Presja zakupowa na dzieci w erze YouTube'a. UOKiK stawia zarzuty influencerom gamingowym

Presja zakupowa na dzieci w erze YouTube’a. UOKiK stawia zarzuty influencerom gamingowym

13.07.2026
Redakcja
Czas czytania: 7 minut/y

Szef polskiego urzędu antymonopolowego wszczął postępowanie przeciwko dwóm popularnym wśród dzieci twórcom internetowym. Zarzuca im stosowanie niedozwolonych technik nacisku zakupowego podczas transmisji z gier komputerowych. To historyczny precedens, po raz pierwszy w Polsce influencerzy stają przed realną perspektywą wielomilionowych kar za sposób, w jaki reklamują swoje produkty najmłodszym widzom.

Najważniejsze:

  • Prezes urzędu zajmującego się ochroną rynku i konsumentów postawił zarzuty twórcom kilku kanałów gamingowych na YouTube i TikToku, w tym powiązanych z markami Wojan oraz Palion.
  • Zarzut dotyczy wplatania reklamy własnych sklepów (odzież, napoje, artykuły szkolne) w treści rozrywkowe w sposób bezpośrednio nakłaniający dzieci do zakupów, bez wyraźnej granicy między zabawą a komunikatem handlowym.
  • Za potwierdzone naruszenia firmom grozi kara sięgająca jednej dziesiątej ich rocznych przychodów, a osoba zarządzająca jedną ze spółek może dodatkowo otrzymać indywidualną grzywnę w wysokości do dwóch milionów złotych.
  • Sprawa jest pierwszą tego rodzaju w Polsce i może wyznaczyć nowe standardy dla całej branży twórców internetowych kierujących treści do niepełnoletnich.

O co dokładnie chodzi w sprawie

Dwóch twórców internetowych prowadzi kanały na YouTube i TikToku poświęcone rozgrywkom w popularną grę blokową Minecraft. Obaj kierują swój przekaz do dzieci w wieku szkolnym, na poziomie klas początkowych. Równolegle prowadzą sklepy internetowe oferujące artykuły szkolne, kolorowanki, komiksy, odzież i napoje.

Problem nie leży w samym łączeniu działalności twórczej z biznesem. Kością niezgody jest sposób, w jaki reklama przenika do treści rozrywkowych. Zdaniem urzędu twórcy płynnie przechodzili od komentowania rozgrywki do prezentowania produktów, nie zmieniając tonu ani stylu wypowiedzi, przez co reklama stawała się nieodróżnialna od zabawy. W skrajnych przypadkach budowali w samej grze wirtualne sklepy z asortymentem realnie sprzedawanych przez siebie napojów, zacierając granicę między fikcją a komunikatem handlowym niemal doszczętnie.

Jak wyglądały sporne komunikaty i dlaczego są skuteczne

Urząd w swoim komunikacie przytacza fragmenty wypowiedzi obu twórców. Wśród nich pojawia się zachęta: „Wbijajcie do Żabek, póki te Wojanki jeszcze są”, krótkie zdanie, które w kilku słowach łączy kilka technik manipulacyjnych jednocześnie. Inny przykład to stwierdzenie, że ponad pięćset dzieci ma już dany produkt, a odbiorca nie. Jeszcze inne przekazy sugerowały, że artykuł jest limitowany i już nie wróci do oferty, albo że zakup przynosi szczęście.

Czytaj także: UOKiK szuka NGO do walki z cyfrowymi pułapkami. Konkurs dotacyjny dla organizacji konsumenckich

Urząd zidentyfikował kilka nakładających się schematów nacisku:

  • Odwołanie do przynależności grupowejsugestia, że wiele innych dzieci kupiło już dany produkt, niekiedy po kilkanaście sztuk naraz, uderza wprost w potrzebę akceptacji rówieśniczej, jedną z najsilniejszych motywacji w tym wieku.
  • Sztuczna pilność i niedobórzapewnienia, że oferta jest limitowana i bezpowrotnie zniknie, wymuszają natychmiastową decyzję zakupową, zanim dziecko zdąży zastanowić się lub porozmawiać z rodzicem.
  • Przypisywanie magicznych właściwościsugerowanie, że produkt przynosi szczęście lub jest wyjątkowy, wzmacnia emocjonalne przywiązanie do zakupu i odwołuje się do myślenia magicznego, typowego dla młodszych dzieci.
  • Dostosowany język i formarymowanki, kolorowe animacje i bezpośrednie zwroty sprawiają, że przekaz handlowy brzmi jak naturalna część ulubionego programu, nie jak reklama.

Połączenie tych elementów sprawia, że dziecko nie identyfikuje komunikatu jako reklamy, i właśnie na tym polega sedno zarzutów. Dorośli konsumenci wyrobili w sobie pewien odruch krytyczny wobec technik sprzedażowych; dzieci w wieku wczesnoszkolnym tego odruchu jeszcze nie mają.

Sygnały ostrzegawcze dla rodziców, konkretna lista

Sprawa ta jest praktyczną lekcją dla opiekunów. Zamiast ogólnego zalecenia „obserwujcie, co dziecko ogląda”, warto wiedzieć, na jakie konkretne sygnały zwracać uwagę podczas wspólnego oglądania lub w rozmowie z dzieckiem:

  • „Już setki osób to ma, a ty nie?”jeśli twórca mówi, że mnóstwo innych dzieci kupiło już dany przedmiot, to klasyczna presja rówieśnicza przeniesiona do internetu. Warto zapytać dziecko: czy czujesz, że musisz to mieć, bo inni mają?
  • „Kup teraz, bo za chwilę zniknie”sztuczna pilność to technika znana ze sprzedaży dla dorosłych. Gdy pojawia się w treściach dla dzieci, pozbawia je czasu na refleksję i rozmowę z rodzicem.
  • Sklep pojawia się w środku filmiku bez zapowiedzijeśli twórca bez przejścia przechodzi od gry do prezentacji produktu tym samym głosem i w tym samym tonie, dziecko najprawdopodobniej nie zdaje sobie sprawy, że właśnie ogląda reklamę.
  • Produkt opisywany jest jako „magiczny” lub „przynoszący szczęście”tego rodzaju sformułowania odwołują się do myślenia życzeniowego i są szczególnie skuteczne w przypadku młodszych dzieci.

Rozmowa z dzieckiem nie musi być wykładem o prawie konsumenckim. Wystarczy pytanie: „Czy wiesz, że twórca zarabia, gdy kupujesz ten produkt?” albo „Dlaczego myślisz, że tak bardzo namawia cię do kupienia tego właśnie teraz?”, takie pytania uczą krytycznego myślenia o reklamie skuteczniej niż zakazy.

Podstawy prawne i co naprawdę zakazują

Ochronę najmłodszych przed agresywną reklamą zapewnia kilka warstw przepisów i standardów branżowych. Warto je zestawić z realiami tej konkretnej sprawy, bo każda z tych regulacji dotyczy czegoś nieco innego:

PodstawaCharakterCo zakazuje, i jak przejawia się to w tej sprawie
Krajowa ustawa o zwalczaniu nieuczciwych praktyk handlowychPrawo krajoweZakazuje bezpośredniego nakłaniania dzieci do zakupu oraz zachęcania ich, by same namawiały dorosłych. Tu: „wbijajcie”, „śpieszcie się” to bezpośrednie wezwania do działania, nie zaproszenia.
Ustawa regulująca nadawanie radiowe i telewizyjnePrawo krajoweOgranicza agresywne przekazy marketingowe kierowane do najmłodszych. Dotyczy też treści publikowanych przez platformy cyfrowe.
Przepisy unijnePrawo UEAnalogiczne zakazy w środowisku cyfrowym, obejmują treści na platformach streamingowych i w mediach społecznościowych.
Kodeks etyki reklamy (Rada Reklamy)Samoregulacja branżowaZakazuje wykorzystywania niedoświadczenia i łatwowierności dzieci. Istnieje niezależnie od prawa, branża sama uznała, że najmłodsi wymagają innego traktowania.
Karta ochrony dzieci w reklamie (Rada Reklamy)Samoregulacja branżowaSzczegółowe standardy treści kierowanych do niepełnoletnich, bardziej precyzyjne niż ogólny kodeks etyczny.

Samoregulacje branżowe i przepisy prawa działają równolegle. To oznacza, że nawet gdyby twórca formalnie spełniał wymogi ustawowe, mógłby naruszać standardy etyczne, na których straży stoi sama branża reklamowa. Postępowanie UOKiK opiera się na przepisach prawa, ale szerszy obraz pokazuje, że problem był sygnalizowany wielokrotnie i na wielu poziomach.

Pierwsze zarzuty, nie pierwszy sygnał

Obecne postępowanie nie pojawiło się bez zapowiedzi. Urząd od pewnego czasu prowadził przegląd mediów społecznościowych w poszukiwaniu agresywnych przekazów reklamowych skierowanych do dzieci. Wcześniej opublikował szczegółowe rekomendacje dotyczące tego, jak twórcy powinni oznaczać treści komercyjne, z wyraźnym zastrzeżeniem, że każdorazowo należy oceniać, czy dany materiał może trafiać do osób poniżej osiemnastego roku życia.

Zarzuty wobec obu twórców to moment przejścia od wytycznych do egzekucji. Dla całej branży twórców internetowych jest to sygnał, że urząd nie poprzestaje na publikowaniu poradników, sięga po narzędzia finansowe zarezerwowane dla poważnych naruszeń praw konsumentów. Szef urzędu ocenił wprost, że influencerzy objęci postępowaniem w jednej chwili relacjonowali rozgrywkę, a w następnej zachęcali do kupowania konkretnych produktów, i że dzieci wymagają ochrony przed tego rodzaju działaniami.

Skala zjawiska, czy to wyjątek, czy norma?

To pytanie, na które źródło udziela tylko częściowej odpowiedzi. UOKiK wskazuje, że do urzędu wpływały skargi dotyczące obu twórców, co sugeruje, że problem był zauważalny nie tylko dla analityków urzędu, ale i dla samych rodziców. Nie wiadomo jednak, ile łącznie skarg wpłynęło ani ilu innych twórców może znajdować się na celowniku podobnych analiz.

Czytaj także: Nowy raport Forum Konsumentów odsłania brutalną prawdę o wykluczeniu aptecznym

Można jednak wnioskować z logiki sprawy: mechanizmy opisane w zarzutach, płynne przejście od rozgrywki do promocji własnego sklepu, język dostosowany do dzieci, sztuczna presja niedoboru, nie są wynalazkiem dwóch kanałów. To szerszy model monetyzacji, który pojawia się w całym ekosystemie treści kierowanych do młodszych odbiorców. Obecna sprawa może być zatem sygnałem nie tyle wyjątkowego przypadku, ile początku systematycznego egzekwowania istniejących przepisów.

Konsekwencje finansowe, co grozi twórcom

Jeśli postępowanie zakończy się potwierdzeniem zarzutów, firmy powiązane z twórcami mogą zostać ukarane grzywną sięgającą jednej dziesiątej rocznego obrotu. Osoba zarządzająca jedną ze spółek mierzy się dodatkowo z perspektywą osobistej grzywny w wysokości do dwóch milionów złotych. To nie są kary symboliczne, to instrumenty finansowe stosowane przy naruszeniach o istotnym wpływie na rynek konsumencki.

Implikacje długoterminowe, co ta sprawa może zmienić

Precedensowy charakter postępowania wykracza poza dwóch konkretnych twórców. Warto zastanowić się, co może się zmienić w szerszym kontekście:

Po pierwsze, modele biznesowe twórców kierujących treści do dzieci będą wymagały rewizji. Wplatanie reklamy własnych produktów w treść rozgrywki, bez wyraźnego oddzielenia obu warstw, staje się wyraźnie ryzykowną strategią, nie tylko etycznie, ale i finansowo.

Po drugie, rośnie pytanie o rolę samych platform. YouTube i TikTok posiadają narzędzia pozwalające na oznaczanie treści skierowanych do dzieci oraz ograniczanie typów reklam wyświetlanych przy takich materiałach. Jeśli organ regulacyjny zacznie aktywnie egzekwować przepisy na poziomie twórców, platformy mogą odczuć presję, by wprowadzić własne mechanizmy weryfikacji treści komercyjnych w kanałach adresowanych do najmłodszych.

Po trzecie, dla twórców internetowych pojawia się pytanie o alternatywne modele zarabiania, które nie wiążą się z ryzykiem prawnym. Wyraźne oznaczanie materiałów sponsorowanych, oddzielne filmy poświęcone wyłącznie prezentacji produktów (z wyraźnym oznaczeniem „to jest reklama”) czy współprace z reklamodawcami zewnętrznymi, każde z tych rozwiązań jest możliwe bez naruszania przepisów chroniących dzieci.

Głos drugiej strony, czego wciąż nie wiemy

Na etapie stawiania zarzutów postępowanie jest otwarte, nie zakończone. Twórcy objęci zarzutami mają prawo do obrony i mogą przedstawić swoje stanowisko w toku procedury. Nie wiadomo, czy kwestionują ustalenia urzędu co do faktów, czy może zamierzają argumentować, że stosowane przez nich techniki mieściły się w granicach prawa. Nie wiadomo też, czy urząd zwracał się do nich wcześniej z ostrzeżeniami, zanim wszczął formalne postępowanie.

Brak publicznego stanowiska twórców na tym etapie nie jest niczym niezwykłym, w trakcie postępowania administracyjnego strony często powstrzymują się od publicznych komentarzy. Dopiero decyzja kończąca postępowanie pokaże pełen obraz sprawy, w tym ewentualne argumenty obrony.

Najczęściej zadawane pytania

Kogo konkretnie dotyczą zarzuty?

Zarzuty skierowane są do twórców prowadzących kilka kanałów gamingowych na YouTube i TikToku, powiązanych z markami Wojan oraz Palion. Kanały te skupiają się głównie na rozgrywkach w Minecraft i kierują przekaz do dzieci w wieku szkolnym, na poziomie klas początkowych.

Czy influencer może być ukarany za brak oznaczenia reklamy kierowanej do dzieci?

Tak. Urząd w swoich wcześniejszych wytycznych wskazywał, że twórcy mają obowiązek oceniać, czy ich treści mogą trafiać do niepełnoletnich, i odpowiednio oznaczać przekazy komercyjne. Brak wyraźnego oddzielenia reklamy od treści rozrywkowej może stanowić samodzielną podstawę zarzutów, niezależnie od tego, czy stosowano przy tym dodatkowe techniki nacisku zakupowego.

Co dzieje się po postawieniu zarzutów?

Postawienie zarzutów oznacza formalne wszczęcie postępowania administracyjnego. Twórcy objęci sprawą mają prawo przedstawić swoje stanowisko i dowody. Dopiero po przeprowadzeniu całego postępowania urząd może wydać decyzję stwierdzającą naruszenie i nałożyć karę finansową, lub umorzyć sprawę, jeśli zarzuty się nie potwierdzą.

Czy inne platformy, TikTok, Instagram, będą monitorowane równie intensywnie?

Urząd wskazuje, że monitoruje media społecznościowe jako całość, a obaj twórcy objęci zarzutami prowadzili działalność zarówno na YouTube, jak i na TikToku. Nie ma powodów sądzić, że Instagram lub inne platformy byłyby wyłączone z takiego monitoringu, przepisy chronią dzieci niezależnie od tego, na jakiej platformie pojawia się treść.

Co stanie się, jeśli twórca zmieni nazwę kanału lub założy nową spółkę, by uniknąć konsekwencji?

Postępowanie dotyczy konkretnych podmiotów gospodarczych i osób fizycznych zarządzających tymi podmiotami, nie wyłącznie nazw kanałów. Sama zmiana szyldu nie usuwa odpowiedzialności za naruszenia, które już nastąpiły. W przypadku prób obejścia decyzji urząd dysponuje narzędziami egzekucyjnymi.

Jakie alternatywy mają twórcy, by zarabiać bez naruszania przepisów?

Możliwości jest kilka: wyraźne oznaczanie materiałów reklamowych jako odrębnych od treści rozrywkowej, publikowanie dedykowanych filmów promocyjnych z jednoznacznym komunikatem dla widza, że ogląda reklamę, a nie odcinek z rozgrywką, współpraca z reklamodawcami zewnętrznymi w ramach przejrzyście oznaczonych lokowania produktów, czy wreszcie modele subskrypcyjne, w których widzowie płacą bezpośrednio za treści. Każde z tych rozwiązań pozwala na monetyzację kanału bez stawiania dzieci w roli nieuświadomionego odbiorcy przekazów handlowych.

Fot. Tima Miroshnichenko / Pexels

Masz temat, o którym powinniśmy napisać? Skontaktuj się z nami!
Opisujemy ciekawe sprawy nadsyłane przez naszych czytelników. Napisz do nas, opisz dokładnie fakty i prześlij wraz z ewentualnymi załącznikami na adres: redakcja@pkb24.pl.
REKLAMA
REKLAMA