczyny kryzysu na rynku pelletu:
- Gwałtowny wzrost popytu: Nagłe spadki temperatur opróżniły zapasy w domowych kotłowniach.
- Problemy surowcowe: Tartaki podniosły ceny trocin nawet o 100%, tłumacząc to trudnościami logistycznymi i mniejszym wolumenem wyrębu.
- Konkurencja z gigantami: Wielkie elektrownie masowo skupują biomasę, aby obniżyć koszty uprawnień do emisji CO2, co drastycznie drenuje rynek detaliczny.
Owies zamiast drewna: Ryzykowne oszczędności
W obliczu drożyzny Polacy coraz chętniej spoglądają w stronę rolnictwa. Owies, kosztujący około 800–900 zł za tonę, stał się hitem internetowych forów jako paliwo niemal trzykrotnie tańsze od pelletu drzewnego. Eksperci i producenci kotłów ostrzegają jednak przed takimi eksperymentami.
Spalanie zboża w kotłach, które nie są do tego przystosowane, grozi szybkim zniszczeniem palnika i wymiennika ciepła z powodu powstawania agresywnych kwasów i nagaru. Dodatkowo, taka zmiana paliwa może skutkować utratą gwarancji oraz problemami z rozliczeniem dotacji z programu Czyste Powietrze.
Plaga oszustw internetowych
Kryzys energetyczny tradycyjnie aktywował cyberprzestępców. Policja w całym kraju odnotowuje lawinę zgłoszeń dotyczących fikcyjnych sklepów z opałem. Oszuści wabią ofiary cenami na poziomie 1300–1500 zł za tonę, wymagając pełnej przedpłaty. Po dokonaniu przelewu strony znikają, a klienci zostają bez pieniędzy i opału. Tylko w ostatnim tygodniu straty pojedynczych osób sięgały od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.
Nadzieją dla właścicieli domów jest zapowiadane na drugą połowę lutego ocieplenie. Choć spadek popytu powinien zahamować dalsze wzrosty, analitycy są sceptyczni co do powrotu cen do poziomu sprzed mrozów jeszcze w tym sezonie grzewczym. Branża pelletowa apeluje do rządu o wprowadzenie regulacji chroniących rynek detaliczny przed spekulacyjnym wykupem surowca przez sektor energetyki zawodowej.









