Urodzeni po 2012 roku z zakazem palenia papierosów. Nowy projekt UE – TPD3
W Brukseli dojrzewa projekt, który w debacie publicznej przedstawiany jest jako kolejny krok ku „zdrowszej Europie”. Jednak dla każdego, kto choć odrobinę przygląda się logice unijnych regulacji, powinien stanowić powód do niepokoju. Chodzi o przygotowywaną przez Komisję Europejską trzecią wersję dyrektywy tytoniowej, TPD3, która w swoim założeniu ma umożliwić państwom członkowskim wprowadzenie zakazu sprzedaży papierosów oraz e-papierosów osobom urodzonym po określonym roku. Inspiracją dla Komisji ma być Holandia, gdzie intensywnie dyskutowany był już zakaz sprzedaży wyrobów nikotynowych osobom urodzonym po 1 stycznia 2012 roku.
W praktyce byłby to początek długofalowego eksperymentu społecznego, w którym całe roczniki mieszkańców Europy zostają zakwalifikowane do kategorii osób, którym z definicji nie można zaufać nawet w tak elementarnej decyzji, jak wybór własnych nawyków. Jak daleko może posunąć się państwo, aby chronić swoich obywateli? Komisja przekonuje, że daleko, bo chodzi o zdrowie publiczne.
Nikt rozsądny nie powie przecież, że promowanie palenia czy dostęp do papierosów dla młodzieży jest wskazany albo akceptowany. Problem polega na czymś innym: raz otwarta furtka do regulowania życia obywateli na podstawie ich daty urodzenia staje się precedensem, który można wykorzystać w niemal dowolnej dziedzinie. Jeśli dziś Bruksela dopuszcza, by państwa wprowadzały „generational ban” na nikotynę, to jutro może się okazać, że równie dobrze można wprowadzić zakaz kupowania alkoholu osobom urodzonym po 2015, zakaz spożywania czerwonego mięsa dla roczników po 2020, albo obowiązek stosowania „zalecanych” diet, ubrań czy środków transportu. W końcu, skoro obywatela postrzega się jako pacjenta w wielkim europejskim szpitalu, to lekarz-centralista zawsze wie lepiej, co mu wolno, a czego nie.
Nadchodzą regulacje
W tle tych działań jest kolejna odsłona unijnego procesu legislacyjnego, który rozpisano z aptekarską precyzją. Wiosną 2026 roku Komisja ma opublikować raport oceniający dotychczasową regulację rynku tytoniowego, zaraz potem ruszą konsultacje publiczne. Wiosną 2027 roku zobaczymy projekt TPD3 wraz z oceną skutków, a początek 2028 roku przyniesie debatę w Parlamencie Europejskim i Radzie. To w tym momencie rozstrzygnie się, czy państwa członkowskie dostaną narzędzie do budowania narodowych zakazów dla kolejnych pokoleń. Warto podkreślić, że do tej pory prawo unijne zakazywało wprowadzania takich rozwiązań — Komisja zamierza teraz tę barierę świadomie usunąć.
Zmiany, które Komisja już teraz zapowiada, idą znacznie dalej niż sam generational ban. Zapowiadane jest pełne zrównanie wszystkich produktów nikotynowych z papierosami, łącznie z podgrzewaczami i urządzeniami do waporyzacji. Zniknąć mają filtry i saszetki nikotynowe. Wszystko ma być objęte takimi samymi wymogami dotyczącymi opakowań, ostrzeżeń i prezentacji. Bruksela przygotowuje najostrzejszy pakiet antynikotynowy w historii, a jednocześnie korzysta z tego procesu, by przetestować swoje prawo do ingerencji w codzienne decyzje konsumenckie.
W stronę szpitala
Rzecz w tym, że dbałość o zdrowie publiczne nie jest czymś złym. Problem w tym, że gdy administracja unijna zaczyna tworzyć narzędzia do stopniowego wyłączania całych grup obywateli z dostępu do legalnych produktów, robi krok w kierunku modelu, który z liberalną demokracją ma coraz mniej wspólnego. Modelu, w którym to regulator ocenia, czy obywatel jest na tyle odpowiedzialny, by coś kupić, zjeść lub wypić. Jeśli dziś jest to papieros, jutro może być to cokolwiek innego, co w danym momencie zostanie uznane za niewłaściwe, szkodliwe lub „niespójne z celami polityki zdrowotnej”.Pokolenie urodzone po 2012 roku być może rzeczywiście nigdy nie kupi legalnie papierosa — jeśli państwa członkowskie skorzystają z uprawnienia, które ma wkrótce zapewnić Komisja. Ale prawdziwe znaczenie tej decyzji nie polega na tym, że ktoś przestanie palić. Polega na tym, że Europa wykonuje kolejny krok ku systemowi, w którym obywatel przestaje być dorosłym człowiekiem, a staje się pacjentem wymagającym nieustannego nadzoru. I to właśnie powinno niepokoić najbardziej
Adam Wyszyński









