Zwrot polskich skarbów Niemcom? Kontrowersyjna wizja Instytutu Pileckiego

Zwrot polskich skarbów Niemcom? Kontrowersyjna wizja Instytutu Pileckiego

05.08.2025
Rafał Dobrzyński
Czas czytania: 2 minut/y

Czy Polska powinna oddawać dzieła sztuki Niemcom, Litwie, Białorusi, Ukrainie i prywatnym osobom pochodzenia żydowskiego? Taki właśnie temat miał poruszyć cykl seminariów planowanych przez dyrektora Instytutu Pileckiego, prof. Krzysztofa Ruchniewicza. Pomysł, który według relacji „Rzeczpospolitej” trafił na biurka najważniejszych osób w Ministerstwie Kultury, wywołał burzę – i to nie bez powodu.

Nieoficjalne seminarium, oficjalna kontrowersja

Z informacji ujawnionych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że prof. Ruchniewicz – pełnomocnik MSZ ds. relacji polsko-niemieckich i jednocześnie szef Instytutu Pileckiego – planował we współpracy z Ministerstwem Kultury cykl seminariów. Jednym z tematów miała być kwestia zwrotu dóbr kultury przez Polskę na rzecz m.in. Niemiec, ale też Ukrainy, Białorusi, Litwy oraz osób prywatnych – zwłaszcza pochodzenia żydowskiego.

Pismo w tej sprawie wystosowała Hanna Radziejowska, kierowniczka berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego, która ostrzegła, że inicjatywa może być sprzeczna z oficjalną polityką państwa polskiego. Sprawa trafiła do rąk nowej ministry kultury Marty Cienkowskiej oraz do chargé d’affaires RP w Berlinie.

Na rękę Niemcom? Kwestia Berlinki i coś więcej

Kontekst polityczny jest tu niebagatelny. Zgodnie z nieoficjalnymi doniesieniami, nowy rząd w Berlinie ma interes w odzyskaniu tzw. Berlinki – zbioru bezcennych archiwaliów z byłej Pruskiej Biblioteki Państwowej, który od dekad przechowywany jest w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. Niemcy nie ukrywają, że chcieliby jego zwrotu.

Seminarium planowane przez Ruchniewicza wpisywałoby się w ten trend – czy to z zamiarem, czy „przypadkiem”. Jednak w Polsce temat ten traktowany jest jako drażliwy i wysoce kontrowersyjny: zwrot dóbr kultury to poważna decyzja państwowa, nie akademicka dyskusja.

Sprawa zamknięta, ale smród pozostał

Seminarium – jak podaje „Rzeczpospolita” – nie dojdzie do skutku. Ale sama propozycja wywołała kolejną falę wątpliwości wokół osoby prof. Ruchniewicza. Przypomnijmy, że to nie pierwsza sytuacja budząca kontrowersje – prokuratura we Wrocławiu prowadzi śledztwo ws. nieprawidłowości finansowych w Centrum Studiów Europejskich i Niemieckich Uniwersytetu Wrocławskiego, którym kiedyś kierował.

Czy naprawdę warto, aby instytucja mająca chronić polską pamięć historyczną, rozważała – choćby teoretycznie – oddawanie jej symboli?

Historia, której nie oddamy

Instytut Pileckiego, nazwany na cześć jednego z największych bohaterów XX wieku, nie powinien wikłać się w narracje, które mogą relatywizować polską stratę wojenną. Polska – ograbiona przez Niemców i Sowietów z tysięcy dzieł sztuki i dokumentów – nie jest dłużnikiem, lecz wierzycielem. Nie ma moralnego obowiązku do oddawania tego, co zostało u niej tylko dlatego, że nie wróciło do Niemiec wraz z Armią Czerwoną.

Pomysł profesora Ruchniewicza, choć dziś zarzucony, pokazuje wyraźnie, jak łatwo można przekształcić akademicką debatę w narzędzie polityki historycznej innych państw.

Zbyt łatwo.

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA